Category Archives: baśnie

Co lubi wróżka Natchnienie?

Przychodzi do mnie wróżka Natchnienie, która lubi być też nazywana Weną.

Lubi przychodzić do mnie na spacerze z psem, bardzo lubi latać blisko, kiedy jestem na wsi. I lubi wieczorem razem ze mną snuć dzieciom opowieści przed snem. Siada wtedy u któregoś z dzieci na łóżku, zasłuchuje się w naszą opowieść, czasem podlatuje i szepcze mi coś do ucha. Lubi te nasze opowieści. Czasem też jeździ z nami samochodem. Ale szybko się płoszy.

Lubi wiatr, chmury, albo błękit nieba, lubi tykanie starego nakręcanego zegara, smak zielonej herbaty, lubi drzewa, łąkę i las. W lesie lubi mgły, ale też opadające liście i czyjeś ślady na śniegu, często w lesie zaczepia różne leśne elfy i bawi się z nimi w chowanego.

Lubi kawę z mlekiem i cynamonem, ale na poddaszu, albo na ganku na wsi. Od klawiatury woli pióro i zeszyt.

Nie lubi napiętego harmonogramu, pośpiechu i bałaganu. Ale sprzątania też nie :) Nie lubi rozwieszania prania, odkurzania i kłótni między dziećmi.

I ma straszną alergię na telewizję.

Natchnienie wróciła. Dzieci ją obłaskawiły słuchając codziennie nowych opowieści.

Ale potem odlatuje.

Kiedy mam chwilę, dosłownie krótką chwilę – ona jest zajęta czymś innym, z kimś innym być może. A kiedy nadlatuje – ja tylko włączam dyktafon (ale ona go nie widzi, bo pewnie odleciałaby prędko, nie znosi bowiem takiej elektroniki) i udaje nam się wspólnie nagrać opowieść, którą być może kiedyś uda nam się też zapisać.



Mokra przygoda lisków

Liski - Basia 4 lata

W pewnym lesie mieszkało sobie lisie rodzeństwo. Dwa małe liski: Listek i Lidka. Tego dnia wyszli na polanę pobiegać. Gonili się, tarzali w trawie i bawili w chowanego  i w berka. Listek gonił Lidkę, potem zmiana i Lidka goniła Listka. Listek schował się za krzaczek.

Nagle zza lasu na czarnej chmurze przyleciała Pani Burza. Podniosła do ust dwój czarny róg ozdobiony złotymi błyskawicami i zadęła weń, a nad polaną przetoczył się grzmot. Na ten znak z chmur zaczęły zeskakiwać rzęsiste krople.

– Siostrzyczko, skryjmy się! – zawołał Listek.

Dwa liski ruszyły pędem przez łąkę, by skryć się w gąszczu jeżyny. Jednak ostre kolce nie ułatwiały wejścia w środek i tutaj liski nie znalazły schronienia.

– Braciszku, za mną! – zawołała Lidka i pobiegła na przeciwną krawędź polany, gdzie rósł rozłożysty dąb.

Listek pobiegł za nią. Wówczas Pani Burza dostrzegła dwie rude lisie kitki skaczące w mokrej trawie. Znów huknęło, a liski wystraszone przywarły do ziemi.

– Boję się – pisnęła cichutko Lidka.

Braciszek przysunął się do niej, a ona wtuliła się w niego i zapłakała. Wówczas Listek przytulił ją, by dodać jej otuchy, a potem odważnie się podniósł i wyjrzał ponad trawę. Zobaczył tysiące kropel deszczu, a na każdej kropli, jak na koniu, siedział mały srebrzysty deszczowy rycerzyk. Była to deszczowa armia Pani Burzy. Liski stanęły zdziwione, bo nigdy nie widziały takich maleńkich elfów na kropelkach deszczu.

Elfy-rycerzyki zapytały:

– Kim jesteście?

A Listek powiedział:

– Ja jestem małym liskiem, a to jest moja siostrzyczka Lidka.

Lidka parsknęła, bo była już cała mokra – a ona nie chciała się zmoczyć.

Ruszyli dalej przed siebie i natknęli się na kałużę. Niechcący Lidka wpadła do tej kałuży.  Listek próbował wyciągnąć ją za uszka, potem za ogon i w końcu udało mu się wyciągnąć siostrzyczkę z kałuży. Lidka wyglądała, jak siedem nieszczęść, mokre futerko oblepiło ją całą, zaczęła dygotać z zimna. Pobiegli prosto do domu.

Kiedy mama lisica zobaczyła swoje przemoknięte dzieci – zaraz przyniosła ręczniki i ciepłe kocyki. W piecu się paliło, bo mamusia gotowała obiad. Małe liski ułożyły się obok cieplutkiego pieca otulone miękkimi kocykami i zaczęły się wygrzewać po swojej mokrej przygodzie na deszczu.

Liski - Basia 4 lata
Liski – Basia 4 lata


Słodyczą malowane

Słodyczą malowane

W odległej krainie pełnej mąki, cukru pudru i lukru mieszkała mała wróżka. Kiedy unosiła się w swojej pracowni – z jej skrzydełek sypał się cukier puder, albo cynamon, czasem skrzące się kryształki brązowego cukru, lub kakao – w zależności od jej nastroju. Napełniały pracownię aromatem świeżo upieczonych ciasteczek, zapachem wanilii lub cynamonu.

Wróżka ta miała na imię Netka i malowała słodyczą.

Wszystkie elfy i wróżki chciały mieć ciasteczka, na których Netka w czarodziejski sposób tworzyła słodkie rysunki.

