Category Archives: nie-baśnie

W głowie się nie mieści!

Gry komputerowe polegające na szukaniu ukrytych obiektów cieszą się u moich dzieci popularnością. Jest to też ten rodzaj zabawy, w którym całą moja trójka może brać udział jednocześnie. I bez konfliktów, o cudzie!  Jedno trzyma myszkę, cała trójka wyszukuje żądane przedmioty, czy obiekty. Zawsze to dodatkowa para oczu (albo i dwie).

Zagraliśmy ostatnio w grę online z serii W Głowie się nie Mieści opartej na nowym filmie z wytwórni Disney-Pixar.

W grze Ukryte Literki gracze mają za zadanie znaleźć… kto zgadnie? Tak, ukryte literki :). To bardzo spodobało się Basi, która ma ostatnio hopla na tym punkcie. Pozwala to utrwalić wiedzę na temat alfabetu, rozpoznawania liter.



recenzja inside outside

Litery ukryte są na scenkach z filmu. Na dole wyświetlany jest panel z literkami, które należy odszukać. Po najechaniu na odnalezioną literę lupką i kliknięciu w nią usłyszymy sygnał dźwiękowy, a literka zniknie zarówno z panelu, jak i z planszy. Doliczone zostaną też punkty. Natomiast po kliknięciu w miejscu, gdzie nie ma szukanej litery – punkty są odejmowane. Mylące może być to, że dźwięk jest ten sam zarówno przy błędzie, jak i trafieniu.

Dodatkowo mierzony jest czas. Jednak jego upływ nie ma wpływu na punktację.

Po odnalezieniu wszystkich liter wyświetlonych na panelu – przechodzimy do kolejnego etapu i kolejnej planszy.

inside outside (1)

Niektóre z liter łatwo odnaleźć, inne nieco trudniej. Jednak po załadowaniu tej samej planszy po raz kolejny litery są dokładnie w tych samych miejscach, więc dzieci szybko nauczą się ich lokalizacji.

Plansze są kolorowe, grafika nie męczy. Postacie i scenki z lubianej bajki to z pewnością atut.

Zauważalnym niedociągnięciem jest brak podpowiedzi. Kiedy klikamy „Answers” słyszymy ten sam dźwięk, co podczas odnalezienia literki, jak i błędnego kliknięcia, jednak żadnej podpowiedzi nie uzyskujemy, natomiast odejmowane są punkty.

Brakuje również opcji pauzy. Wprawdzie liczony czas nie wpływa na punktacje, ale pozwala zmierzyć się z samym sobą, porównać swój wynik. Niestety nie mamy możliwości zatrzymania gry, gdy musimy na chwilę odejść od komputera, a czas płynie…

Podsumowując: gra mało dynamiczna, szybko się nudzi, zwłaszcza, gdy „utknie się” na jednej literce, której w żaden sposób nie można odkryć, choćby korzystając z podpowiedzi.

Jednak może być pomocna w utrwalaniu znajomości liter. Oraz, podobnie jak inne gry tego rodzaju, ćwiczy spostrzegawczość i cierpliwość. Dla fanów nowego filmu Disneya z pewnością ciekawa.

 

Gra:

http://poki.pl/g/inside-out-hidden-letters



Co lubi wróżka Natchnienie?

Przychodzi do mnie wróżka Natchnienie, która lubi być też nazywana Weną.

Lubi przychodzić do mnie na spacerze z psem, bardzo lubi latać blisko, kiedy jestem na wsi. I lubi wieczorem razem ze mną snuć dzieciom opowieści przed snem. Siada wtedy u któregoś z dzieci na łóżku, zasłuchuje się w naszą opowieść, czasem podlatuje i szepcze mi coś do ucha. Lubi te nasze opowieści. Czasem też jeździ z nami samochodem. Ale szybko się płoszy.

Lubi wiatr, chmury, albo błękit nieba, lubi tykanie starego nakręcanego zegara, smak zielonej herbaty, lubi drzewa, łąkę i las. W lesie lubi mgły, ale też opadające liście i czyjeś ślady na śniegu, często w lesie zaczepia różne leśne elfy i bawi się z nimi w chowanego.

Lubi kawę z mlekiem i cynamonem, ale na poddaszu, albo na ganku na wsi. Od klawiatury woli pióro i zeszyt.

Nie lubi napiętego harmonogramu, pośpiechu i bałaganu. Ale sprzątania też nie :) Nie lubi rozwieszania prania, odkurzania i kłótni między dziećmi.

I ma straszną alergię na telewizję.

Natchnienie wróciła. Dzieci ją obłaskawiły słuchając codziennie nowych opowieści.

Ale potem odlatuje.

Kiedy mam chwilę, dosłownie krótką chwilę – ona jest zajęta czymś innym, z kimś innym być może. A kiedy nadlatuje – ja tylko włączam dyktafon (ale ona go nie widzi, bo pewnie odleciałaby prędko, nie znosi bowiem takiej elektroniki) i udaje nam się wspólnie nagrać opowieść, którą być może kiedyś uda nam się też zapisać.



Nauka pływania

Pewnego razu Staś rozpoczął naukę pływania w szkole Team Sport

W tym czasie jego młodsze rodzeństwo,  bliźniaki Basia i Franek, byli jeszcze za mali na uczestnictwo w treningu z instruktorem, więc bawili się w małym baseniku pod okiem rodziców.

