Tag Archives: Adriatyk

Opowieść o piratach na dalmatyńskim wybrzeżu


Tegoroczne wakacje dzieci wraz z rodzicami spędzały na dalmatyńskim wybrzeżu. Niemal każdego dnia biegli stromym zboczem na plażę, pluskali się w wodzie i nosili ją w wiaderkach, by polewać nią skały czy budowle z kamieni, a potem słuchali bajek dla dzieci, które opowiadała im mama. Pewnego dnia prosto z plaży pojechali z rodzicami do nieco gwarniejszego pobliskiego miasteczka portowego. Tutaj rodzice mogli wypić kawę, a dzieci dostały po ogromnej porcji lodów. Kiedy szli nabrzeżem ciągle ktoś ich zaczepiał i proponował wycieczkę statkiem. Zwłaszcza jeden z naganiaczy – niemłody Chorwat w marynarskim stroju – zaskoczył ich piękną polszczyzną, w której deklamował jakiś wierszyk. Aż przystanęli, a on, korzystając z okazji dalej popisywał się znajomością polskiego. Miło było usłyszeć ojczystą mowę,  choć z obcym akcentem. Chorwat zaraz też zaczął po polsku zapraszać ich na rejs opowiadając ze szczegółami o atrakcjach, korzyściach i specjalnych zniżkach ze względu na trójkę dzieci, w tym piękne bliźniaki. Rodzice uznali, że wycieczka może rzeczywiście być ciekawa (komplementy pod adresem mamusi z pewnością przyczyniły się do tej decyzji).

Rejs był zaplanowany na następny dzień. Mama zapakowała aparat fotograficzny, książeczki z bajkami dla dzieci, oraz słodycze i napoje, tatuś – balsamy do opalania, maski i okularki, oraz buty do pływania i pojechali do miasteczka. Tam wsiedli na statek rejsowy. Morze było bardzo spokojne i delikatnie bujało statkiem. Nie działo się nic. Rodzice zamówili sobie kawę, dali dzieciom soki i wodę. Staś tymczasem wyjął z torby mamy ciastka i żelki, i dając bliźniakom tajne znaki, zawołał ich do kryjówki w pobliżu dziobu.

Rejs zaczął się dłużyć. Celem był niewielki porcik na równie niewielkiej wyspie. A potem plaża i powrót statkiem, w trakcie którego miał być serwowany obiad – taki był oficjalny plan rejsu.

Kiedy mama dopijała filiżankę kawy, a dzieci kończyły opróżniać paczkę żelków – pasażerowie usłyszeli jakiś wystrzał a potem okrzyk:

– Poddajcie się i oddajcie statek! To napad piracki! Nie żadna bajka dla dzieci!

Na prawej burcie, bardzo blisko podpłynął statek z powiewającą czarną flagą z mrocznym wizerunkiem Jolly Rogera.  Zaraz też piraci dokonali abordażu, a kapitan dość szybko oddał ster w ręce piratów. Obyło się bez agresji, przejęcie statku przebiegło spokojnie. Nowy „kapitan” przez mikrofon poinformował pasażerów o ich sytuacji i powiedział, że każdy musi oddać coś cennego.

– Zaraz podejdą do państwa członkowie naszej załogi i uprzejmie poproszą o oddanie biżuterii, pieniędzy, iPhonów i tabletów.

Pasażerowie spojrzeli niepewnie po sobie, kilku mężczyzn zaczęło protestować, ale zaraz zostali związani i sprowadzeni do ładowni.

Piraci byli uzbrojeni i widać było, że nie są skorzy do żartów.

Tymczasem w zamieszaniu podczas zbierania łupu od turystów dzieciom udało się przedostać do rodziców.

Kapitan piratów rozkazał sternikowi zmienić kurs i statek zamiast do portu płynął na tajemniczą wyspę, na której piraci mieli swoją kryjówkę.

– Ja pokonam tych piratów. Jestem odważny – pocieszał mamę Staś.

Basia pogrzebała w plecaczku z Myszką Minnie i wyjęła z niego muszlę.

– Popatrz – pokazała Stasiowi

– Wiem co zrobimy! Przywołamy syrenkę! – ucieszył się Staś.

Dzieci odeszły od stolika rodziców i podeszły do burty. Piraci w ogóle nie zwracali uwagi na dzieci. W ogóle rejs przebiegał dość spokojnie, z głośników leciała spokojna muzyka, a delikatne kołysanie dorosłych wprawiło w senny nastrój. Jadnak większość dzieci zaczynało się nudzić, więc goniły się po pokładzie, chowały pod ławeczkami i stolikami. Niektóre przytulały się do mam i babć i słuchały opowiadanych przez nie bajek.