Pewnego razu Królowa Wróżek chciała wydać doroczny bal. Wraz z kuchmistrzynią i szefem kuchni usiadła i szczegółowo zaplanowała poczęstunek na uroczystość.

– Ale ciasteczka tylko od Netki – powiedziała Królowa.

– Tak jest najjaśniejsza pani, absolutnie się zgadzam – powiedział szef królewskiej kuchni.

Miał on jednak konflikt z kuchmistrzynią, która nie lubiła jego ciągłego podlizywania się Królowej.

Kuchmistrzyni postanowiła sama upiec ciasteczka na bal: „Phi, ciasteczka wróżki Netki? A niby czemu właśnie jej? Moje niby gorsze?” –mruczała do siebie, kiedy nikt jej nie słyszał.

Zagoniła kuchcików do pracy, kazała im ubijać białka, kręcić lukier, sama dosypywała przypraw.

Jednak nikt nie mógł dorównać kunsztem Netce. Kuchmistrzyni również nie potrafiła stworzyć słodyczy, które równałyby się z ciasteczkami wyczarowywanymi przez Netkę.

W końcu załamana Kuchmistrzyni usiadła na progu kuchni, spuściła nos na kwintę i westchnęła.

– Co się stało? – spytał jeden z kuchcików, który został do późna, ponieważ dziś to on sprzątał pałacową kuchnię.

– Ech, nie wyszły mi ciasteczka… Królowa będzie niezadowolona. Bal się nie uda…. – zajęczała kuchmistrzyni. – Może lepiej by było jednak poprosić Netkę o jej ciasteczka, ale ja nie śmiem jej się pokazać na oczy

– Polecę do niej i zamówię, jak tylko sprzątnę kuchnię – zadeklarował mały, wesoły kuchcik.

– Naprawdę? Zrobiłbyś to?

– Oczywiście!

– Tylko… wiesz, zanim ty sprzątniesz ten cały bałagan minie sporo czasu. Wiem! Ja sprzątnę kuchnię, a ty leć do wróżki malującej słodyczą, no już!

Kuchcik udał się do wróżki Netki.

Ta westchnęła tylko słysząc zamówienie, na które miała już bardzo niewiele czasu. Ale zaraz też zaczęła swój czarodziejski taniec i wyczarowała na doroczny bal stosy najpiękniejszych i najsmaczniejszych ciastek, herbatników i słodyczy!

Bal był jednym z najwspanialszych w całym świecie słodkich wróżek!

zdj. Slodycza Malowane
zdjęcie pochodzi z fanpage’a Słodyczą Malowane

Kto ma facebooka może odwiedzić wróżkę Netkę:

Słodyczą Malowane na facebooku

:)



Bajka o szewczyku

Miałam okazję wybrać się z dziećmi na spektakl w reżyserii Krzysztof Falkowskiego do teatru Groteska w Krakowie.
Przedstawienie pod tytułem „BAJKA O SZEWCZYKU, CO SMOKA WAWELSKIEGO POKONAŁ. A MIESZKAŃCY KOPIEC CHCIELI MU USYPAĆ” było oparte na znanej legendzie o Smoku Wawelskim.
Był sobie wędrowny szewczyk, który na polecenie króla zawitał pod przesławny krakowski gród.
I była sobie rycząca bestia pożerająca owce i bydło – smok.
Kiedy szewczyk przybył do Krakowa, spotkał przekupkę, która udzieliła mu informacji – o tym, gdzie mieszka król, o smoku i o królewnie.
Tymczasem u króla zjawił się ryczący, głodny i groźny smok. Zażądał barana i zagroził, że jeśli jego żądanie nie zostanie spełnione – pożre królewnę. Król obiecał smokowi, że dostarczy mu owieczkę, choć nie miał pojęcia, skąd miałby ją wziąć. Postanowił zamiast owieczki wysłać trzech dzielnych rycerzy, których zadaniem było pozbycie się smoka.
Nie udało im się to zadanie, ale zdołali uciec :)
Tymczasem szewczyk wpadł na pomysł, by zastosować podstęp.
Wziął skórę barana, napełnił ją siarką, zszył zgrabnie i postawił na 4 patykach zamiast nóg. Uformował też oczywiście głowę, ogonek, przytwierdził rogi.
Smok dał się nabrać – pożarł barana z apetytem.
I zaraz siarka zaczęła go palić od środka. Pobiegł nad Wisłę i zaczął pić i pić i pić aż… pękł.
Król dał szewczykowi królewnę za żonę. Zaproponował też pół królestwa, ale szewczyk za nie podziękował.

Przedstawienie było kukiełkowe. Scenografię zaprojektowaną przez Krzysztofa Falkowskiego i Magdalenę Siejko stanowiła zaczarowana skrzynia – z drzwiczkami, okienkami, zmieniającymi się dekoracjami.
Interaktywna forma angażowała małych widzów. Dzieci wraz z aktorem Rafałem Szumskim tworzyły historię. Śmiały się w głos. Odpowiadały smokowi na pytanie, gdzie są rycerze – część dzieci krzyczała, że nie ma rycerzy nie chcąc zdradzić ich kryjówki, część zgodnie z prawdą krzyczała, że owszem, rycerze są! Byliśmy też świadkami tworzenia rekwizytu na naszych oczach – aktor opowiadając historię ulepił baranka, który przywiódł smoka do zguby.
Wówczas też mieliśmy okazję dowiedzieć się, skąd baranki mają ogonki :)
Opowiedzenie tej historii było tylko częścią spektaklu – drugą część stanowiły ciekawe warsztaty teatralne wraz z kilkoma etiudami teatralnymi w różnych technikach. Cud, miód!

Plakat spektaklu – Teatr Groteska

Serdecznie polecam!



Next page →