Monthly Archives: Wrzesień 2013

Szklane kulki i rezerwat jednorożców

To był koniec wiosny, obietnica lata wisiała w powietrzu.

- W tę sobotę są targi książek dla dzieci… – zaczął tata, ale Basia mu przerwała.

- Dla dzieci? O to dla nas, chodźmy tam, proszę.

– Tak! – wtórował jej Staś – ja chcę jakieś książki z niezwykłymi przygodami.

– Właśnie to chciałem wam zaproponować, ale mi przerwaliście. Co o tym myślisz, kochanie? – tatuś zwrócił się do mamy.

– Wspaniały pomysł – odparła mama.

W ogromnej hali, w której odbywały się targi, było kolorowo, tłoczno i wesoło. Dzieci biegały z tajemniczymi mapami i szyframi, dorośli chodzili między barwnymi stoiskami, niektórzy nosili naręcza folderów i katalogów, inni upychali wizytówki i ulotki w teczkach z logo jednego z wydawnictw. Obecność smoka i Koziołka Matołka wywoływała zachwyt małych czytelników.

W pewnym momencie do Stasia dyskretnie zbliżył się jakiś mężczyzna z długą siwą brodą i podał chłopcu trzy szklane kulki.

– Co masz? – zapytała Basia dostrzegając w dłoni brata kulki.

– Nie wiem… – zawahał się Staś – jakieś kulki. Ten ktoś mi dał… – dodał i podniósł rękę, by pokazać siostrze brodacza.

Dzieci rozejrzały się, ale tajemniczego mężczyzny nie było nigdzie w pobliżu, jego charakterystycznego, długiego płaszcza nie było widać w tłumie zwiedzających. Staś schował kulki do kieszeni i zapomniał o nich. Zaraz pobiegł w stronę stoiska z bajkami o smokach i rycerzach, potem razem z rodzeństwem namawiali rodziców na kupno jakiejś gry planszowej i każdej książki, którą oglądali.

Następnego dnia, już w domu, chłopiec zdziwił się sięgając do kieszeni:

– O rany, coś tu mam? A, to te kulki! no racja!

– Stasiu, do czego one są? – dopytywała siostra.

marbles

– To są na pewno czarodziejskie kulki – odpowiedział Staś z powagą starszego brata. – Zawołaj Franka, zaraz wam pokażę.

Basia pobiegła po Frania. Potem bliźniaki usiadły posłusznie na podłodze w miejscach wskazanych przez Stasia. Staś zaczął pokazywać im magiczne sztuczki ze znikającymi kulkami, próbował nawet żonglować, ale kulki jedna po drugiej – pac, pac, pac – ze stukiem upadły na podłogę.

– Dzieci! Nie rzucajcie zabawkami, bo przyjdzie czarownica z dołu i znów będzie mówić, że hałasujecie – powiedziała mama zaglądając do pokoju.

– Przepraszam, chciałem pokazać Basi i Frankowi sztuczkę, ale mi się nie udało.

– OK, może poćwicz na naszym łóżku. Jak kulki ci spadną, to nie narobią hałasu – podpowiedziała mama i wyszła z pokoju.

Franek podniósł jedną z kulek i spojrzał przez nią pod światło. Basia chwyciła drugą i zrobiła to samo. Staś skrzywił się, chciał zaprotestować, ale w końcu poszedł w ślad za rodzeństwem. Wtedy kulki rozjarzyły się dziwnym blaskiem, światło zaczęło wirować i cała trójka przeniosła się do zaczarowanego ogrodu.

Łąka była szmaragdowa i zdawało się, że sama wydziela subtelny, delikatny blask. Na trawie tuż przed nimi stał wysoki mężczyzna w granatowym płaszczu z aksamitu. Jego długa siwa broda przyciągała uwagę dzieci. Stał wyprostowany, w prawej ręce trzymał długą laskę zakończoną kryształem. Uśmiechnął się serdecznie do dzieci, a Staś szepnął do rodzeństwa:

– To on! On mi dał te kulki.

Tymczasem czarodziej odezwał się:

– Jesteście nareszcie. Wiedziałem, że dasz radę chłopcze dostać się tutaj. Ty i twoje rodzeństwo.

– Ale po co niby? – zadziornie spytała Basia.

– No i gdzie my w ogóle jesteśmy? – dodał Franek.

– To jest rezerwat jednorożców – wyjaśnił czarodziej – jestem opiekunem tego rezerwatu.

– Phi, bajka – parsknął lekceważąco Staś.

– Tak chłopcze, bajka. Bajka dla odważnych i dzielnych. Dacie radę?

– Ja na pewno! – ochoczo zadeklarowała Basia.

Franek skinął głową i chwycił dziewczynkę za rękę.

– Może nam pan wyjaśni o co chodzi? – zapytał rzeczowo Staś – przecież my jeszcze nic nie wiemy.

Czarodziej usiadł w cieniu rozłożystego dębu, a dzieci usiadły obok niego. Następnie skinął dłonią, a przed dziećmi pojawiły się kryształowe naczynia wypełnione wodą z sokiem malinowym.

– To jest rezerwat jednorożców. Jednorożce są zagrożonym gatunkiem, a tutaj mają stworzone odpowiednie warunki. Stąd dorosłe jednorożce mogą wyruszać do innych bajek. Czarodziej wstał, dzieci również się podniosły.

– Chcę wam pokazać to miejsce. Chodźcie za mną. Ruszyli żwirową ścieżką.

– Widziałam jednorożca! – wykrzyknęła Basia w pewnym momencie.

– Gdzie, ja też chcę zobaczyć!

– Ciii…. proszę was, byście nie krzyczeli. Mamy tutaj malutkie jednorożce, które boją się hałasu. Są jeszcze młode, a niedawno straciły mamę – czarodziej wyraźnie posmutniał dodając tę ostatnią informację.

– Ja mogę się nimi zaopiekować – szeptem powiedziała Basia.

– Umiesz opiekować się zwierzętami? – zapytał czarodziej.

– Oczywiście! – odparła dziewczynka.

Czarodziej i dzieci podeszli do ogrodzenia wielkiego wybiegu. Część wybiegu dla jednorożców porośnięta była sadem jabłkowym i dzieci dostrzegły kilka koni. Czarodziej skierował się w stronę gęstwiny w której ukryte były trzy malutkie źrebaczki. Te na widok czarodzieja poderwały się na nogi i parsknęły radośnie. Czarodziej sięgnął do kieszeni płaszcza i wydobył butelkę z mlekiem.

– Chcesz je nakarmić? – spytał Basię.

Basia kiwnęła głową, chwyciła butelkę i z przejęciem podała jednemu ze źrebiąt. Malutki jednorożec łypnął na nią niepewnie, poruszał chrapami, ale w końcu zrobił krok naprzód i chwycił smoczek butelki.

– Jedz kochany koniku, jedz maleńki – przemawiała dziewczynka czule i głaskała źrebaczka.

– Co się stało z ich mamą? – spytał Staś. Czarodziej zasmucił się, westchnął ciężko i odpowiedział:

– Ktoś zakrada się do naszego rezerwatu i porywa nasze jednorożce. Na razie zniknęło pięć dorosłych zwierząt. Jedna z klaczy – to była właśnie mama tych źrebaczków.

– Kto to robi?

– Nie wiem – odpowiedział czarodziej cicho – dlatego potrzebuję Waszej pomocy.

 

Chcecie ciąg dalszy? Zapraszam tutaj  :)