Tag Archives: kwiaty

Majowy Deszcz

To była pierwsza wiosna wróżki Eulalii, pierwsza samodzielna wiosna – mówiąc dokładniej. Wcześniej przyglądała się pracom dorosłych wróżek, pomagała im troszkę. Tym razem jednak zupełnie samodzielnie musiała wszystko przygotować.

krople

Najpierw obudziła rośliny wieloletnie – siadała przy każdej i śpiewała im piosenki. W drzewach i krzewach zaczynały krążyć soki i rośliny powoli budziły się z zimowego snu. Na gałązkach pojawiły się pierwsze pączki, z nich rozwinęły się świeże i delikatne zielone listki.

Potem musiała spulchnić ziemię, w którą wsiała nasionka.

„Świetnie! Eulalia chce nas nakarmić!” – zaćwierkotały radośnie wróbelki i o świcie przyleciały do ogródka wróżki. Z wielkim zapałem wydziobały prawie wszystkie ziarenka.

Kiedy nadleciała wróżka – wróbelki podziękowały jej serdecznie:

„Ach, Eulalio, wspaniałą ucztę nam zgotowałaś! Dziękujemy bardzo” – i odleciały ćwierkając wesoło.

Eulalia westchnęła: „Ojej, wróbelki zjadły wszystkie moje nasionka! Dobrze, że zostało mi jeszcze trochę”. Wróżka wysiała ponownie nasionka. „Teraz muszę je zabezpieczyć. Jak to robią wróżki? Ach tak, przecież muszę wypowiedzieć zaklęcie” – przypomniała sobie Eulalia:

„Niech rabatek strzegą skrzaty

By nie zjadły nasion wróble

Bo z nich tu wyrosną kwiaty

Które każdy bardzo lubi”

Powiedziała Eulalia machając nad rabatką swą różdżką.

I rzeczywiście – więcej wróble nie przyleciały.

Nasionka zaczęły kiełkować, ale rosły bardzo powoli. Wszędzie dookoła rośliny zaczynały kwitnąć, a u wróżki Eulalii widać było dopiero maleńkie listeczki.

„O czymś zapomniałam” – zmartwiła się mała wróżka.

„Aaa!” – wykrzyknęła w pewnym momencie– „promyczki! Potrzebuję ciepłych, złotych promyczków!”

Niech promyki słońca

Ogrzeją rabatki

Niech rosną bez końca

Moje piękne kwiatki”

Wróżka wypowiedziała zaklęcie i machnęła różdżką.

Słoneczne promyki oświetliły zagonek.

Jednak rośliny nadal rosły wolno, a nawet zaczęły więdnąć i schnąć. Biedna mała wróżka zamartwiała się, plewiła, latała nad ogródkiem, ale to nie przynosiło efektów.

Usiadła na ławeczce i zaczęła płakać.

„Nic nie będzie z moich kwiatków, nic. Nie jestem dobrą wróżką wiosenną.”

Wtedy w drzewach zaszumiał wiatr, usłyszał płacz małej wróżki, zaniósł jej skargę daleko, do chmur.

W chmurach kropelki zrobiły naradę: „Musimy pomóc Eulalii, to jej pierwsza samodzielna wiosna, zupełnie o tym zapomniała” – powiedziały kropelki i zawołały Majowy Deszcz.

„Majowy Deszczyku, dzięki tobie wszystko rośnie. Twoją misją jest dziś ogródek małej wróżki Eulalii”.

Majowy Deszcz zebrał do konewki najlepsze z kropelek i poleciał z wiatrem do ogródka smutnej wróżki. Deszczyk zaczął padać, padać intensywnie, tak jak deszcz w maju, zrosił dobrze zagonek, który szybko się zazielenił. Rośliny podniosły się, zaczęły rosnąć intensywnie.

Kiedy nazajutrz pojawiła się wróżka – zobaczyła rabatkę, rośliny były wysokie, intensywnie zielone, pokryte srebrzystymi kropelkami.

Eulalia klasnęła z radości w ręce i zawirowała w powietrzu. Wtedy znów spłynęły złociste promienie słońca, a kwiaty otworzyły się pokazując swe

przepiękne, żywe kolory.

tulipan

 

Wieczorem znów przybył Majowy Deszcz i obficie podlał łąki, lasy, pola i ogrody, a także malutki ogródek wróżki Eulalii.

Och, jak pięknie wszystko rośnie po Majowym Deszczu.

Jaką macie pogodę? Odwiedza Was Majowy Deszcz?



