Monthly Archives: Styczeń 2013

Spacer i inspiracje

Staś, Basia i Franek wracali z przedszkola przez las. Franek zobaczył smoka, Basia powiedziała, że smok płacze, Staś wytłumaczył nam, że spadające płatki śniegu to jego łzy, a płacze dlatego, że zgubił mamę.

Basia chciała przed smokiem uciekać, ale po opowieści starszego brata uznała, że trzeba mu pomóc.

Staś koniecznie chciał pomóc mu znaleźć mamę. Ale dodał, że nie obiecuje, że się uda.

Franek zasnął w sankach, a Basia nagle stwierdziła, że „ojej, zgubiliśmy smoka”.

Nagle dał się słyszeć ryk smoczycy…

ładnie im pracuje wyobraźnia, prawda?

Chyba muszę z tego stworzyć opowieść :)

Pozdrawiam serdecznie :)



Blog roku 2012

135 literackie

Pewnego razu Staś siedział mamie na kolanach i próbował surfować po błękitnej fali internetu zamiast mamy.

– Pokaż mi galaktyki w grafice google. Pokaż mi transformersy! A wpisz „Staś”…

W pewnym momencie trafili na konkurs na blog roku.

– Mamo, zgłoś nasz blog! zgłoś! na pewno wygramy!

– E – mama wyraziła zwątpienie – jak widać mama jest niezwykle elokwentną osobą.

Ale blog zgłosiła.

A skoro powiedziało się A (czy też E), trzeba powiedzieć B.

Skoro blog został zgłoszony to informuję naszych kochanych czytelników (i zagubionych w internecie odwiedzaczy), że zaczyna się etap drugi, czyli głosowanie.

„II etap – Głosowanie – nominowanie blogów do oceny przez Kapitułę Konkursu

Wszystkie zgłoszone blogi przejdą do II etapu Konkursu. Będzie on polegać na głosowaniu SMS. W jego efekcie do kolejnego etapu Konkursu – oceny przez Kapitułę Konkursu – przejdą blogi, które otrzymają największą liczbę głosów.

Dzięki głosowaniu w II etapie w każdej z 10 kategorii tematycznych powstanie lista 10 najwyżej ocenionych blogów. Zostaną one poddane ocenie Kapituły Konkursu. ”

Może macie ochotę oddać głos na niniejszą witrynę?

Chcesz zagłosować? Wyślij SMS o treści E00304 Na numer 7122

KOSZT SMS TO 1,23ZŁ

UWAGA! W NUMERZE BLOGA ZNAK 0, TO CYFRA ZERO. PAMIĘTAJ, TAKŻE, ABY NIE WSTAWIAĆ W SMS SPACJI!



Ferie u babci i dziadka

Z dedykacją dla babć i dziadków :)

Rozpoczęły się ferie. Basia, Franek i Staś pojechali na dwa tygodnie do babci i dziadka. Dzieci wiedziały, że tam będą mieć zupełnie wyjątkowy czas, że babcia codziennie będzie przygotowywać pyszności, dziadek będzie się z nimi bawił i zabierał ich na niezwykłe wędrówki, przygotuje też trasę zjazdową w ogrodzie za domem. Pierwsze dwa dni tak upłynęły. Dzieci wstawały późnym rankiem, troszkę kaprysiły przy śniadaniu, a babcia każdemu dawała śniadanie na indywidualne zamówienie. Basia zjadała więc kiełbaskę na gorąco, albo kromkę chleba z masłem, Staś wybierał mleko z płatkami, lub słodką bułeczkę, Franio chętnie zjadał kanapkę z żółtym serem. A babci wyraźną radość sprawiało dogadzanie wnuczętom. Potem ubierali się w kombinezony i wychodzili do ogrodu, gdzie dziadek specjalnie dla nich przygotował tor i rampę do wspaniałej jazdy na sankach. Dzieciaki wywracały się i wpadały w zaspy, a każdej wywrotce towarzyszyły salwy śmiechu. Następnie zarumienieni wracali do domu, zjadali obiad, siadali przy niskiej ławie i wycinali, rysowali, projektowali, sklejali i ozdabiali swoje dzieła.

Kiedy nastawał wieczór dzieciaki długo walczyły ze snem, a babcia cierpliwie czytała im baśnie i opowieści.

– Jeszcze jedną, ale teraz długą, dobrze? – prosiło jedno z dzieci.

– To teraz jedną dla mnie – prosiło drugie.