Basia uniosła muszlę do ust i dmuchnęła. Dźwięk wydany przez muszlę był tak cichy, że nikt go nie usłyszał. Nikt poza kilkoma psami obecnymi na pokładzie.

– Oj, chyba syrenka nie usłyszała – zmartwił się Franio – może jesteśmy daleko od jej domu?

– Jak się teraz uwolnimy, Stasiu? – spytała Basia

– Zaraz opracuję jakiś plan! Może wybudujemy pułapkę, do której złapiemy wszystkich piratów?

Kiedy dzieci analizowały możliwości wybudowania pułapki – z wody wyłoniła się syrenka.

– Witajcie – uśmiechnęła się do nich – widzę, że macie fajną wycieczkę.

– To nie wycieczka! To porwanie statku przez piratów – konspiracyjnym szeptem wyjaśnił Franio.

– Bawicie się w piratów?

– Nie! Prawdziwi piraci porwali nasz statek – powiedziała Basia.

– Chcielibyśmy jakoś wrócić do domu. Nudny się robi ten rejs. Przeczytaliśmy już wszystkie bajki dla dzieci – dodał Staś.

– Chcemy zrobić pułapkę na piratów… – wtrąciła Basia

– … ale inni dorośli mogliby w nią wpaść, a to są mamusie i tatusiowie innych dzieci… – przerwał Basi Franek

– Więc może jakoś inaczej, może trzeba porwać ten statek z powrotem? – zapytała syrenka.

Dzieci zamilkły.

– Wiem! – krzyknęła syrenka i zniknęła pod wodą

– Chyba nas nie zostawiła, co? – zapytała Basia

– Nie, na pewno nie – powiedział Franio – na pewno popłynęła po pomoc.

Dzieci wychylały się przez barierkę i wpatrywały w morze.

Tymczasem z drugiej strony statku dał się słyszeć krzyk:

– Kraken, kapitanie, Kraken na nas płynie!

Wszyscy piraci i część pasażerów rzuciło się do burty, by zobaczyć mitycznego potwora. Do statku zbliżyła się ogromna ośmiornica. Oplotła statek swoimi wielkimi mackami.

– Odcinać macki! Odcinać! – krzyczał kapitan piratów, ale jego załoga już wskoczyła do wody i wszyscy udali się wpław do widocznej wysepki. Jedna z macek chwyciła kapitana i jego również wyrzuciła za burtę.

Basia chwyciła Stasia za rękę i powiedziała:

-Stasiu, boję się. Co teraz? Boję się tego potwora!

W tym momencie pojawiła się syrenka.

– Zawołałam mojego przyjaciela, poczciwego Krakena. Poprosiłam go o pomoc. Nie bójcie się, on nikomu nie zrobi krzywdy. Zaniesie wasz statek do portu, a tam piraci zostaną zaaresztowani.

– Oj nie wiem  – powiedział Staś – wszyscy piraci skoczyli do wody i uciekli, a Kraken wyrzucił kapitana.

Kraken – ogromna ośmiornica – jedną macką trzymał stateczek i płynął w kierunku stałego lądu. Kapitan kazał wyprowadzić mężczyzn z ładowni, zwrócono również zabrane pieniądze i kosztowności. Niestety nie podano obiadu, ale nikt nie czuł głodu. Pasażerowie wciąż byli w szoku, a załoga opowiadała sobie, że dziadek, czy babcia tego i owego opowiadali im baśnie i legendy o Krakenie.

Kiedy widać było brzeg – stwór morski odpłynął, a kapitan bezpiecznie wprowadził statek do portu.

Tak zakończył się niezapomniany rejs wycieczkowy.

 

Opowiadacie dzieciom własne bajki? Lubią słuchać opowieści o sobie?

Jakie motywy lubią Wasze dzieci?

Staś lubi straszne przygody, niebezpieczeństwa i elementy nadprzyrodzone. Bliźniaki lubią, gdy w bajeczkach pojawiają się zwierzęta.

Basia skupia się wyraźnie, gdy to ona jest bohaterką, bardzo się utożsamia. 

