Słodyczą malowane

Słodyczą malowane

W odległej krainie pełnej mąki, cukru pudru i lukru mieszkała mała wróżka. Kiedy unosiła się w swojej pracowni – z jej skrzydełek sypał się cukier puder, albo cynamon, czasem skrzące się kryształki brązowego cukru, lub kakao – w zależności od jej nastroju. Napełniały pracownię aromatem świeżo upieczonych ciasteczek, zapachem wanilii lub cynamonu.

Wróżka ta miała na imię Netka i malowała słodyczą.

Wszystkie elfy i wróżki chciały mieć ciasteczka, na których Netka w czarodziejski sposób tworzyła słodkie rysunki.

Pewnego razu Królowa Wróżek chciała wydać doroczny bal. Wraz z kuchmistrzynią i szefem kuchni usiadła i szczegółowo zaplanowała poczęstunek na uroczystość.

– Ale ciasteczka tylko od Netki – powiedziała Królowa.

– Tak jest najjaśniejsza pani, absolutnie się zgadzam – powiedział szef królewskiej kuchni.

Miał on jednak konflikt z kuchmistrzynią, która nie lubiła jego ciągłego podlizywania się Królowej.

Kuchmistrzyni postanowiła sama upiec ciasteczka na bal: „Phi, ciasteczka wróżki Netki? A niby czemu właśnie jej? Moje niby gorsze?” –mruczała do siebie, kiedy nikt jej nie słyszał.

Zagoniła kuchcików do pracy, kazała im ubijać białka, kręcić lukier, sama dosypywała przypraw.

Jednak nikt nie mógł dorównać kunsztem Netce. Kuchmistrzyni również nie potrafiła stworzyć słodyczy, które równałyby się z ciasteczkami wyczarowywanymi przez Netkę.

W końcu załamana Kuchmistrzyni usiadła na progu kuchni, spuściła nos na kwintę i westchnęła.

– Co się stało? – spytał jeden z kuchcików, który został do późna, ponieważ dziś to on sprzątał pałacową kuchnię.

– Ech, nie wyszły mi ciasteczka… Królowa będzie niezadowolona. Bal się nie uda…. – zajęczała kuchmistrzyni. – Może lepiej by było jednak poprosić Netkę o jej ciasteczka, ale ja nie śmiem jej się pokazać na oczy

– Polecę do niej i zamówię, jak tylko sprzątnę kuchnię – zadeklarował mały, wesoły kuchcik.

– Naprawdę? Zrobiłbyś to?

– Oczywiście!

– Tylko… wiesz, zanim ty sprzątniesz ten cały bałagan minie sporo czasu. Wiem! Ja sprzątnę kuchnię, a ty leć do wróżki malującej słodyczą, no już!

Kuchcik udał się do wróżki Netki.

Ta westchnęła tylko słysząc zamówienie, na które miała już bardzo niewiele czasu. Ale zaraz też zaczęła swój czarodziejski taniec i wyczarowała na doroczny bal stosy najpiękniejszych i najsmaczniejszych ciastek, herbatników i słodyczy!

Bal był jednym z najwspanialszych w całym świecie słodkich wróżek!

zdj. Slodycza Malowane
zdjęcie pochodzi z fanpage’a Słodyczą Malowane

Kto ma facebooka może odwiedzić wróżkę Netkę:

Słodyczą Malowane na facebooku

:)

