Monthly Archives: Sierpień 2013

Bajka konkursowa – Zjazd w Radomsku

Na portalu miasta Radomska ukazała się moja baśń, którą zgłosiłam na konkurs. 

http://www.radomsko.pl/cms/cms_news.php?id=7693&countItems_f=10

 

Staś był rezolutnym przedszkolakiem, starszym bratem dla bliźniaków Basi i Frania. I to przygodę tej trójki dzieciaków zaraz Wam opowiem.

– Zapakowałaś im peleryny? – spytał tatuś pakując torby podróżne do bagażnika.

– Tak, wzięłam też kalosze – odpowiedziała mama.

– Mamo, a moją torebkę ze spineczkami? – zapytała Basia podskakując.

– Mogę wziąć autko? – dołączył z pytaniem Franek ściskając zabawkę w rączce.

– Ja wezmę gazetkę na drogę – powiedział Staś.

– Tak, kochanie, torebeczka spakowana. Jasne, weź autko, ale musisz je sam pilnować i nie zostaw go u cioci, świetnie Stasiu, weź sobie coś do poczytania – odpowiedziała mama każdemu po kolei.

W końcu wszyscy siedzieli już w samochodzie. Tatuś ustawił cel w nawigacji i ruszył zgodnie ze wskazówkami.

Dojechali do domku cioci znajdującym się pod Radomskiem. Dom sąsiadował z lasem, a przed nim rozciągała się łąka i pola. Za domem znajdował się stary sad. O tej porze roku drzewa kwitły malowniczo, a pracowite pszczoły z brzękiem uwijały się wśród kwiatów.

Ciocia wyszła im na powitanie, następnie zaprowadziła ich do niedużego domku.

– Nie mam niestety pokojów dla każdego z was – powiedziała – mam nadzieję, że jeden pokój dla dzieci wystarczy, w końcu to tylko kilka dni.

Pokoik znajdował się na poddaszu, a jego okienko wychodziło na wspomniany sad, za którym widać było las.

Następnego dnia po śniadaniu wszyscy pojechali do Radomska. Rodzice usiedli z ciocią w kawiarni na Placu 3 Maja, dzieciom zamówiono lody.

– Możemy pójść do parku? – zapytał Staś, kiedy cała trójka dość szybko uporała się z deserem.

Kiedy rodzice wyrazili zgodę – dzieciaki wybiegły na zewnątrz. Było bardzo ciepło i słonecznie. Chwilę pogonili się po skwerze, potem zaczęli szukać kolorowych szkiełek i przyglądali się kropelkom tęczy tańczącym w fontannie. Zaczynało się im troszkę nudzić. Wtedy Basia dostrzegła budynek kościoła.

– Chodźcie tam! Tam może być coś fajnego! Zobaczycie – kusiła.

Chłopcy ruszyli za nią. Staś przypilnował, by poczekali na zielone światło i bezpiecznie przeszli na drugą stronę. Śmiało obeszli kościół szukając czegoś interesującego. Nagle przy murze, tuż przy samej ziemi coś błysnęło, odbity promień słońca. Dzieci nachyliły się.

– Odsuńcie się, ja to zobaczę – powiedziała Basia.

– Nie, ty jesteś mała, ja muszę – odparł Staś próbując odsunąć siostrę.

Zaczęli się przepychać.

– Ciii, zaraz ktoś przyjdzie i nas przegoni – zauważył Franek i sięgnął po tajemniczy przedmiot.

– To chyba jakiś tablet – powiedział przyglądając się trzymanemu przedmiotowi – jakiś bardzo stary i zabrudzony tablet.

– Tak, taki tablet jeszcze ze Średniowiecza – potwierdził Staś.

Dzieci usiadły na murku i zaczęły przecierać przedmiot przypominający tablet, a będący zaczarowanym zwierciadłem. Kiedy jego powierzchnia została oczyszczona z kurzu, pyłu, drobinek zaschniętego błota – zobaczyli swoje otwarte ze zdziwienia i umorusane buzie odbite w lustrze. A w następnej chwili ujawniły się czarodziejskie właściwości zwierciadła i dzieci ujrzały średniowieczny plac. Wokół niego rozbite były barwne, pięknie zdobione namioty, z herbami i chorągwiami. Przez środek placu przeszedł chłopak prowadzący dwa konie okryte aksamitnymi czaprakami, Staś dostrzegł z boku giermka polerującego jakąś zbroję. Usłyszeli gwar, nawoływania w różnych językach, dziwnie brzmiące imiona i mowę – niby polską, ale jakby inną, nieznaną, zapomnianą. Z nieba padał śnieg, za chwilę jednak przebiło się słońce – jak to bywa w marcu. Przez plac pokryty błotem szły kobiety w długich i barwnych okryciach, niosły kosze z pieczywem i dzbany. Staś przesunął obraz w zwierciadle tak, jak przesuwa się zdjęcia w tablecie. Z drugiej strony placu zobaczyli kramy i średniowieczny jarmark.

– Hm, nic tego nie rozumiem – powiedział – to chyba jakiś film.

– To czarodziejskie zwierciadło ukazujące przeszłość – powiedział ktoś.

Dzieci podskoczyły zaskoczone. Przed nim stał skrzat, który skłonił się z galanterią.

– Widzicie zjazd szlachty, który miał miejsce w tym zacnym mieście. Och, pamiętam, to był rok 1384, tak… – zamyślił się skrzat.

– Zjazd szlachecki? A dlaczego? – dociekliwie zapytał Franio.

– Musieli wybrać kogoś na króla.