– Siku – pisnęło trzecie i cała trójka biegła do łazienki. W końcu jednak zmęczenie wygrywało i dzieci spokojnie zasypiały.

Jednak trzeciego dnia wydarzyło się coś strasznego. Tego dnia było dość ciepło, jak na styczeń. Nie tak ciepło, by stopić śnieżne zaspy, ale wystarczająco, by wyczarować długie i lśniące sople zwisające z dachów. Babcia z dziadkiem zaproponowali spacer po lesie. Wybrali się więc wszyscy specjalnie dla turystów przygotowaną trasą spacerową – wzdłuż strumienia. Kiedy weszli do lasu przebiegły im przez drogę dwa szare wilki. Jeden z nich stanął na chwilę, spojrzał w ich stronę i wyszczerzył zęby. W tym momencie babcia i dziadek zamienili się w lodowe rzeźby. Nie mogli się poruszyć, byli, jakby wykuci z lodu. Wilk był bowiem złym czarnoksiężnikiem, który rzucił na nich swój urok.

100_2259s

– Nie chuchajcie na nich, ani ich nie dotykajcie – powiedział Staś – bo się rozpuszczą, staną się kałużą wody.

– O nie! – jęknęła Basia – Co zrobimy? – spytał Franek patrząc na starszego brata.

– Musimy znaleźć jakiś sposób, jakiś czarodziejski ratunek – powiedział chłopiec i wziął rodzeństwo za ręce.

Wtedy zobaczyli całą zgraję maleńkich śnieżnych duszków-elfów, które unosiły się wokół lodowych postaci babci i dziadka trzepocąc leciutkimi skrzydełkami.

– Czy możecie nam pomóc odczarować babcię i dziadka? – spytała Basia.

Wszystkie duszki równocześnie kiwnęły główkami potakująco. Jeden z nich poleciał do ściany lasu, za nim udały się pozostałe srebrzyste elfy. Dzieci niepewnie ruszyły za nimi. Duszki leciały oglądając się za siebie, dzieci próbowały nie stracić ich z oczu. Wchodzili coraz głębiej w las, a z potrącanych gałązek sypał się na dzieci śnieg. W ten sposób elfy doprowadziły trójkę dzieci do czarodziejskiej polany. Kiedy dzieci odchyliły gałązki pokryte śniegiem i wyszły z gąszczu na polanę – zrozumiały, że chwilę wcześniej przeszły przez zaczarowaną furtkę do krainy baśni.


100_2300

Polana pokryta śniegiem skrzyła się w tęczowych promykach, które padały z góry. Na środku znajdował się podwójny tron wykuty w lodzie, a na nim siedział król i królowa. Królowa z miłym uśmiechem skinęła na dzieci, które podeszły niepewnie bliżej. Król przyjrzał się im ze srogim wyrazem twarzy, dlatego Basia zawahała się nieznacznie.

Wtedy Staś postąpił krok naprzód, ukłonił się nisko i powiedział:

– Przybyliśmy do was, Wasza Wysokość, w poszukiwaniu czarodziejskiego ratunku. Nasza ukochana babcia i nasz kochany dziadek zostali zamienieni w lodowe posągi. Duszki przyprowadziły nas tutaj, przed Wasz Majestat.

– Kto zamienił ich w lodowe posągi? – zapytała królowa.

– Jakiś wilk – opowiedział Franek Wtedy król z królową wymienili spojrzenia.

– To podły czarownik! – krzyknął król – tym razem przegiął, to znaczy, ekhm, miałem powiedzieć – grubo przesadził! Ja rozumiem wiele, ale przecież, moja droga… przecież te dzieci tam były! Przecież tego nie mogę tolerować! Wojna!

Król był wyraźnie zdenerwowany, zaraz też wydał jakiś rozkaz i odszedł. Królowa zwróciła się do Basi:

– Babcię i dziadka możecie odczarować tylko w jeden sposób – królowa podała Basi dwie fiolki z czarodziejskim płynem

– Pamiętaj, że musisz ostrożnie wlać im eliksir przez usta do serca.

– A my? Co my mamy zrobić? – spytał Franek.

– Powinniście w domu zaopiekować się babcią i dziadkiem, zrobić im coś ciepłego do picia, poczytać im, posprzątać i pozwolić dochodzić do siebie. Dacie radę?

– Tak, damy radę! – odpowiedzieli chłopcy chórem.

