Pegazy

- Tatusiu, czy możemy iść do stadniny popatrzeć na konie? – zapytała Basia pewnego dnia.

- I pohuśtać się na nowych huśtawkach, wiesz, zbudowali tam nowy plac zabaw – dodał Franek.

- Dobrze, idźcie – odpowiedział tata.

Dzieci wzięły po marchewce i po jabłku.

- To dla koni – wyjaśnił Staś.

Tata obserwował, jak najstarszy Staś chwycił w prawą rękę małą rączkę Basi, w lewą – Franka i tak trzymając się za ręce dzieci ruszyły w stronę stadniny.

Dotarli tam szybko. Z przodu, przed budynkami stajni znajdował się niewielki plac zabaw ze zjeżdżalnią, piaskownicą i kilkoma huśtawkami obleganymi przez dzieci z okolicznych osiedli.

- E, ja idę popatrzeć na konie – powiedziała Basia i puściła się biegiem w stronę ogrodzenia parkuru, na którym odbywały się treningi skoków przez przeszkody.

Chłopcy udali się za nią. Chwilę przyglądali się treningowi i jeźdźcom na wierzchowcach.

- Chodźcie na padok! Może jakiś konik się pasie to mu damy marchewkę – rzuciła Basia zeskakując z ogrodzenia.

Dzieci obeszły parkur z boku, skierowały się w stronę budynków stajni. Budynków było kilka. Z przodu nowiutkie, bądź wyremontowane. W nich mieszkały konie sportowe, tu też mieścił się pensjonat dla koni. Nieco dalej – starsze – przeznaczone dla koni rekreacyjnych. Była też kryta ujeżdżalnia. Przeszli między dwiema stajniami na tyły. Tutaj, w zaciszu starych dębów znajdował się padok – swobodny wybieg na koni.

- Mamy szczęście! – zawołał Staś – pasą się koniki!

Dzieci przyspieszyły kroku. Konie na widok dzieci podeszły do ogrodzenia nauczone, że mogą dostać jakiś smakołyk.

- A co tam jest Stasiu? – zapytała Basia wskazując zarośla po lewej stronie.

Dzieci minęły wybieg dla koni i ostrożnie skierowały się w stronę gęstego zagajnika, do którego prowadziła wąska ścieżka wśród pokrzyw.

- Zupełnie nie widać, co jest w tych krzakach – zauważył Franek – gęste te liście.

Rozchylili gałęzie i zobaczyli niedużą polankę.

- Konie ze skrzydłami?! – wykrzyknęła Basia zaskoczona.

- To są pegazy, Basiu – wyjaśnił Staś przybierając swój ulubiony mentorski ton.

- No wiem, wiem – odparła dziewczynka lekceważąco, choć nie miała pojęcia o istnieniu tych stworzeń, a tym bardziej o noszonej przez nie nazwie.

- Witajcie – zaczął Staś grzecznie.

Jeden z pegazów parsknął zaskoczony. Drugi podniósł głowę i potrząsnął grzywą. Kiedy jednak dzieci wyjęły słodkie marchewki – trzy pegazy podeszły do ogrodzenia i wyciągnęły szyje, by dosięgnąć przysmaków. Basia delikatnie pogłaskała jednego z nich i przytuliła twarz do miękkich, aksamitnych chrap.

- Jesteś taki piękny! – powiedziała z zachwytem.

- A ty jesteś całkiem miła – odparł pegaz i zarżał radośnie.

Po chwili dzieci wesoło gawędziły ze skrzydlatymi końmi, a Basia czesała lśniącą, jedwabistą grzywę jednego z nich.

- Macie może ochotę na przejażdżkę?- spytał siwo-srebrny pegaz.

- Wow! Jasne! – zapalił się Staś.

Chłopiec z trudem wdrapał się na grzbiet zwierzęcia. Basia z lekkością wskoczyła na grzbiet czesanego przez siebie pegaza, a Franek dosiadł kolejnego.

- Chwyćcie się mocno naszych grzyw – zawołał największy z pegazów – lecimy!

Zwierzęta puściły się galopem po łące i machnęły kilka razy skrzydłami. Uniosły się wraz z małymi jeźdźcami w górę. Dzieciaki patrzyły na stadninę z lotu ptaka, widziały trenujących jeźdźców i konie na parkurze, konie na padoku, stajnie i ujeżdżalnię i dzieci na placu zabaw, potem budkę sędziowską i miejsca dla widowni, a potem pegazy poleciały nad dom rodzeństwa. Dzieci machały do Shili, która leżała na balkonie. W końcu wlecieli w chmurki i bawili się w berka kryjąc się w kłębiastych obłoczkach.