Bajka o szewczyku

Miałam okazję wybrać się z dziećmi na spektakl w reżyserii Krzysztof Falkowskiego do teatru Groteska w Krakowie.
Przedstawienie pod tytułem „BAJKA O SZEWCZYKU, CO SMOKA WAWELSKIEGO POKONAŁ. A MIESZKAŃCY KOPIEC CHCIELI MU USYPAĆ” było oparte na znanej legendzie o Smoku Wawelskim.
Był sobie wędrowny szewczyk, który na polecenie króla zawitał pod przesławny krakowski gród.
I była sobie rycząca bestia pożerająca owce i bydło – smok.
Kiedy szewczyk przybył do Krakowa, spotkał przekupkę, która udzieliła mu informacji – o tym, gdzie mieszka król, o smoku i o królewnie.
Tymczasem u króla zjawił się ryczący, głodny i groźny smok. Zażądał barana i zagroził, że jeśli jego żądanie nie zostanie spełnione – pożre królewnę. Król obiecał smokowi, że dostarczy mu owieczkę, choć nie miał pojęcia, skąd miałby ją wziąć. Postanowił zamiast owieczki wysłać trzech dzielnych rycerzy, których zadaniem było pozbycie się smoka.
Nie udało im się to zadanie, ale zdołali uciec :)
Tymczasem szewczyk wpadł na pomysł, by zastosować podstęp.
Wziął skórę barana, napełnił ją siarką, zszył zgrabnie i postawił na 4 patykach zamiast nóg. Uformował też oczywiście głowę, ogonek, przytwierdził rogi.
Smok dał się nabrać – pożarł barana z apetytem.
I zaraz siarka zaczęła go palić od środka. Pobiegł nad Wisłę i zaczął pić i pić i pić aż… pękł.
Król dał szewczykowi królewnę za żonę. Zaproponował też pół królestwa, ale szewczyk za nie podziękował.

Przedstawienie było kukiełkowe. Scenografię zaprojektowaną przez Krzysztofa Falkowskiego i Magdalenę Siejko stanowiła zaczarowana skrzynia – z drzwiczkami, okienkami, zmieniającymi się dekoracjami.
Interaktywna forma angażowała małych widzów. Dzieci wraz z aktorem Rafałem Szumskim tworzyły historię. Śmiały się w głos. Odpowiadały smokowi na pytanie, gdzie są rycerze – część dzieci krzyczała, że nie ma rycerzy nie chcąc zdradzić ich kryjówki, część zgodnie z prawdą krzyczała, że owszem, rycerze są! Byliśmy też świadkami tworzenia rekwizytu na naszych oczach – aktor opowiadając historię ulepił baranka, który przywiódł smoka do zguby.
Wówczas też mieliśmy okazję dowiedzieć się, skąd baranki mają ogonki :)
Opowiedzenie tej historii było tylko częścią spektaklu – drugą część stanowiły ciekawe warsztaty teatralne wraz z kilkoma etiudami teatralnymi w różnych technikach. Cud, miód!

Plakat spektaklu – Teatr Groteska

Serdecznie polecam!

Medical Maestro Magazine vol. 2

Juppi! Juppi!

Wprawdzie ostatnio nowe bajki nie pojawiają się w tym miejscu, ale….

ale chwalę się, że nowy przepiękny numer Medical Maestro Magazine już się ukazał.

A w nim, obok ciekawych artykułów i porad dotyczących zarządzania, marketingu, obok felietonów dotyczących po prostu stylu życia – także baśń mojego autorstwa :)

I od tego numeru magazyn dostępny jest w EMPIKach :) jak super!!!

pdf download

Jeszcze raz wyraźnie napiszę, że przepiękne ilustracje są autorstwa Asi Jasińskiej

Wróżka figlarka

Czary wróżki figlarki

Pewnego razu na parapecie okna w dziecięcym pokoju przycupnęła mała wróżka. Wróżka figlarka., która swoimi czarami często robiła różne małe psotki i kawały.

To był wieczór, mamusia szeptała dzieciom bajeczki przed snem. Na koniec ucałowała każde dziecko.

– Śpij słodko moja córeczko – szepnęła mamusia do uszka dziewczynce leżącej w łóżku.

– Nie jestem córeczką!  – zaprotestowała dziewczynka – Jestem psem! – odpowiedziała i zawarczała, jak szczeniak.

Wróżka uśmiechnęła się do siebie, machnęła różdżką i cichutko wypowiedziała magiczne zaklęcie.

Rankiem mamusia weszła do pokoju dzieci. Zobaczyła dwóch synków śpiących w swoich łóżeczkach. Jeden leżał skulony, zakryty kołderką po czubek głowy, a drugiemu bose stopy wystawały spod kołderki. Ten chłopiec otworzył oczka, zamrugał i uśmiechnął się do mamy, następnie odwrócił się na bok i powiedział:

– Jeszcze śpię.

