Tag Archives: jeż

Jeże

Basia biegła z przodu wypatrując piesków, Staś szedł obok mamy i opowiadał coś zawile o superbohaterach, zasadzkach na agentów, o pułapkach i walce. Franek został z tyłu i grzebał patykiem w zaschniętym błocie na ścieżce. Wróżka Shila pod postacią psa (ale i tak wszyscy w domu wiedzieli, że jest wróżką) krążyła wokół i co jakiś czas przybiegała do mamy. Wyszli z zagajnika na polanę, na której rosło kilka niedużych, ale mocnych dębów – wprost idealnych do wspinania się na ich konary. Staś pobiegł do przodu krzycząc, że dziś wejdzie wyżej niż ostatnio.

– Ja będę pierwsza! – krzyknęła Basia do brata i popędziła za nim.

– Ja będę pierwszy! – zawołał Franek z tyłu i ruszył pędem przed siebie.

Tymczasem Shila czarodziejską różdżką zrobiła przejście pośród ostrych jeżyn i weszła do tajemnej kryjówki.

– Hej, małpiatki, złaźcie z drzewa – zawołała wróżka do dzieci – chcę wam kogoś przedstawić.

– Nie jestem małpiatką, jestem psem  – rezolutnie odpowiedziała Basia – mamo, jakim psem jestem? – dziewczynka zwróciła się do mamy stojącej nieopodal.

– Pewnie posokowcem – mama podała pierwszą rasę, jaka przyszła jej na myśl.

Oczy dziewczynki rozbłysły.

– Tak! Jestem posokowcem!

– Hej posokowce, chodźcie poznać rodzinkę jeży! – zawołała Shila ponownie.

– Ja będę pierwszy – krzyknął Staś zeskakując z gałęzi.

– Ty nie będziesz pierwszy! Ja będę pierwszy – zawołał Franek i popędził za starszym bratem.

– Nie ścigajmy się – powiedziałą Basia pędząc przodem.

– Chodźcie ostrożnie, wyczarowałam przejście, ale i tak ostre ciernie mogą was zranić – powiedziała Shila, kiedy cała trójka przybiegła do kępy jeżyn.

Dzieci posłuchały Shili i ostrożnie przechodziły pod kolczastymi pędami. W końcu cała trójka znalazła się w środku. Nachylili się i zobaczyli dwa malutkie jeżyki i jednego większego.

– Jak wy tu wchodzicie, przecież przez te kolce ciężko się tu wedrzeć – zauważyła Basia

– To prawda – odparła mama jeż – dlatego właśnie jesteśmy tu bezpieczne. Nikt nie może dostać się do naczego domku.

-A my jesienią spotkaliśmy jeże i pomogliśmy im przedostać się do innej części lasu – powiedział Franek.

– Bo my wszystkim pomagamy – dodał Staś – jesteśmy superbohaterami, tylko nie mamy laserów w oczach.

– Ale macie wróżkę – pisnął jeden z malutkich jeżyków – mamo, ja też chcę taką wróżkę.

– Co będziemy robić?  – spytał Staś – może wyjdziecie z nami na łąkę, pobawimy się razem? – zaproponował.

– My się stąd nie ruszymy – odparła mama jeż – to bardzo niebezpieczne.

– Możecie nam pomóc?

– Jasne! Powiedzcie tylko, co wam grozi – powiedział Staś.

– Pod koniec każdego miesiąca na polanę przylatują straszne stworzenia, podobne do ptaków. Wyszukują jeże, porywają je, zanoszą do swoich siedzib i tam zjadają. Często też zastawiają pułapki, więc nawet kiedy ich nie ma – jest to dla nas bardzo niebezpieczne – wyjaśniła z westchnieniem mama jeżowa.

W tym momencie na drzewie w pobliżu kryjówki jeży usiadła sójka i powiedziała jeżom, że straszne stwory właśnie nadlatują. Szybko odleciała, choć dla niej nie stanowiły zagrożena.

Dzieciaki  przypatrywały się temu, co działo się na polance.