Nagle największy z pegazów, ten, który był ich przywódcą, spostrzegł dużą i ciemną chmurę. Parsknął cicho i powiedział:

- Musimy wracać.

Pozostałe pegazy spłoszyły się wyraźnie, a lot przestał sprawiać im przyjemność. Energicznie machały skrzydłami, by jak najszybciej znaleźć się w bezpiecznym miejscu – na łące za stajniami.Wtedy z czarnej chmury wyleciało jakieś groźne, czarne stworzenie o głowie i skrzydłach ogromnego orła i ciele lwa.

- Gryf – szepnął Staś przejęty i mocniej chwycił grzywę pegaza.

- Tak – szpetem odpowiedział pegaz – nasz wróg. Musimy uciekać. A nie mam już sił i moi przyjaciele również – dodał spoglądając na dwa pozostałe pegazy.

Długa zabawa w powietrzu z małymi pasażerami wyczerpała siły skrzydlatych stworzeń. Gryf zaś był wyraźnie wypoczęty i zbliżał się z każdą chwilą.

W pewnym momencie rzucił się z pazurami na największego z pegazów – tego, na którym siedział Staś. Ranne zwierze zakwiczało i zaczęło spadać. Staś ściskał grzywę z całych sił. Zamknął oczy. Dwa mniejsze pegazy podleciały do gryfa, zaczęły kopać kopytami i bić skrzydłami. Pokonany stwór odleciał z powrotem do czarnej chmury, a pegazy obniżyły lot i wylądowały tuż obok rannego przyjaciela.

- Staś?! Co ci się stało? – zawołała Basia i podbiegła do brata.

- Stasiu, jesteś cały? – zawtórował jej Franek.

- Jestem cały – powiedział cichutko blady chłopiec  – ale pegaz jest ranny – dodał wskazując na zwierzę leżące tuż obok.

Rana była głęboka i poszarpana, stworzenie płakało i ciężko oddychało.

- Biegnijcie po pomoc – powiedział Staś – szybko! A ja z nim zostanę.

Staś ukląkł przy pegazie i gładził go delikatnie, przemawiał czule. Dwa pozostałe konie truchtały niespokojnie.

Basia z Frankiem pobiegli w kierunku stajni. Nie wiedzieli, gdzie szukać pomocy dla rannego przyjaciela. Gdy mijali najmniejszy i najbardziej zniszczony z budynków Franek zauważył emblemat.

- Zobacz Basiu, tam nad wejściem – wskazał siostrze – jakby pegaz.

- Rzeczywiście, wyblakły, ale rzeczywiście, to pegaz. To pewnie ich domek – odpowiedziała dziewczynka i pobiegła w stronę wejścia do stajni pegazów.

W środku zaraz zauważyli niewysokiego człowieczka w śmiesznej spiczastej czapce sprzątającego boksy.

- Proszę pana, proszę pana! Pegaza zaatakował gryf, bardzo go zranił i… – zaczęła Basia, po chwili jednak urwała i onieśmielona zamilkła.

- Potrzebujemy pomocy – dokończył Franek i wysunął się do przodu.

- O rany! Gryf? A którego zranił? – przeją ł się człowieczek – Pewnie Omaela. Czekajcie – dodał i poczłapał do siodlarni.

Po chwili wrócił niosąc słoiczek ze specjalną maścią.

- Macie. Posmarujcie tym ranę pegaza. Szybko przyniesie mu ulgę i pomoże w gojeniu. Pozbierajcie też starannie jego łzy – dodał.

- Dlaczego? – zapytał Franek. Ale człowieczka już nie było.

Dzieci prędko pobiegły z powrotem na łąkę za stajniami. Staś na ich widok odetchnął z ulgą. Franek podał mu słoiczek z maścią i powtórzył słowa człowieczka. Basia wyjęła chusteczkę i obcierała łzy rannego stworzenia.

Kiedy dzieci upewniły się, że pegaz czuje się lepiej, a rana pod wpływem maści zaczęła goić się na ich oczach – wrócili do domu.

Rankiem okazało się, że w chusteczce, którą Basia ocierała łzy pegaza znajdują się drogocenne perły – każda z łez stała się perłą.pegaz

Kategoria: baśnie
Tagi: , , , , , , ,

Zostaw odpowiedź

Powered by sweet Captcha