Dzieci podziękowały królowej za poradę i czarodziejski eliksir i pobiegły do dziadków, a z nimi leciały maleńkie śnieżne duszki. Basia ostrożnie wlała magiczny płyn. Kiedy babcia z dziadkiem odzyskali kolory i czucie, wszyscy postanowili wrócić do domu. Ponieważ w czasie działania złego czaru rzuconego przez czarnoksiężnika babcia z dziadkiem nic nie czuli – nic też nie pamiętali. Mówili więc tylko do siebie i do swoich wnuków, że bardzo zmarzli podczas tego spaceru.

W domu chłopcy zrobili im kawę, Basia podała ciasto upieczone przez babcię przed południem. Staś podał dziadkowi pilota do telewizora, a Franek pozmywał naczynia. Babcia tuliła się do dziadka pod ciepłym kocem, a Staś czytał im na głos gazetę. W porze kolacji dzieci same przygotowały posiłek i podały ukochanym dziadkom gorącą herbatę z malinami.

– Tak bardzo cię kocham babciu! – powiedział Franio zarzucając babci ramiona na szyję

– Tak bardzo cię kocham dziadku! – powiedziała Basia gramoląc się dziadkowi na kolanach

– Ja też! – dodał Staś.

 

Tymczasem król ze swoim wojskiem złożonym z najodważniejszych lodowych elfów musiał wytropić, porwać i uwięzić złego czarnoksiężnika. Ale to zupełnie inna historia.

 

Wszystkiego najlepszego dla kochanych babć i dziadków! Macie specjalne miejsca w naszych sercach!



Baśń o Królowej Śniegu

100_2236s

Pewnej nocy spadł śnieg. Następnego dnia rano balkon, samochody na dole, a nawet drzewa w lasku – były pokryte mięciutką, białą pierzynką. Dzieci szybko zjadły śniadanie, włożyły swoje narciarskie kombinezony, porwały ślizgi – „jabłuszka” i pobiegły na sanki. Pobliska górka przyciągała dzieciaki z całego osiedla – była więc porządnie wyślizgana. Tak bardzo, że wejście na sam szczyt było już niezłą zabawą, bo każdy zjeżdżał na butach w dół. Kiedy w końcu udało się wdrapać Stasiowi i usiadł na swoim niebieskim ślizgu, zawołał do Basi i Franka:

– Teraz zjadę na moim ciałolocie[1]! Ziu!

100_2124

Chłopiec ruszył w dół zbocza, nabrał prędkości, nagle zachwiał się i przewrócił wpadając w zaspę. Rodzeństwo zaczęło się śmiać, nabrało animuszu i ruszyło z nowym zapałem w górę. Staś wygrzebał się ze śniegu, otrzepał go z twarzy i nie było widać, by specjalnie przejął się wypadkiem – w jego oczach skrzyła się radość, a policzki zarumieniły się.

Druga zjechała Basia, ale niemal w tym samym miejscu, co Staś wpadła w zaspę. Chciała być trochę obrażona, ale tak naprawdę i ją jej własna przygoda rozśmieszyła, więc wygrzebała się ze śmiechem i pobiegła znów w górę trzymając swoje różowe, plastikowe „jabłuszko”.

Franek wyciągnął naukę z przygód Stasia i Basi, postanowił więc zjechać nieco inną trasą, i choć nie nabrał takiej prędkości, jak tamci – dojechał cało na sam dół.

Dzieci zjeżdżały raz za razem, śmiały się głośno, rywalizowały ze sobą. Czas mijał im szybko.

 

W pewnym momencie z nieba zaczęły sfruwać małe, delikatne płatki śniegu, a nad górką zjawiły się przedziwne, białe sanie. W środku siedziała piękna kobieta ubrana w białą futrzaną czapkę, na której skrzył się srebrzysty diadem, jakby z lodu. Była to jedna z najważniejszych zimowych wróżek śnieżnych  – Królowa Śniegu.

– Popatrz Stasiu – Basia wskazała bratu niezwykłe sanie.

– O nie! Jesteś złą Królową Śniegu, porwałaś małego Kaja!  – wykrzyknął chłopiec i schylił się, by zrobić śnieżkę, którą następnie rzucił w kierunku sań – czytałem z mamą baśń Andersena o tobie!

Dzieci zaczęły obrzucać sanie i wróżkę śnieżkami.

– Nie, ja jestem dobrą Królową Śniegu, z innej baśni – wróżka uśmiechnęła się do chłopca – ale widzę, że Tobie nie brak odwagi i waleczności.

– Nie, nie brak! Jestem bardzo odważny i bardzo waleczny – odparł chłopiec i dumnie wypiął pierś, oraz nieznacznie uniósł się na palcach, by wydawać się wyższym.

