Monthly Archives: Październik 2013

Zaczarowana śmieciarka

Śmieciarka duża i pomarańczowa

Spotkała pewnego dnia wróżkę

Jej sukienka była fioletowa

A w ręku trzymała… tak! Różdżkę!

„Wróżko, czy możesz mnie zaczarować?”

Śmieciarka nieśmiało spytała

A wróżka chcąc jej zaimponować

Radośnie odpowiedziała:

„Oczywiście droga śmieciarko, jeśli chcesz, to nawet już”

„To w takim razie kochana wróżko, chcę być jak strażacki wóz!”

I wróżka życzenie śmieciarki spełniła

 

Alarm! Pożar! Ratunku! O rety!

Wóz strażacki popędził, lecz niestety…

Choć śmieciarka pędziła na sygnale

Panicznie bała się ognia i nie chciała pojechać dalej.

Na szczęście dla śmieciarki znów wróżka się zjawiła

I w ostatniej chwili śmieciarkę zamieniła

„Zmień mnie w autobus czerwony

Co wozi po mieście ludzi”

Trzask! – już stoi pojazd zatłoczony,

Co wożeniem ludzi się trudzi.

Do autobusu wsiadły z mamą dzieci

Na tym przystanku pod lasem

W tej podróży czas szybko im leci

I jadą wesołe na basen

Nikt z ludzi w autobusie nie ma o tym pojęcia,

Że to zaczarowana śmieciarka – nikt nie zna mocy zaklęcia.

Tu poczta, rondo, budowa, tutaj przystanek i szkoła

Wozi ludzi po mieście zaczarowana śmieciarka wesoła

Podziękowała wieczorem wróżce za ten wspaniały dzień

A kiedy znów stała się sobą, zapadła w spokojny sen

Dobranoc…

 

 

smieciarka lego

Czy dziewczynki lubią bawić się pojazdami? Czy wolą wróżki? Jak to jest u Was?

Zostaw komentarz :)



Przygoda na plantacji dyń – dreszczyk na Halloween

Staś, Basia i Franek pojechali z rodzicami na plantację dyni.

Pogoda dopisała, bo wybrali się w środku złotej, polskiej jesieni. Mijali niewielkie zagajniki, wyglądające jak impresjonistyczne pejzaże – złociste i rudawe liście rozświetlały się w promieniach październikowego słońca. Ciepły, delikatny wietrzyk unosił cieniutkie nitki babiego lata.

– Fajnie, że pogoda się nam udała – powiedział tata wysiadając z samochodu, gdy dojechali na miejsce.

Była to specjalna plantacja przygotowana do zwiedzania, z licznymi atrakcjami. Ogród podzielony był na kilka sektorów, w jednej części można było zapoznać się z różnymi gatunkami dyni, porównać je ze sobą. W innej części przygotowano wystawę halloweenowych dyń. Były one wydrążone i pełniły funkcję lampionów. Jedne były zabawne – radośnie uśmiechnięte buźki, całkiem przyjazne i pogodne. Inne zachwycały precyzją i kunsztem – były to małe, dyniowe dzieła sztuki. Jeszcze inne rzeczywiście mogły budzić grozę – zwłaszcza w pochmurny, mglisty dzień, gdzieś na pustkowiu, albo w środku nocy, gdy towarzyszy im pohukiwanie wiatru, czy sowy.

dynia

Ponieważ był to rzeczywiście bardzo ładny dzień – widać było, że więcej rodzin postanowiło w ten sposób razem spędzić czas. Alejki były więc pełne wózków, babć z wnuczętami, całych rodzin. Co chwilę ktoś ustawiał się przy jakiejś dyni i pozował do zdjęć.

Dzieci między zwiedzającymi dostrzegły ponurą postać. Był to wysoki mężczyzna ubrany na czarno. Poruszał się po żwirowych alejkach, nie patrzył na dynie, ale przyglądał się dzieciom odwiedzającym plantację. Nie uśmiechał się, nie odzywał do nikogo, a w jego oczach nie można było nic dostrzec. W pewnym momencie Ponurak spojrzał na Basię.

– Boję się go Stasiu – powiedziała dziewczynka wskazując go bratu.

Dzieci zaczęły go śledzić, a Staś z ukrycia robił mu zdjęcia.

Tymczasem Ponurak zbliżył się do drabiniastego wozu, na którym wystawione były demoniczne dynie halloweenowe. Mężczyzna chwilę przyglądał się kilku potwornym lampionom, potem wszedł za wóz drabiniasty i jedną z dyń włożył na głowę. Wyglądał, jak straszna halloweenowa kukła – tylko kukła.

– Widzieliście? – spytał Staś pozostałych. Dzieci skinęły główkami. Obserwowali go w dalszym ciągu.

