Monthly Archives: Październik 2012

Zaduszki

Lubię ten czas.

Jutro idziemy na cmentarz. Znów opowiem dzieciom o przodkach. Większości pochowanych tam ludzi nie pamiętam. Nie znałam ich. Mam ich na zdjęciach, a portret jednej Babci (Barbary) wisi w salonie. Znam ich z opowieści, z okruchów. Te okruszki zbieram pieczołowicie i przekazuję dzieciom.

Lubię płomienie w zniczach. I ten zapach – butwiejących liści, stearyny.

Zawsze lubiłam chodzić pomiędzy grobami. Kiedy byłam mała podobały mi się aniołki, pamiętam też jakie wrażenie zrobił na mnie krzyż ułożony z kasztanów. Chodziliśmy z bratem z małymi zwykłymi świecami i szukaliśmy opuszczonych grobów, na których nikt nie zostawił światełka. Zostawialiśmy tam nasze. Mieliśmy kilka. Pamiętam, jak jedną świecą podpalaliśmy pogasłe znicze na obcych grobach.

Teraz lubię takie stare nagrobki, podobają mi się te w formie krypt, po których wspina się w górę bluszcz i zagląda do środka przez kraty. Lubię też stare rzeźby aniołów czuwających nad doczesnymi szczątkami.

Jestem szczęściarą, bo na razie wizyty na cmentarzach nie wywołują dojmującej tęsknoty. Nie wiem… nie jestem pewna, jak to będzie, gdy w tych dniach będę wspominać osoby, które są mi bliskie, które znam i kocham.

A dziś… brama między światami uchyla się i możliwe są wędrówki. Uważajcie!

 



Bajka o niedźwiadku

Zapraszam dziś na bajkę, która powstała na specjalne zamówienie Basi: „Ja chcę z niedźwiedziem bajkę!” (zobaczcie: Proces twórczy)

 

Dzieci bawiły się w pokoju dziecinnym, co nie zdarzało się zbyt często. Ani nigdy nie trwało zbyt długo. Tym razem Staś zainicjował jednak zabawę pluszakami, która zaangażowała całe towarzystwo na dłużej. Początkowo było to przedszkole dla pluszaków, potem zabawki-przedszkolaki przygotowywały przedstawienie dla rodziców na podstawie popularnych bajek dla dzieci, musiały podchodzić do prób i opanowywać choreografię – w reżyserii Stasia. Basia i Franek ochoczo uczestniczyli w próbach i zaśmiewali się w głos. W pewnym momencie Basia wpadła na pomysł, że przebierze pluszowego misia. Pobiegła do starej skrzyni stojącej w przedpokoju, ostrożnie ją otworzyła, pamiętając, by uważać na paluszki i wyciągnęła z niej jakąś apaszkę.

– Patrzcie! Wzięłam apaszkę mamy! Zawiążemy ją misiowi na szyi, będzie śliczny – cieszyła się pokazując braciom przyniesioną chustkę.

Kiedy zawiązała apaszkę na szyi pluszowego misia – ten ożywił się, stał się prawdziwym niedźwiadkiem. Miał ostre pazurki i prawdziwe futro. Jak się domyślacie, to była zaczarowana apaszka.

Basia wystraszyła się i schowała szybko pod kołdrę w łóżeczku Franka. Staś natomiast pobiegł do mamy i poprosił ją o spodeczek z miodem, szybko zaniósł niedźwiadkowi poczęstunek. Mały niedźwiadek wylizał porządnie talerzyk, a potem z chłopcami zaczął bawić się w zapasy. Wywracali się, chłopcy ciągnęli go za futro, a on próbował się oswobodzić, albo przewracał się na grzbiet i machał łapkami. Basia przyglądała się tym figlom spod kołdry, ale trzymała bezpieczny dystans. Tymczasem podczas chłopięco-niedźwiedzich przepychanek doszło do wypadku. Niedźwiadek próbował przewrócić uciekającego przed nim ze śmiechem Franka i przejechał chłopcu po plecach swoimi pazurami. Choć nie chciał zrobić mu krzywdy – jednak podrapał go do krwi. Franek pobiegł do mamy.

– Mamo! Misiek mnie podrapał! Zobacz, krew! Boli mnie, boli!

Mama zdjęła mu koszulkę i na plecach zobaczyła niewielki ślad po pazurkach. Na szczęście nie była to poważna rana, mama przemyła ją wodą utlenioną i powiedziała:

– Mój dzielny chłopczyku, no widzisz jakie niebezpieczne są te wasze zabawy? Uważajcie troszkę. Może skończcie te walki, siądźcie na chwilkę, poczytajcie książeczki z bajkami dla dzieci.

