Tag Archives: lekarstwo

Bajka o koparce

Pewnego jesiennego i mglistego dnia dzieci poszły na spacer w okolice budowy. Z jezdni robotnicy przy użyciu jakichś maszyn zerwali asfalt, ulicę zamknięto.  Staś ze swoim kolegą Wiktorem zawzięcie dyskutował o tym, co też w tym miejscu powstanie:

– Chyba wybudują tu lodowisko.

– Albo basen! Wykopią dziurę i napełnią wodą.

– A może wielką górę do jazdy na sankach?

– Albo na nartach!

– No, z tej samej góry będzie można zjeżdżać na nartach i sankach.

Chłopcy mieli wiele pomysłów na zagospodarowanie tego odcinka jezdni.

Potem Wiktor poszedł do domu, a Staś z bliźniakami zostali jeszcze w okolicach intrygującego ich miejsca. Kiedy podeszli bliżej spotkali walca i koparkę. Koparka była duża i żółta, a Staś szybko zauważył, że jest chora i kaszle. Zbliżyli się do niej ostrożnie.

– Ojej,  chyba jesteś przeziębiona? – spytała Basia, która usłyszała uwagę starszego brata dotyczącą stanu zdrowia maszyny.

– To prawda – wychrypiała koparka – czuję się fatalnie i przez to nie mam siły pracować.  Zaczynamy mieć zaległości. W dodatku inne maszyny boją się, że się zarażą i trzymają się ode mnie z daleka – koparka rozkleiła się na dobre i zaczęła płakać.

Franio czule pogłaskał ją po korpusie (no dobra, po brzuszku), a Staś zaproponował, że pobiegną szybko do Uli-Leśnej Babci po lekarstwa na kaszel i przeziębienie.

– Mam nadzieję, że to mi pomoże – jęknęła cicho koparka.

Dzieciaki odwróciły się i pędem udały do wróżki.

Ula-Leśna Babcia siedziała akurat w swojej izdebce i opowiadała bajki o misiach, elfach i krasnoludkach, a wokół niej na podłodze siedziały małe zwierzątka i leśne skrzaty.

Staś przeprosił grzecznie i przerwał opowieści wróżki mówiąc:

– Wróżko, wróżko! Potrzebujemy lekarstwa! Koparka jest chora, strasznie kaszle!

Ale wróżka bezradnie rozłożyła ręce i powiedziała:

– Drogi chłopcze. Z radością przyrządziłabym mój syropek, ale niestety, potrafię leczyć jedynie żywe stworzenia – zwierzęta małe i duże, ptaszki, dzieci, elfy i duszki. Nie znam się na leczeniu maszyn.

Dzieci smutno zwiesiły główki i wyszły z chatki dobrej wróżki. Staś jednak nie poddawał się i powiedział, że poszuka ratunku w Internecie. Razem z rodzeństwem poszedł do domu i zasiadł do komputera, by znaleźć przepis na syrop dla chorej koparki. Kiedy przejrzał kilka stron – poprosił mamę o stary olej, czosnek, syrop z cebuli. Wymieszali to dokładnie i przelali do dużego słoika. Następnie dzieciaki zaniosły specyfik chorej koparce.

Maszyna rzeczywiście poczuła się lepiej po wypiciu specyfiku. Z wdzięczności zabrała dzieciaki na przejażdżkę. Oj, bardzo się całej trójce podobała ta jazda w kabinie koparki, która pokazała im swój popisowy numer z obrotem, stanęła na swojej łyżce i wykopała też niezłą dziurę w ziemi.

Kiedy dzieci wysiadły już z pojazdu zbliżył się operator koparki. Czule poklepał swoją przyjaciółkę po łyżce i podziękował dzieciom za pomoc, a oni podali mu słoik z resztą lekarstwa.

– Nikt mi nie wierzy, kiedy mówię, że ona czuje i rozumie, wszyscy myślą, że to taka zwykła maszyna, a tak nie jest. Ja wiem swoje – mrugnął do dzieci porozumiewawczo.