 



Syrena

Wakacje na Chorwacji były fajne. Można było zrywać figi prosto z drzew, biec po stromym zboczu w stronę morza, nosić wodę w wiaderku i polewać kamienie. Dzieciom podobał się także pies sąsiadów – śliczna Ruby, która z radością się z nimi witała. Ich własny pies – Cerber – został w domu.
Kiedy pewnego popołudnia Staś założył maskę i zanurkował – na dnie zobaczył muszlę. Szkła okularów powiększały obraz i muszla wyglądała na bardzo okazałą. Nie bez trudu udało mu się w końcu zejść na dno i wyłowić skarb. Muszla była bladoróżowa i gładka.
– Zobaczcie co znalazłem – zawołał z triumfem, a Basia i Franek podbiegli do niego. Basia zaczęła wyrywać mu muszlę z rąk, ale Staś powiedział:
– Po kolei. Proszę Basiu – podał jej muszlę – zobacz, a potem daj też Franiowi, dobrze?
Basia skinęła głową. Uważnie przyjrzała się muszli.
– Moja będzie, dobrze? Ma taki różowy kolor.
– Dziewczyński – dodał Franek. – Pokaż!
Basia podała bratu muszlę, Franek obejrzał ją, zajrzał do środka, wsadził palec, próbował odkryć coś więcej, w końcu dmuchnął do środka. Muszla zagrała. Cichutko. Ale dźwięk ten porwany przez podmuch wiatru poniósł się po zatoce. Ruby leżąca na sąsiednim pomoście podniosła uszy. Woda w naturalnym baseniku pomiędzy skałkami zapluskała i wynurzyła się z niej syrena.
– Witajcie – przywitała się z dziećmi – o, znaleźliście moją muszlę.
– To twoja muszla? – spytała Basia – bardzo piękna! Ma taki różowy kolor, mój ulubiony.
– Chcesz, możesz ją zatrzymać. To prezent – odpowiedziała jej syrenka z uśmiechem
Zaraz też popatrzyła na chłopców i zobaczyła ich rozczarowanie, że Basia została tak wyróżniona. Staś udawał, że nic wielkiego się nie stało, ale przecież to on wyłowił muszlę. On mógłby zdecydować, że muszla będzie wspólna, albo mógł ją oddać siostrze.
– Wam też coś przyniosę – zaproponowała syrenka i zniknęła w wodzie.
Kiedy syrena nurkowała gdzieś w głębinach, dzieci wyszły z wody i na kamiennym pomoście prowadziły ożywioną dyskusję na temat nowej znajomej.
Niedługo później syrenka wypłynęła na powierzchnię i pomachała dzieciom. Staś, Basia i Franek założyli swoje dmuchane kółka i weszli z powrotem do wody. Woda była ciepła, ale przyjemnie chłodziła podczas upału.
– To dla ciebie – rzekła syrenka podając Frankowi kawałek koralowca – a to dla ciebie – zwróciła się do Stasia podając mu stary kompas.
Dzieci pobiegły schować swoje skarby w wiaderkach na brzegu, zaraz wróciły do wody i zaczęły bawić się z nową znajomą. Chlapali na siebie nawzajem słoną wodą, która przecudnie mieniła się w bezlitosnym słońcu, syrenka ciągnęła ich za kółka dmuchane, wirowali razem w wodzie, śmiali się głośno. W pewnym momencie tata zawołał ich i każdemu dał kawałek soczystego, pachnącego melona.
– Daj mi jeszcze jeden kawałek – poprosił Staś – to dla syreny.
Tatuś uśmiechnął się i podał mu jeszcze jeden kawałek, a Staś zaniósł go syrence.
– Mmmm! Pycha! Co to jest? Nigdy czegoś takiego nie jadłam – zachwycała się syrena
– To melon – odpowiedziała Basia
– Czekaj, przyniesiemy ci jeszcze coś! – zaproponował Franek i pobiegł do rodziców po inne owoce.
Basia pobiegła zaraz za nim. Po chwili wrócili niosąc figi, banana, gruszki i kawałek arbuza. Syrenka próbowała wszystkich owoców.
– Wszystko świetne. Takie soczyste i słodkie. Coś niesamowitego. Najbardziej smakuje mi melon – powiedziała w końcu.
Dzieci bawiły się razem z syrenką do obiadu. Rodzice byli nawet zdziwieni, że nikt nie marudzi i nie ciągnie ich już z plaży, mama czytała w cieniu parasola, co jakiś czas wstawała i robiła zdjęcia jachtom, mewom i jeżowcom. Tata opalał się leżąc z zamkniętymi oczami. W końcu jednak rodzice zawołali dzieci i poszli na obiad.
Po południu znów wrócili na pomost na plaży. Basia wyjęła muszlę i dmuchnęła w nią delikatnie i po chwili w płytkiej zatoczce znów pojawiła się ich nowa towarzyszka zabaw.