Mamusia zajrzała do łóżka dziewczynki, ale nie było tam jej córeczki – na jej miejscu spał mały szczeniaczek.

– O rany! – krzyknęła mamusia zaskoczona.

Szczeniaczek otworzył oczka, ziewnął i wyciągnął łapki przeciągając się.

Kiedy chłopcy wstali i ubrali się, mama zapięła szczeniaczkowi smycz i wszyscy razem poszli do przedszkola. Potem mama ucałowała każdego synka, a szczeniaczka wsadziła do wiklinowego koszyczka i wsiadła z nim do autobusu. Monotonna jazda i szum silnika szybko uśpiły psiaka, który smacznie spał w koszyku na miękkim kocyku. Spało mu się tak dobrze, że zaczął pochrapywać cichutko.

szczeniak
ilustracja: Staś 6 lat

Szczeniak wkrótce się obudził i próbował wyjść z koszyczka.  Kiedy mamusia ze szczeniakiem wróciła do domu, biegał po całym mieszkaniu i zaczepiał Shilę.

Wieczorem tatuś czytał chłopcom bajkę, a szczeniaczka położył w łóżeczku ich siostry. Początkowo mały psiak ciągle się kręcił, wychodził spod kołderki, biegał za piłką rzucaną mu przez chłopców. Wkrótce jednak zarówno chłopcy, jak i psiak zrobili się senni.

Kiedy tatuś zamykał drzwi, powiedział:

– Dobrej nocy chłopaki! I szczeniaczku.

A jeden z chłopców odpowiedział mu:

– Nie jestem chłopakiem! Jestem superbohaterem! Supermanem!

I zgadnijcie co się stało! Wróżka znów usłyszała słowa chłopca i postanowiła znów zrobić podobny figielek.

A wcześniejszy czar małej  figlarnej wróżki trwał tylko jeden dzień i rano w łóżeczku znów spała mała dziewczynka, która była bardzo zadowolona, że poprzedniego dnia była szczeniaczkiem.

Rano do pokoju dzieci zajrzała mamusia. Bardzo się ucieszyła widząc znów swoją córeczkę w łóżku.

-Mamo! Wiesz? Byłam wczoraj szczeniaczkiem, wsadziłaś mnie do koszyczka. To był cudowny dzień – opowiadała dziewczynka.

Mama uśmiechnęła się, odgarnęła kosmyk włosów z twarzy dziewczynki i przytuliła ją mocno

– Tak, kochanie. Byłaś takim pociesznym szczeniaczkiem, ale cieszę się, że znów jesteś dziewczynką.

Potem mama ściągnęła kołdrę z jednego chłopca. Jednak w drugim łóżku nie było jej synka!

– Gdzie jesteś? – zapytała.

– Tutaj – rozległo się spod sufitu.

Mama podniosła wzrok – pod sufitem tuż przy lampie latał chłopak z czerwoną peleryną.

– To Superman! – krzyknęło chórem rodzeństwo , które rozpoznało superbohatera.

– No dobra! – mama klasnęła w dłonie – Superman jest już gotowy, ale teraz wy się ubierajcie i pędzimy do przedszkola.

Kiedy wszyscy byli już gotowi, poszli do przedszkola swoją zwykłą, codzienną drogą przez las.

Parę dni temu była wichura, która powaliła kilka drzew. Jedno z nich zwaliło się na ścieżkę. Zwykle wszyscy wspinali się na leżący pień i przechodzili górą. Tym razem jednak Superman bez trudu podniósł zwalony pień i przerzucił trochę dalej. Można było przejść ścieżką.

Kiedy wyszli z lasu na ulicę, zobaczyli że jeden samochód zaparkował na chodniku w taki sposób, że uniemożliwił przejście z wózkiem. Akurat jakaś mama pchała wózek z dzieckiem i kiedy dojechała do tego miejsca musiała zejść na ulicę. Na szczęście Superman podleciał, podniósł samochód i ustawił go w taki sposób, żeby nie tarasował przejścia.

superman
ilustracja: Staś 6 lat

– Och, dziękuję ci – powiedziała pani z wózkiem.