Królowa Pszczół i przepis na majowy miodek z mleczy

Majowe słońce grzało mocno. Jak w lecie. Majowy deszcz obficie zrosił łąkę i las poprzedniego dnia, jednak po nocy jedynym jego śladem była bujna zieleń. Na ukwieconej łące uwijały się pracowite pszczoły. Dzieci pobiegły do ogrodu, goniły się wokół domu. Mama przez otwarte okno słyszała odgłosy sprzeczki i ciągłej rywalizacji:

– Ja będę pierwszy!

– Nie, ty oszukałeś, ruszyłeś za wcześnie!

– Sam oszukałeś!

– Będę pierwsza, nie dogonicie mnie!

Jednak nie zwracała na nie większej uwagi, wierząc, że dzieciaki same świetnie sobie poradzą.

Nagle usłyszała kaszel jednego z dzieci, za chwilę kolejnego. Postanowiła zrobić syrop z cebuli i miodu.

– O nie! skończył się nam miód – szepnęła cicho do siebie, kiedy sięgnęła po słoik.

– Witaj – zabrzęczało coś cicho, ale słodko.

Mama rozejrzała się, ale nie zauważyła nikogo.

– Witaj, to ja, Królowa Pszczół.

Teraz mama wiedziała już, czego wypatrywać i zaraz spostrzegła dostojną Królową. Wyglądała jak wielka pszczoła w koronie i królewskim płaszczu w kolorze miodu.

– Witaj Wasza Wysokość – dygnęła mama w ukłonie.

– Nie masz miodu, ale jak chcesz, nauczę cię robić miód – rzekła Królowa – nazbieraj 500 kwiatów mlecza, tych złocistych słoneczek mniszka lekarskiego. O, teraz jest dobra pora, bo kwiaty otwierają się do słońca. Najlepsze są te zbierane koło południa.

Mama wzięła koszyk, wsadziła do niego Królową i razem pobiegły na łąkę. Szybko uzbierała pięćset kwiatów, bo dzieci chętnie przyłączyły się do pomocy. Królowa fruwała od kwiatu do kwiatu wskazując te z największą ilością nektaru.

Kiedy kwiaty zostały zebrane – mama ułożyła je na czystych kartkach papieru, a Królowa unosiła się nad nimi i machała swym malutkim, złocistym berłem.

mniszki

Po pewnym czasie Królowa Pszczół powiedziała do mamy:

– Wszystkie owady opuściły już kwiaty mlecza. Teraz zalej je litrem źródlanej wody i dodaj cytrynę pokrojoną w plastry.

– Czy mam ją obrać ze skórki? – zapytała mama.

– Nie, nie trzeba. Gotuj kwiaty na wolnym ogniu przez kwadrans.

Mama posłuchała Królowej, a ta znów uniosła się nad garnkiem wypełnionym żółtymi kwiatami i kilka razy machnęła berłem, jak magiczną różdżką.

– Co teraz? – spytała mama po kwadransie.

– Zostaw garnek z zawartością na dobę. Możesz wynieść na ganek.

Minęła noc, a następnego dnia po południu Królowa Pszczół znów przyleciała z cichutkim brzękiem i przypomniała mamie o miodzie z mleczy:

– Teraz przecedź starannie przez gazę, odciśnij dokładnie.

Mama postępowała zgodnie z instrukcjami Królowej.

– A co z kwiatami – spytała – w sumie nie przypominają już kwiatów, to raczej jakaś breja, ale pachnie fajnie.

– Możesz je wyrzucić na kompostownik. Teraz dodaj do wywaru kilogram cukru.

– Kilogram? – zdziwiła się mama, a Królowa skinęła głową.

– Postaw to na wolnym ogniu i gotuj przez dwie godziny często mieszając. Powstanie pyszny mniszkowy syrop.

Królowa ponownie wzleciała nad gotującym się miodkiem i znów zatoczyła berłem nad miksturą.

Po dwóch godzinach mama wlała gęsty, pachnący syrop w kolorze miodu do wyparzonych słoiczków.

- Możesz użyć miodku, jako syropu na kaszel, możesz nim polać gofry, lody, naleśniki, placuszki z jabłkami, możesz dodać dzieciom do herbaty malinowej, a w przeziębieniu – do herbaty z lipy – powiedziała Królowa Pszczół – jest słodki, pachnący, smakuje jak nasz miód i buduje odporność – dodała i odleciała.miodek z mniszka

Tadam! Mama z pomocą Królowej Pszczół wyczarowała miodek! Smakuje świetnie (jak miód) i wygląda pięknie (jak złocisty, klarowny miód)

Spróbujcie, jeśli macie dostęp do ekologicznych, czystych kwiatów mniszka lekarskiego. I Królowa Pszczół nie będzie Wam do tego potrzebna :) Ostatni dzwonek, bo za chwilę łąki pokryją się białymi dmuchawcami.