Ponurak z maską z dyni ukrył się za wozem i ze swej kryjówki próbował złapać jakieś dziecko. Jednak większość dzieci mijała wóz szybkim krokiem. W pewnym jednak momencie jakaś dziewczynka zatrzymała się na moment i przyglądała się wydrążonym dyniom przekrzywiając główkę. Wtedy Ponurak pochwycił ją i zaczął prowadzić za sobą.

Wtedy podbiegł do niego Staś. Podskoczył i kopnął Ponuraka z półobrotu wykorzystując techniki karate (ten fragment pomógł mi napisać Staś :) ). Basia również podbiegła i zaczęła krzyczeć. Ponurak chwycił ją i zaczął wciągać pod wóz, pod którym ukryta była zapadnia i tajny, podziemny korytarz. Bracia chwycili ją i zaczęli ciągnąć w przeciwnym kierunku. Wtedy jednak Ponurak zaświecił im w oczy swoim sygnetem.

– Ha ha ha idziecie ze mną! – zaśmiał się złowrogo.

Dzieci na momentr straciły orientację, a w następnej chwili znalazły się w wilgotnej, ciemnej kaplicy oświetlonej światłem wielu świec. Mężczyzna również tam był. Spojrzał na nich i po raz pierwszy się uśmiechnął.  Na ten widok dzieci przeszył dreszcz. Staś prędko chwycił dłoń Franka i Basi i uścisnął chcąc dodać im otuchy.

Ponurak zrobił krok w ich kierunku, a dzieci cofnęły suę pod najbliższą ścianę.

– Kim ty jesteś? – zapytał Staś

– Jestem starożytnym czarownikiem. Muszę przygotować eliksir na nasze święto, które będziemy wkrótce obchodzić. A najważniejszym składnikiem mojego eliksiru jest… dziecięcy strach! – wyjaśnił Ponurak i wyciągnął z kieszeni pustą fiolkę z rżniętego kryształu.

Niespodziewanie pomiędzy dziećmi a czarownikiem pojawiła się dobra wróżka Shila. Jak pewnie pamiętacie była to wróżka ochronna, która znała różne dobre zaklęcia. Na jej widok dzieci poczuły się bezpiecznie i przestały się bać. Ponurak zaklął szpetnie a następnie dodał:

– Macie własną wróżkę-opiekunkę?  A niech to! Nic nie mogę zrobić – jęknął i zniknął.

Shila odwróciła się do dzieci, zaśpiewała jakieś tajemnicze słowa i zaraz cała czwórka znalazła się na polu dyniowym, na którym rosła ogromna dynia – rekordzistka całej plantacji. Rodzice akurat zbliżyli się do tego miejsca.

– Shila? Co ty tu robisz? – spytała mama, patrząc na wróżkę, która wyglądała znów jak pies.

– Myślałem, że została w domu – dodał tatuś.

Następnie wszyscy razem udali się do pawilonu na degustację dyniowych smakołyków. Można było spróbować muffinków, racuszków, konfitury z dyni i pomarańczy i dyni marynowanej. Potem jeszcze kupili dwie dynie i pojechali do domu.

W domu dzieci opowiedziały rodzicom swoją przygodę i Staś pobiegł po aparat, by pokazać zdjęcia, które zrobił Ponurakowi. Jednak na zdjęciach mężczyzny nie było….

Jakie potrawy z dyni przygotowujecie? U nas w tym roku najpopularniejsza jest zupa z dyni z imbirem i czosnkiem. W zeszłym roku zrobiłam konfitury z dyni i pomarańczy, które świetnie pasowały do naleśników.



Szklane kulki i rezerwat jednorożców cz. II

Cóż, nikt nie napisał w komentarzu, że chce ciąg dalszy… Ale musieliśmy ratować porwane jednorożce.

 

- Super! My zrobimy śledztwo! – zapalił się Staś – mam plan! Musimy zaczaić się i zobaczyć, kto jest tym złym. Musimy go śledzić, znaleźć poszlaki i złapać!

- I uwolnić  porwane jednorożce, prawda? – upewniła się Basia

- No jasne!

Czarodziej zaprowadził dzieci w pobliże niedużej polanki, na której pasły się dorosłe jednorożce. W pobliskich zaroślach dzieci urządziły sobie wygodną kryjówkę – bazę. Na miękkie trawie rozłożyli koc. Staś przygotował aparat fotograficzny i żeby sprawdzić, czy ma dobre ustawienia – zaczął fotografować jednorożce.

Nagle z przeciwległego końca polany coś  wybiegło wzbijając tumany kurzu. Dzieci nie mogły nic dostrzec, kurz spowijał całą polanę. Kiedy w końcu opadł – zobaczyli, że brakuje jednego jednorożca.

- Na pewno mam coś na zdjęciu, jakąś poszlakę! – wykrzyknął chłopiec – musimy wrócić do domu, zrzucić zdjęcia z karty i na powiększeniu zobaczymy kto sprawia, że jednorożce znikają.