– Jesteście nareszcie. Strasznie się nudziłam i czekałam na was pluskając się z delfinami przy tamtej wyspie.
Tata napompował im niewielki ponton i dzieci wsiadły do niego, a syrenka holowała je na głębszą wodę. Tam zanurkowała i powróciła z przepiękną muszlą perłopława z perłą w środku. Mimo, iż było już późne popołudnie upał dawał się we znaki. Staś powoli i ostrożnie wszedł do wody i poprawił okularki do pływania. Woda miała idealną temperaturę i przyjemnie chłodziła. Basia poprawiła swoje kółko i wskoczyła do wody. Zaśmiała się radośnie i zawołała Franka. On jednak nie chciał, trochę się bał. Syrena i Basia przekonywały go chwilę. W końcu Franek wskoczył do wody, zanurzył się głęboko, a kiedy wypłynął śmiał się głośno i parskał. Wydawało się, że słona woda w ogóle mu nie przeszkadza. Zaczął kopać nogami i opłynął ponton dookoła.
Syrena wydała z siebie jakiś dziwny, wibrujący dźwięk i za chwilę do dzieci podpłynęły cztery małe delfinki. Kawałek dalej pływał większy delfin, ale nie zbliżał się do nich.
– To moi przyjaciele – powiedziała syrenka wskazując na delfiny – a tam pływa ich mama – wskazała dorosłego delfina nieopodal
Młode delfinki były skore do zabawy i do figli, zaraz też znalazły wspólny język z dziećmi.
Od tej pory każdego dnia dzieci większość czasu spędzały na zabawach z delfinami, lub na długich rozmowach z syrenką, która siadała na skałach i z wielkim zaciekawieniem słuchała opowieści o przedszkolu, śniegu, sankach, świętach Bożego Narodzenia. Jej opowieści z morskich głębin były równie fascynujące dla rodzeństwa.
Pewnego upalnego dnia dzieci, jak zwykle wzięły swój ponton, założyły rękawki do pływania i koła ratunkowe i wraz z syrenką wypłynęły na środek zatoczki. Kiedy wesoło i z werwą pływały na grzbietach delfinków, karmiły je rybkami i ciastkami, powierzchnia wody zaczęła falować. Zerwał się mocny wiatr, fale stawały się coraz większe . Jedna z nich porwała ponton i zaniosła go na małą skałę wystającą z wody. Skałę tę upodobały sobie również jeżowce. Pontonik rzucony przez falę wpadł na jeżowce, których ostre kolce przebiły zabawkę (tak, niestety była to tylko chińska zabawka) i z pontonu szybko wyleciało powietrze. Tymczasem fale stawały się coraz mocniejsze i żadnemu z dzieci nie było łatwo utrzymać się na wodzie. Zaczynały być zmęczone, coraz szybciej opadały z sił. Staś podpłynął do Franka, chwycił jego koło i próbował pociągnąć za sobą w stronę brzegu, ale potężna fala zalała ich obu. Chłopcy jednak szybko wypłynęli na powierzchnię. Staś spróbował podpłynąć do siostry, ale kiedy był tuż obok, już miał wyciągnąć rękę – kolejna fala porwała ją i odsunęła kilka metrów dalej.
– Szybko! Płyńcie do mnie! Basiu, daj rękę, Franio! – wołał Staś
Syrenka gwizdnęła i delfinki podpłynęły do dzieci. Basia chwyciła płetwę delfinka:
– Dzięki! Pomóż, ja nie umiem – powiedziała do niego, a delfinek popłynął z nią w stronę Stasia.
Franio też mocno chwycił delfinka i wdrapał się na jego grzbiet, dzięki jego pomocy podpłynął do rodzeństwa. Dzieci chwyciły się za ręce, ale kolejna fala znów je rozdzieliła. I z każdą napływającą falą byli coraz dalej od brzegu. Ale delfinki wiedziały już co robić. Każdy pilnował jednego z dzieci. Syrenka chwyciła Basię i Franka, Staś złapał Franka i próbowali razem płynąć w stronę brzegu. Walka z falami była długa, ale dzięki temu, że obecność delfinów dawała im poczucie bezpieczeństwa – płynęli z zapałem i bez strachu. Mała syrenka machała ogonem ciągnąc za sobą całą trójkę. W końcu dzieci wyszły na brzeg.
– Mamo, fala zabrała nam ponton, który przebił się o jeżowce i nie mogliśmy wrócić – relacjonował Staś.
– Ale delfinki nam pomogły – dodała Basia.
– I syrenka – uzupełnił Franek.
– To fantastycznie, że macie takich przyjaciół – ucieszył się tata.
A mama podbiegła do brzegu i krzyknęła w stronę morza
– Dziękuję Wam! Syrenko, delfinki, dziękuję!