– To króla się wybiera? – zapytała Basia.

– No nie do końca. To musiał być ktoś, kto z racji urodzenia miał prawo zostać królem, ktoś szlachetny, mądry i dobry, i ktoś, kto pogodziłby zwaśnione rody i strony. Tron miał kilku pretendentów. Ale oglądajcie dalej – skrzat wskazał zwierciadło.

W zwierciadle ukazała się dziesięcioletnia dziewczynka ubrana bardzo strojnie. Uśmiechnęła się do dzieci serdecznie.

– Jak was zowią? – zwróciła się do nich.

– Ja jestem Staś, to jest Franek…

– A ja jestem Basia! A Ty?

– Ja jestem Hedwig, mówią na mnie Draga, lub Jadwiga – odparła dziewczynka.

Lustro zasnuło się mgłą. Po chwili jednak znów ukazał się barwny obraz przedstawiający średniowieczną ucztę. Dzieci w zwierciadle widziały stoły uginające się od mięsiwa – różnego rodzaju dzikiego ptactwa, saren, dzików i innych staropolskich potraw. Wokół drewnianych stołów na ławach przykrytych futrami siedzieli mężczyźni, dyskutowali. Można było usłyszeć strzępy rozmów, jeden ze szlachciców coś mówił, drugi mu przerwał i sam mówił żywo gestykulując. Dzieci niewiele rozumiały z padających słów – język był archaiczny, wtrącano zwroty łacińskie, coś o „Rex Poloniae”.

– Reks! To piesek! – zawołała Basia i klasnęła z radości w dłonie.

– Rex – czyli król – wyjaśnił skrzat.

Opowiedział dzieciom o dziewczynce, którą widzieli wcześniej. Mówił, że była dobra, pobożna, mądra i szlachetna. I o tym, że po długiej naradzie rycerze doszli do wspólnego wniosku, że właśnie Jadwiga pogodzi zwaśnione strony, a jej wybór na tron Polski zakończy okres bezkrólewia i walk między stronnictwami.

Scena z ucztą zniknęła, ukazała się Jadwiga, jej matka Elżbieta i rycerze, którzy przybyli z poselstwem:

„Pani, pragniemy złożyć ci pokłon i prosimy, byś objęła tron na Wawelu” – zwrócił się jeden z nich uroczyście do królewny.

Lustro pociemniało, obrazy zniknęły.

– O nie, tablet się wyłączył – zmartwił się Staś – pewnie bateria padła – dodał i dotknął palcem powierzchni zwierciadła.

– Ej, chłopcze, to tak nie działa – powiedział skrzat – przecież mówiłem wam już, że to nie jest tablet, tylko zaczarowane zwierciadło. Czekajcie – skrzat chuchnął na zwierciadło i wypolerował je delikatną irchą.

Obraz znów się pojawił: katedra na Wawelu, złoto, purpura, wielu dostojników i klęcząca przed ołtarzem dziewczynka ubrana niezwykle uroczyście. Dzieci zobaczyły też arcybiskupa Bodzantę, który po uroczystym ślubowaniu włożył Jadwidze koronę.

– O, królewna Jadwiga stała się królową – ucieszył się Franek.

– Tak naprawdę otrzymała tytuł króla – poprawił go skrzat – potem wzięła ślub, uposażała klasztory, swe klejnoty oddała na odnowienie najstarszej polskiej szkoły wyższej – Uniwersytetu Jagiellośnkiego, zrobiła bardzo dużo dobrego.

W lusterku ukazał się plac budowy – kamienne bloki obrabiane były przez kamieniarzy. Nagle dzieci spostrzegły królewski orszak. Królowa Jadwiga zatrzymała się przy jednym z kamieniarzy i zapytała:

„Czemużeś taki smutny?”

Kamieniarz opowiedział jej o swoim nieszczęściu i o tym, że brak mu pieniędzy na lekarza, a jego żona jest ciężko chora. Wtedy królowa postawiła nogę na bloku kamiennym i odpięła drogocenną klamrę ze swego buta. Podała ją kamieniarzowi mówiąc:

„Weź tę klamrę, sprzedaj, opłać medyka i konieczne medykamenty. I nie smućże się waść”

Nie zauważyła, że kamień oblany był wapnem, w którym utrwalił się ślad jej bucika. Kamierzarz rozpłakał się z wdzięczności, a odbity ślad obkuł dookoła i wraz z kamieniem wmurował w zewnętrzną ścianę świątyni.

– Wiecie, że Jadwiga została świętą i stała się patronką Polski? – zapytał skrzat – a to właśnie w tym mieście, na zjedździe szlachty w Radomsku zdecydowano, że przypadnie jej tron Polski. No, chyba już pora na was? – przypomniał im skrzat – oddajcie mi to lusterko i zmykajcie do domu.

Faktycznie, na skwerku po drugiej stronie zobaczyli mamę, która rozglądała się z niepokojem.

– No lećcie! – ponaglił ich skrzat i pomachał im przyjaźnie.

Dzieci stanęły przed przejściem dla pieszych, poczekały na zmianę świateł i pobiegły do mamy:

– Mamo, mamo tutaj rycerze wybrali króla Polski! – krzyknął Franek.

 

– I była to dziewczynka, wiesz? – dodała Basia. – Królowa Jadwiga, która została patronką Polski – uzupełnił Staś.

– Naprawdę? Nie wiedziałam – przyznała mama.

Kiedy wrócili do domu chłopcy wciąż bawili się w rycerzy, a Basia rysowała królewny w strojnych sukniach.