– Czy w takim razie mogłabym prosić cię o pomoc?

– No nie wiem – zawahał się Staś – powiedz, o co chodzi?

W tym momencie dzieci poczuły ciepły podmuch południowego wiatru.

– O! Zbliża się – wyszeptała wyraźnie wystraszona Królowa.

Płatki śniegu zawirowały wokół niej, ale skinęła nieznacznie ręką i znów śnieżynki zaczęły delikatnie spływać na ziemię, zupełnie naturalnie.

– Co się zbliża? – zapytała Basia przechylając główkę na bok.

– Na górze Żar ma swą siedzibę smok, który chce mnie pokonać. Moi zwiadowcy donieśli mi, że obudził się i wyszedł ze swej jamy. Jest bardzo groźny, zieje na moich lodowych rycerzy ogniem i w momencie zmienia ich w krople wody. Mnie też mógłby rozpuścić, stopić.  Gdyby mu się to udało – nie byłoby śniegu. Chcielibyście zimę bez śniegu?

– Nie! – krzyknęły dzieci chórem.

– Pokonamy go – powiedział Staś z przekonaniem.

Wtedy królowa skinęła ręką i przed dziećmi zawirowały wielkie, mięciutkie śnieżynki w kształcie gwiazdek. Każda była inna, każda była tak duża, jak poduszki rodziców. Basia wskoczyła na śnieżynkę, a ta uniosła się powoli w górę i delikatnie się zakołysała.

– Ale super!

Staś i Franek poszli w ślady siostry. Śnieżne płatki wirowały delikatnie i unosiły się wraz z dziećmi nad czubki drzew. Dzieci podleciały na nich do dachu najbliższego budynku i oderwały po długim i spiczastym soplu.

– Mam szpadę! – krzyknął Staś i machnął soplem.

– Ja też mam szpadę! – powiedział Franek naśladując brata.

Następnie dzieci obniżyły lot, zeskoczyły ze śnieżynek na polanę pokrytą śnieżnym puchem, ulepiły sporo śnieżek, a potem uzbrojone w śnieżną amunicję i lodowe szpady ponownie uniosły się w górę na latających gwiazdkach.

Wtedy znów poczuły na twarzach ciepły podmuch, a zza budynku nadlatywał smok ziejący ogniem.

Zaraz też w jego kierunku poleciała wielka wirująca chmara płatków śniegu. Jednak smok tylko chuchnął w ich kierunku swym gorącym oddechem i płatki śniegu zmieniły się w ogromne krople, które ciężko opadły na ziemię.

– Do boju! – krzyknął Staś i podniósł rękę uzbrojoną w ostry sopel lodu.

Królowa wydała rozkaz i zaraz też lodowaty podmuch wiatru z przeciwnej strony przywiał mnóstwo mniejszych i większych śnieżynek, zrobiła się prawdziwa zamieć śnieżna, płatków śniegu przybywało, zrobiło się ciemno i lodowato.

Dzieci popędziły na swych latających płatkach w stronę smoka, zaatakowały go twardymi kulkami. Z pomocą ruszyła im ogromna armia śnieżnych rycerzy. Walka była zacięta i wiele odważnych płatków śniegu stopiło się od gorącego oddechu smoka. Jednak chłopcy nie bali się wcale, odważnie zbliżyli się do smoka z dwóch stron, podczas gdy Basia wraz z lodowymi rycerzami odwracała uwagę gadziny. W tym momencie chłopcy równocześnie zaatakowali smoka lodowymi szpadami i smok jęknął głucho i opadł z sił. Wtedy zbliżyli się lodowi rycerze, skuli go łańcuchem i zabrali.

– Och, dziękuję wam – powiedziała Królowa Śniegu – uratowaliście mnie i moje drogie płatki śniegu. Obiecuję wam, że ta zima będzie biała.

– Będziemy mogli ulepić bałwana! – klasnęła w dłonie Basia

– I igloo – dodał Staś

– I pojeździmy na nartach! I obrzucimy mamę śnieżkami! I tatę też! I pieska! – cieszyły się dzieci.

Królowa podarowała im latające płatki śniegu wielkie jak poduchy i powiedziała, że mogą na nich latać aż do wiosny.

 

Jak tam zima u Was?

Jakie zabawy na śniegu lubicie?

A może czekacie już na wiosnę?



[1] Ślizg nazywany też pupolotem, dla Stasia „ciałolot”, ponieważ wozi całe ciało :)



Next page →