Tymczasem zawstydzony niedźwiadek schował się w kącie za tablicą do rysowania i nie chciał stamtąd wyjść z obawy, że znów komuś niechcący zrobi krzywdę. Basia wyszła spod kołderki i chwilkę patrzyła na misia z oddali, potem zbliżyła się do niego ostrożnie i zaczęła drapać go za uszkiem. Niedźwiadkowi pieszczota sprawiła przyjemność, bo wyszedł ze swojej kryjówki, ułożył głowę na kolanach Basi i mruczał z zadowoleniem. Zaraz podszedł do nich Staś i zaczął głaskać misia po brzuszku, po chwili dołączył do nich Franio i zaczął łaskotać niedźwiadka po łapce. Potem Staś rzeczywiście sięgnął na półeczkę po bajkę dla dzieci i poczytał chwilkę na głos.

A później znów zaczęli wspólnie się bawić – zamiast zapasów zdecydowali się jednak na berka. Cała czwórka biegała i robiła mnóstwo hałasu.

Kiedy miś uciekał przed goniącym go Stasiem, ten chwycił apaszkę. Chustka została mu w ręce, a niedźwiadek znów stał się pluszowym misiem. W tym momencie do pokoju dzieci zajrzała mama zwabiona krzykami i piskami.

– Mamusiu, to był prawdziwy niedźwiadek – powiedział Franek wskazując na leżącą na podłodze zabawkę

– Ale założyliśmy mu tę apaszkę – powiedziała Basia – i ożył! Ożył!

– Mamo, to był prawdziwy niedźwiadek, nawet miodek zjadł – opowiadał Staś.

Mama usiadła na podłodze i przytuliła dzieci i opowiedziała im, jak kiedyś tę samą apaszkę zawiązywała ze swoim bratem – wujkiem Bartkiem i jak wtedy misie stawały się prawdziwymi niedźwiadkami. I poprosiła, żeby nie zawiązywali jej na pluszowym słoniku.

 

Pamiętacie swoje pluszowe zabawki?

Co się z nimi stało? 

Moje przeleżały gdzieś na szczycie szafy, aż doczekały się drugiego życia, które dają im moje dzieci.

 



Król Kruków i Złoty Ptak

Rano po łąkach i osiedlu snuły się mgły, ale koło południa przebiło się słońce. Mama z bliźniakami wybrała się na spacer do lasu. Po drodze odebrała Stasia z przedszkola i wszyscy razem poszli pod dęby szukać żołędzi. Najpierw skręcili w wąską ścieżkę prowadzącą pod baldachimem żółtych liści klonu, minęli kilka sosen i wyszli na polankę, na której nieco z boku rósł samotny, potężny dąb. Kiedy zbliżyli się z hałasem (dzieci urządziły wyścigi, a wiadomo, że takim wyścigom towarzyszą piski i przepychania), spłoszyli stado wron. Pod dębem leżało mnóstwo żołędzi, więc szybko napełnili kieszenie w kurtkach i torebkę mamy.

Po powrocie do domu dzieci położyły zebrane  żołędzie na stoliku na balkonie. Zapomniały o nich i zajęły się innymi rzeczami (Franek grał na pianinie, Basia przed lustrem przymierzała czapki i apaszki, Staś czytał). Potem zrobił się wieczór i przyszła pora pójścia do łóżek.

A o świcie na balkon przyleciało Licho pod postacią sójki i porwało jeden z żołędzi.

Licho wsadziło go w ziemię w  dużej drewnianej skrzyni, w której posadzony był winobluszcz. I dorzuciło magiczne zaklęcie przyspieszające wzrost. Ot, taki kawał.

Ranek i przedpołudnie przebiegały zupełnie zwyczajnie. Jednak po południ dzieci zobaczyły na balkonie olbrzymie drzewo. Był to dąb, który urósł z żołędzia zasadzonego przez złośliwe Licho.

A w jego potężnych konarach znajdowało się gniazdo niezwykłego ptaka, który odezwał się do dzieci ludzkim głosem:

– Witajcie. Jestem Złotym Ptakiem. Zobaczyłem ten dąb w tak nietypowym miejscu, na balkonie ostatniego piętra, wśród podobnych bloków. Ponieważ grozi mi niebezpieczeństwo, postanowiłem właśnie tu uwić swe gniazdo.

– Niebezpieczeństwo? – wtrącił Staś – nie bój się, my cię obronimy!

– Tak, tu będziesz bezpieczny – dodał Franek.

Mama zawołała dzieci do mieszkania, wróciły więc do środka na podwieczorek. Ale zaraz potem znów ubrały ciepłe bluzy i wybiegły na balkon, by pilnować złocistego ptaka.

I w samą porę – wtedy bowiem nadleciało stado wron. Wrony zaatakowały niezwykłego ptaka, a ich przywódca – wielki, czarny kruk podleciał do gniazda i porwał z niego trzy złote jaja.