– Proszę – odparł Superman z uśmiechem – w końcu jestem najsilniejszym superbohaterem.

Do przedszkola było już blisko, już było widać ogród, huśtawki i budynek. Wtedy właśnie drugi z chłopców zorientował się, że nie ma autka.

– Mamusiu! Nie mam Zygzaka! O nie, ja chcę Zygzaka!

– Kochanie, przykro mi. Już nie mamy czasu, żeby się wracać po zabawkę. Jutro weźmiesz, dobrze? – próbowała tłumaczyć mama.

– Mamusiu, ale ja chcę! Zygzaka! Zygzaka – chłopiec zaczął płakać.

Wtedy Superman pobiegł błyskawicznie do domu i bardzo szybko wrócił z autkiem.

– O rany! Jak szybko pobiegłeś!  – zdziwił się chłopczyk, a na jego buzi znów pojawił się uśmiech.

– Tak, bo jestem Supermanem i umiem szybko biegać!  -odpowiedział Superman.

Potem cały dzień w przedszkolu minął wesoło, kiedy Superman wykorzystywał swoje moce w zabawie z innymi dziećmi. Podnosił regały, gdy coś pod nie wpadło, albo latał pod sufitem.

Wieczorem powiedział:

– To było świetne! Mój ulubiony dzień!

A potem dzieci i Superman położyły się do swoich łóżek. Mamusia przeczytała bajkę, a kiedy pocałowała każdego przed snem – drugi chłopiec westchnął:

– Też chciałbym jakąś przygodę. Ja to chciałbym być samochodem wyścigowym!

– Może i twoje życzenie się spełni? – mamusia uśmiechnęła się i nakryła chłopczyka kołderką.

Kiedy rano mamo weszła do pokoju dzieci, była już lekko podekscytowana – kogo tym razem znajdzie w dziecięcych łóżeczkach. Nie było szczeniaczka, ani Supermana. Za to w jednym z łóżek leżało nieduże, zielone auto wyścigowe.

Autko zaświeciło światłami, jakby mrugało oczkami. Uśmiechnęło się. Nie była to pełnowymiarowa wyścigówka, ale zabawka.

Drugi chłopiec zabrał zabawkę ze sobą do przedszkola. Dzieciaki były zachwycone, ponieważ autko bawiło się z nimi, śpiewało piosenki i znało imiona kolegów i koleżanek.

Kiedy wszystkie dzieci  wyszły do ogrodu i zostawiły zabawki w sali, samochody urządziły sobie wyścigi na dywanie. Sędzią był miś, a klocki ustawiły się w tory i słupki do slalomów. W pewnym momencie zabawki usłyszały kroki pani woźnej, szybko więc schowały się do pudełek, pojemników i na półki, żeby pani woźna nie zobaczyła ich harców. Tylko małe zielone autko wyścigowe nie miało pojęcia, że musi wrócić na półkę i zostało na dywanie.

-O, ktoś zostawił zabawkę na środku – powiedziała pani woźna kiedy zajrzała do sali. Podniosła autko i odłożyła na półkę obok innych samochodzików.

– Uff, mało brakowało – powiedziało niebieskie autko.

-Dlaczego? – zapytała zielona wyścigówka

– To ty nie wiesz, że zabawki nie mogą się bawić, kiedy dorośli na nas patrzą?

– I nie można robić bałaganu – dodała żółta koparka.

– Nie wiem, to pierwszy raz, kiedy jestem zabawką – powiedział ze skruchą zielony samochodzik.

A potem dzieci wróciły z ogrodu, pobiegły do półek, zdjęły zabawki i autka znów popędziły w wyścigach i rajdach.

Rankiem w łóżkach mama znalazła dziewczynkę i dwóch chłopców. Wróżka figlarka odleciała i innym dzieciom i ich rodzicom robiła swoje czarodziejskie figle.