Nad łąkę przyleciały trzy ogromne czarne ptaki z głowami rysiów, usiadły ciężko na ziemi i zaczęły węższyć. Basia pisnęła wystraszona i stwory odwróciły głowy w jej stronę. Staś zakrył jej buzię, ale się nie odezwał. Przerażone jeżyki zakopały się w swojej norce.

Nagle na polanę wbiegł potężny labrador i ptaszyska odleciały spłoszone. Pies spokojnie poszedł dalej.

– Ufff – odetchnął Staś głęboko – było blisko. Co zrobimy? – zwrócił się do Shili.

Wróżka zaproponowała wybudowanie pułapki. Dzieci wyszły ostrożnie z kępy jeżyn i zabrały się do pracy. Kiedy pułapka była skończona Shila wypowiedziała zaklęcie i przybrała postać jeża. Stanęła na środku jako przynęta, a dzieciom kazałą ukryć się w krzakach.

Po chwili ptaszyska znów nadleciały, a kiedy zobaczyły jeża – szybko postanowiły go pochwycić. I wpadły w zasadzkę.

Shila znów przybrała swą naturalną postać, dzieci wybiegły z kryjówki i złapały groźne stworzenia.

– Wypuście nas, proszę! – zawołał największy z ptaków.

– Wypuścimy was pod warunkiem, że już nigdy więcej nie przylecicie na tę polanę i zostawicie jeże mieszkające w tym lesie w spokoju – powiedział Staś, a Basia kryjąca się za jego plecami zrobiła groźną minę.

– Jeśli jeszcze raz usłyszymy, że niepokoicie naszych przyjaciół to gorzko tego pożałujecie – dodał Franek.

Ptaszyska uroczyście obiecały, że więcej się tu nie pojawią i odleciały.

Od tego czasu jeżyki mogły spokojnie wychodzić ze swą mamą na spacery po lesie i po łące, kryły się tylko przed psami, a czasem przed dziećmi, gdy bawiły się z nimi w chowanego.

Shila na spacerach włazi w ostre jeżyny, odkrywa kryjówki jeży i mi je pokazuje :)

 



Bajka o jeżach

 

To było wczesne jesienne popołudnie. Dzieci spacerowały z mamą po lesie, wszyscy szli znajomymi ścieżkami, Basia pchała wózek dla lalek, Franek wywijał smokiem zawieszonym na sznurku, a Staś wymachiwał patykiem ćwicząc ciosy i gardy. Było bardzo ciepło jak na tę porę roku, pomiędzy drzewami unosiły się niteczki babiego lata. Czuć było zapach jesieni: lekki zapach dymu przywiany z daleka, zapach opadłych liści. Słońce było już nisko, ale nadal dawało ciepło, promienie ukośnie padały przez pożółkłe liście. W pewnym momencie Franek zauważył jakieś stworzonko drepczące hałaśliwie po liściach.

– Patrzcie, jakaś kolczatka! Zobaczcie! – zawołał.

Zaraz podbiegła do niego Basia i Staś, który przepchnął się, potrącając siostrę.

– To jeż – powiedział.

-O jeżyk! Jaki ładny! Wezmę go do domu – powiedziała Basia nachylając się nad jeżykiem, który ze strachu zwinął się w kulkę.

Zaraz też ukłuła się o jego ostre kolce.

– Nie można zabierać go z jego domku – zauważył Franio – on tu mieszka, tu czuje się bezpiecznie.

Franek pogrzebał w kieszeni i wydobył kawałek jabłka, które podał jeżykowi.

– Masz, zjedz sobie!

– Ojej, Franio, jeże nie jedzą jabłek – powiedział Staś – jeże lubią mięsko. Poszukajmy jakiejś dżdżownicy dla niego.

Dzieci zaczęły kopać w ziemi, aż w końcu znalazły dżdżownicę, którą Staś trzymał z obrzydzeniem dwoma palcami.

-Ohyda! – skrzywiła się Basia

Kiedy jeż zobaczył poczęstunek – ku zdziwieniu dzieci powiedział:

– Dziękuję! Szykuje się wspaniała uczta. Muszę na nią zawołać moją rodzinę. Poczekacie?