Dzieci wydobyły z kieszonek swoje szklane kulki i spojrzały pod światło. Za chwilę znaleźli się na balkonie swojego mieszkania.

- Mamo, te kulki rzeczywiście są czarodziejskie – zawołał Franio wbiegając do domu.

- Mamo, ktoś porywa jednorożce! – dodała Basia.

- Mamy poszlakę na zdjęciu, musimy je zobaczyć na komputerze – rzeczowym tonem wyjaśnił Staś.

Dzieci usiadły przed laptopem i otworzyły folder ze zdjęciami. Na zbliżeniu udało im się dostrzec w kłębach kurzu postać potężnego, czarnego jednorożca. Staś wydrukował zbliżenie, a następnie przy użyciu szklanych kulek znów wrócili do rezerwatu jednorożców.

- Jesteście! Już myślałem, że nas zostawiliście – powiedział czarodziej na ich widok.

- No wie pan! – Basia prychnęła urażona.

- Musieliśmy coś sprawdzić. I mamy TO – rzekł Staś podając czarodziejowi wydruk.

Kiedy mężczyzna spojrzał na zdjęcie pobladł, a następnie pokiwał głową i wyjaśnił:

- To zbuntowany ogier. Kiedyś był najpiękniejszym jednorożcem w naszym rezerwacie. Zresztą wciąż widać, że ma w sobie moc. Zbuntował się i odszedł. Zabrał ze sobą kilka innych.

- Chodźmy do niego!

- Ale to niebezpieczne miejsce. Mieszka on w wysokich górach, pełnych głębokich przepaści i wąskich grani – zaczął niepewnie czarodziej.

- Damy radę! – zakrzyknęły dzieci chórem.

Czarodziej więc wręczył im mapę i powiedział, że musi zostać, by pilnować pozostałych jednorożców oraz źrebaczków.

Dzieci raźno ruszyły w drogę. Jednak po jakimś czasie droga zaczęła robić się męcząca, wspinała się ostro w górę, a dzieciom szło się coraz trudniej. W końcu Staś zarządził postój. Przyjrzeli się mapie i Basia zauważyła, że są już prawie na miejscu.  Po krótkim odpoczynku ruszyli więc dalej i niedługo potem ujrzeli czarną, ponurą zagrodę, a w niej smutne jednorożce.

Basia podeszła do ogrodzenia, wsunęła przez nie rękę i zaczęła delikatnie gładzić jednego z nich:

- Uwolnimy was, wrócicie do swoich dzieci, do swoich przyjaciół, na zieloną łąkę. Zobaczysz! Moi bracia są bardzo dzielni. Ja też!

Jednak ogrodzenie było solidne, a brama zamknięta wielką żelazną kłódką.

Wtedy jednak zza chmur błysnął pojedynczy promień słońca, który oświetlił jeden z kamieni. Franek zauważył jakiś błysk, podszedł bliżej.

- Mam klucz! Zobacz Stasiu, do czego to?

- Daj, spróbuję otworzyć tę bramę!

- Ja otworzę – powiedział Franek.

Rzeczywiście, klucz pasował do kłódki. Kłódka była ciężka, zamek się zacinał, ale po chwili udało się chłopcu ją otworzyć.Wtedy Basia po kolei wyprowadziła przestraszone jednorożce.

- Co robicie?! – wykrzyknął galopujący z góry czarny jednorożec – to moi więźniowie! Nie wolno wam ich wypuszczać! – w jego głosie słychać było gniew, a oczy błyszczały mu złowrogo. – Zapłacicie za to! – rzucił się w ich stronę celując swym długim, ostrym rogiem.

Wtedy jednak Basia stanęła odważnie na środku bramy. Kiedy był tuż tuż – zwinnie wskoczyła na ogrodzenie, a jednorożec wpadł do środka swej zagrody. Chłopcy szybko zatrzasnęli za nim bramę i zamknęli kłódkę.

Wypuszczone na wolność jednorożce były bardzo wdzięczne. Wzięły dzieci na swe grzbiety i pokłusowały wesoło w stronę rezerwatu.

- Zwycięstwo! – zawołał Staś, kiedy wszyscy bezpiecznie znaleźli się na zielonej polanie.

Źrebaczki podbiegły do swej mamy, a ona każdego z nich czule trącała łbem.

- Dziękuję wam – odrzekł czarodziej – jesteścia bardzo odważni i szlachetni.

Dzieci pożegnały się i wróciły do domu, ale każde z nich zatrzymało jedną szklaną czarodziejską kulkę i raz na jakiś czas odwiedzali rezerwat jednorożców, w którym zawsze witani byli z radością.

marbles

Chcielibyście czarodziejskie szklane kulki?