Podczas kursu Staś opanował pływanie na tyle, że spokojnie w swoim tempie mógł pływać bez żadnych dodatkowych pomocy. Jednak to nie pływanie było najfajniejsze – dla niego zdecydowanie skakanie do wody było tym, co sprawiało mu najwięcej frajdy. Zwłaszcza kiedy skacząc mógł naprawdę mocno ochlapać trenera.

Hop do wody!

Rok później bliźniaki były już rok starsze. Tak to jakoś z dziećmi się dzieje :) Po czwartych urodzinach zakończyły okres swobodnego pluskania się w brodziku i rozpoczęły solidną naukę pod okiem pana Filipa. Naukę przez zabawę – zdecydowanie :)

A Staś kontynuował treningi w swojej grupie.

I choć przed niemal każdymi zajęciami jedno z nich zaczynało się łamać, opierać,  a nawet płakać (co często osłabiało entuzjazm drugiego, empatia jest silna), to jednak podejście pana Filipa (ukłon!) sprawiało, że przekonywały się, mimo  oporów wchodzili do basenu, by już za chwilę śmiać się radośnie.

Trener jest bowiem czarodziejem – szybko i sprawnie zamienia dziewczynki w syrenki, albo sprytne rybki, chłopców w rekiny, czasem w płetwonurków chyba. Z daleka nie widać. Ktoś jeden staje się jakimś krabem łapiącym pozostałych.

Hokus-pokus, jesteś rybką!

Dzieci z radością i wytrwałością pływają wzdłuż basenu, zanurzają się, wskakują do wody.

 

Staś w tym czasie nurkuje, albo doskonali technikę pływania. Ulubionym stylem jest grzbietowy, bo można sobie poleżeć :)  – jak twierdzi! Świetnie mu idzie nurkowanie. No i ukochane skoki. W tym roku trenują więcej skoków na główkę, ale i technika „na bombę” – ma swoje miejsce.

Kiedy zajęcia się kończą – całej trójce błyszczą oczy. A na pytanie, czy chcą chodzić na zajęcia – odpowiadają, że tak!

 



Bajka o szewczyku

Miałam okazję wybrać się z dziećmi na spektakl w reżyserii Krzysztof Falkowskiego do teatru Groteska w Krakowie.
Przedstawienie pod tytułem „BAJKA O SZEWCZYKU, CO SMOKA WAWELSKIEGO POKONAŁ. A MIESZKAŃCY KOPIEC CHCIELI MU USYPAĆ” było oparte na znanej legendzie o Smoku Wawelskim.
Był sobie wędrowny szewczyk, który na polecenie króla zawitał pod przesławny krakowski gród.
I była sobie rycząca bestia pożerająca owce i bydło – smok.
Kiedy szewczyk przybył do Krakowa, spotkał przekupkę, która udzieliła mu informacji – o tym, gdzie mieszka król, o smoku i o królewnie.
Tymczasem u króla zjawił się ryczący, głodny i groźny smok. Zażądał barana i zagroził, że jeśli jego żądanie nie zostanie spełnione – pożre królewnę. Król obiecał smokowi, że dostarczy mu owieczkę, choć nie miał pojęcia, skąd miałby ją wziąć. Postanowił zamiast owieczki wysłać trzech dzielnych rycerzy, których zadaniem było pozbycie się smoka.
Nie udało im się to zadanie, ale zdołali uciec :)
Tymczasem szewczyk wpadł na pomysł, by zastosować podstęp.
Wziął skórę barana, napełnił ją siarką, zszył zgrabnie i postawił na 4 patykach zamiast nóg. Uformował też oczywiście głowę, ogonek, przytwierdził rogi.
Smok dał się nabrać – pożarł barana z apetytem.
I zaraz siarka zaczęła go palić od środka. Pobiegł nad Wisłę i zaczął pić i pić i pić aż… pękł.
Król dał szewczykowi królewnę za żonę. Zaproponował też pół królestwa, ale szewczyk za nie podziękował.

Przedstawienie było kukiełkowe. Scenografię zaprojektowaną przez Krzysztofa Falkowskiego i Magdalenę Siejko stanowiła zaczarowana skrzynia – z drzwiczkami, okienkami, zmieniającymi się dekoracjami.
Interaktywna forma angażowała małych widzów. Dzieci wraz z aktorem Rafałem Szumskim tworzyły historię. Śmiały się w głos. Odpowiadały smokowi na pytanie, gdzie są rycerze – część dzieci krzyczała, że nie ma rycerzy nie chcąc zdradzić ich kryjówki, część zgodnie z prawdą krzyczała, że owszem, rycerze są! Byliśmy też świadkami tworzenia rekwizytu na naszych oczach – aktor opowiadając historię ulepił baranka, który przywiódł smoka do zguby.
Wówczas też mieliśmy okazję dowiedzieć się, skąd baranki mają ogonki :)
Opowiedzenie tej historii było tylko częścią spektaklu – drugą część stanowiły ciekawe warsztaty teatralne wraz z kilkoma etiudami teatralnymi w różnych technikach. Cud, miód!

Plakat spektaklu – Teatr Groteska

Serdecznie polecam!



Next page →