Dzieci rzuciły się na pomoc i odpędzały wrony. Walka była zaciekła, Staś odpędzaeł wrony swoim plastikowym mieczem, Franek wymachiwał kijem od mopa, Basia robiła dużo hałasu. Wreszcie wszystkie wrony odleciały za swym przywódcą.

Ptak z rozpaczą latał nad gniazdem, w końcu usiadł na najniższej gałęzi i rozpłakał się.

– To był Król Kruków. Porwał złote jaja. Jeśli do jutra do południa ich nie odzyskam Król Kruków zdobędzie nade mną władzę i uwięzi mnie. A wtedy cały pobliski las i sąsiadujący z nim park zamienią się w szarą, smutną pustynię.

– Musimy odebrać mu jaja! – Staś podjął szybką decyzję.

Ptak wyrwał ze swoich skrzydeł trzy złote pióra i podał każdemu z dzieci po jednym.  Potem zaśpiewał w nieznanym języku, ale pieśń – poza tym, że była piękna – miała chyba jakąś magiczną moc, bo dzieci zaczęły unosić się w powietrzu.

– Lećmy za nimi – powiedział Złoty Ptak – spróbujemy odzyskać złote jaja.

Dzieci wraz ze Złotym Ptakiem poleciały w stronę lasu, w którym zniknęło stado wron. Za chwilę znaleźli się na szarej kamiennej polanie, pośrodku której stało wysokie, uschnięte drzewo. Na jego szczycie znajdowała się siedziba Króla Kruków. Kiedy kilak wron dostrzegło dzieci – poderwały się z krakaniem w górę i w ten sposób zaalarmowały pozostałe. Ptaszyska rzuciły się na dzieci, zaczęły je atakować, próbowały je dziobać i łapać szponami. Chłopcy i Złoty Ptak dzielnie się bronili, a tymczasem Basia szybko podfrunęła do czubka drzewa i udało jej się wykraść trzy złote jaja. Szybko poleciała w stronę domu, podczas gdy chłopcy jeszcze walczyli z ptaszyskami i niestety ostre dzioby wron zadały im rany. W końcu jednak wrony zostały pokonane, pochowały się w kolczastych głogach na polanie, a Staś chwycił Franka za rękę i obaj polecieli za siostrą.

Kiedy wylądowali na balkonie i podali Złotemu Ptakowi odzyskane jaja, ptak był bardzo wdzięczny.

– Dziękuję wam bardzo. Udało się wam. Jesteście odważni i szlachetni – powiedział ptak i ostrożnie wsadził jaja z powrotem do gniazda.

– Nie ma sprawy – odparła Basia – nie chcemy przecież, by Król Kruków zamienił tę okolicę w kamienną pustynię.

– Poza tym jesteś naszym przyjacielem, obiecaliśmy ci bezpieczeństwo – dodał Staś.

A Franek pogłaskał Złotego Ptaka.

Następnego dnia z jaj wykluły się trzy pisklęta. Dzieci tuż po śniadaniu poszły na balkon.

– Widzicie te ptaszęta? – zapytał Złoty Ptak pokazując pisklaki dzieciom – teraz Król Kruków stracił moc na następnych 100 lat.

Dzieci odtańczyły taniec radości, a Złoty Ptak i trzy małe złote ptaszki rozłożyły skrzydła i wszyscy odfrunęli. Dąb na balkonie zrobił się maleńki, aż zostały tylko dwa młode, zielone listki wystające z ziemi w donicy. Na balkon wyszła mama, nachyliła się nad drewnianą skrzynią skręconą przez tatę i powiedziała:

– O jeju, widzicie? Pewnie jakaś sójka wsadziła tu żołędź w ziemię i z niego wyrósł malutki dąbek. Chodźcie już do środka, od wczoraj ciągle siedzicie na tym balkonie. A chyba chcieliście robić ludziki z żołędzi?

Na zdjęciu oczywiście gawron, nie kruk.



Proces twórczy

Jak powstają nasze baśnie?

Siedzę przy komputerze. Podchodzi do mnie moja córeczka, wdrapuje się na kolana i pyta:

– Bajkę piszesz?

– Tak, chciałam napisać nową bajkę.

– O konikach?

– Nie, o konikach już napisałam.

– O jeżykach, tak?

– Nie, o jeżykach też już napisałam. Teraz chciałam o krukach i złocistym ptaku [ale mi się nie udaje przy was!]

– O niedziedziu, napisz o niedziedziu bajkę.

Siadłam więc z Basią i Franiem na sofie i opowiedziałam im nową historyjkę na zamówienie.

Może już wkrótce uda mi się ją tu zamieścić :) I o krukach :)

 



Next page →