Dzieci szeroko otworzyły buzie, ale nikt się nie odezwał. Kiwnęły tylko głowami. Jeż zniknął w stercie liści, a po chwili – z wielkim hałasem wytoczyły się stamtąd cztery kolczaste kulki.

– Poznajcie moją rodzinę: to moja żona Jeżyna, to moja córeczka – Jeżynka, ten mały to Jerzyk, a ja jestem Jerzy. Dziękujemy za poczęstunek.

Jeżowa rodzinka przywitała się z dziećmi. Potem opowiedzieli dzieciom o swoim zmartwieniu:

– Zbliża się zima, a my nie możemy tu zapaść w zimowy sen. W tej części lasu spaceruje bardzo dużo psów, przychodzą tu z osiedla bloków i z domków jednorodzinnych, bez problemu odnajdują nasze kryjówki, straszą nas i nasze dzieci. Mnóstwo ludzi tu przychodzi – dzieci takie, jak wy, ale mniej grzeczne, nieprzyjazne, rowerzyści. Oj, nie możemy tu zostać.

– Trzeba wam znaleźć lepszą kryjówkę – powiedział Staś.

– Tak, już nawet wiemy gdzie. Tam, po drugiej stronie tej ruchliwej ulicy jest ten sam las, ale w tamte rejony mało kto się zapuszcza. Nie ma tam ścieżek, nikt nie spaceruje tam z dziećmi, ani z psami. Tam bylibyśmy bezpieczni – odparł Jerzy.

– Tylko niestety nie mamy się jak tam dostać – dodała Jeżyna – samochody pędzą, mogłyby przejechać któreś z naszych dzieci.

– Może my was przeprowadzimy? – zaproponował Franio.

– Ale jak? Oni strasznie kłują! – przypomniała Basia.

– Mam pomysł! – krzyknął Staś – wsadzimy jeże do twojego wózeczka dla lalek i przewieziemy je na drugą stronę!

Jeżyki miały mięciutkie brzuszki bez kolców, delikatnie i ostrożnie weszły dzieciom na ręce i zeszły do wózeczka. Staś ostrożnie pchał wózek, Basia trzymała się z prawej strony, a Franek z lewej.

– Mamo! Możemy iść do tamtej części lasu? – zapytał Franek, kiedy zbliżyli się do mamy.

– Kochani, a po co? – zapytała mama – tam jest bardzo ruchliwa ulica – dodała.

– Musimy przewieźć jeżową rodzinkę, bo tutaj ciągle jakieś psy i niegrzeczne dzieci im dokuczają – wyjaśniła Basia.

– Są tu, w Basi wózku – dodał Franek.

– No to chodźmy – powiedziała mama i ruszyła wraz z dziećmi.

Kiedy znaleźli się po drugiej stronie, okazało się, że ten las wygląda zupełnie inaczej. Krzaki rosły w nim o wiele gęściej, było ciemno, nie było wygodnych i znajomych ścieżek, tylko zwalone pnie porośnięte mchem. Zabawkowy wózek dla lalek pchało się bardzo niewygodnie, kółka wciąż zatrzymywały się na wystających korzeniach, zaplątywały w gałązki na poszyciu, ale Staś nie poddawał się. Dzieci weszły w głąb nieznanego lasu w poszukiwaniu najwłaściwszego miejsca dla rodziny jeżów. W końcu dotarły do starej, na wpół spróchniałej kłody. W jej pobliżu dzieci usypały wielką górę z liści.

– Och, dziękujemy wam bardzo za pomoc – powiedział Jerzy – tu spędzimy zimę.

– Śpijcie dobrze. Niech wam się przyśni wiosna i spotkanie z nami –  odpowiedziała Basia.

– Do zobaczenia!

 

Jeż europejski w Polsce podlega ścisłej ochronie gatunkowej.

 

Spotkaliście ostatnio jeża?

My nie.

Dziś na spacerze widzieliśmy tylko wiewiórkę.

Stasiowi w tej bajce brakowało niebezpieczeństwa. A Wy co sądzicie? Dodać trochę grozy w następnej opowieści?