Łąkowe elfy i leśna wróżka

Przenieśmy się dziś do lata. Ukwiecona łąka, która od wiosny nie widziała sianokosów. Brzęcząca od owadów, pachnąca słodko, pełna własnego sekretnego życia w kolorach wszystkich polnych kwiatów.

Dzieci goniły się po łące i chowały w głębokiej trawie. Staś ukryty przed rodzeństwem z fascynacją przyglądał się żuczkowi, który konsekwentnie brnął przez przeszkody w postaci coraz to nowej grudki ziemi, uschłej trawki, czy wielkiego liścia. Franek leżał na plecach i przyglądał się chmurom przepływającym po jasnym, błękitnym niebie, ptakom fruwającym nad łąką i odlatującym w stronę drzew. Basi trudniej było zbyt długo się ukrywać, podskakiwała i wołała braci, biegała, a kiedy próbowała się schować – zaraz było słychać jej śmiech.

W pewnym momencie Staś zobaczył zielonego ludzika ze skrzydełkami ubranego w strój z traw i płatków kwiatów.

– Witaj! Kim jesteś?

– Jestem elfem łąki – odpowiedział – a ty jesteś ludzkim dzieckiem, tak?

– Tak! Jestem chłopcem! Mam na imię Staś. Chodzę do przedszkola, ale teraz przyjechaliśmy na weekend na wieś. Mam też rodzeństwo – Basię i Franka. Oni są bliźniakami, bawię się z nimi w chowanego i berka równocześnie. Chociaż ja to jestem agentem do  zadań specjalnych i dżentelmenem, i pomagam słabszym…. – Staś nie przestawał mówić.

– Pomagasz słabszym? – przerwał mu elf – czyli mniejszym też, prawda?

– Tak, no pewnie – dziarsko odpowiedział chłopiec.

Zaraz też zawołał siostrę i brata. Kiedy nadbiegli – elf opowiedział im o chorobie swego króla i o tym, że w lesie mieszka Ula Leśna-Babcia dobra wróżka, która potrafi uwarzyć lekarstwo na królewską dolegliwość. Niestety podczas choroby króla elfy nie mogą opuszczać łąki. Poprosił dzieci, by udały się do Uli Leśnej –Babci po pomoc dla króla. Zaopatrzył dzieci w szczegółową instrukcję i cała trójka ruszyła na wyprawę.

Kiedy wchodzili do lasu Staś się zawahał:

– Nie możemy przecież sami wchodzić do tego lasu. A jak się zgubimy?

– No co ty! – Basia lekceważąco machnęła ręką i wkroczyła w cień lasu.

– Chcesz, żeby król łąkowych elfów umarł? – spytał Franek i ruszył za siostrą.

Staś niechętnie poszedł za nimi. Szybko jednak przejął dowodzenie ekspedycją i odczytywał wskazówki zostawione mu przez elfa:

– Strumyk, musimy znaleźć strumyk – powiedział.

– Tutaj płynie – wskazał Franek pod nogi brata.

– Świetnie, a teraz w prawo, wzdłuż strumyka, aż do zwalonego pnia. Nie widać pnia.

– Tam jest pień, ja widzę – zawołał Franio.

I tak przez całą drogę Staś odczytywał instrukcję, Franek odnajdywał znaki, a Basia biegła przodem.

W końcu dotarli do chatki na małej, słonecznej polance. Dzieci raźno weszły do środka.

– Dzień dobry, pani Ulu Leśna-Babciu. Przyszliśmy po lekarstwo dla króla łąkowych elfów  – powiedział Staś, a Basia schowała się za nim.

Ula Leśna-Babcia uśmiechnęła się ciepło do dzieci. Poczęstowała je pachnącym plackiem drożdżowym i zabrała się do przygotowywania eliksiru dla chorego króla. Tymczasem do chatki zaglądały zwierzątka, leśne skrzaty, ptaki –  w poszukiwaniu pomocy, lub po prostu w odwiedziny do Leśnej Babci, która nad wszystkimi roztaczała atmosferę przyjaźni i bezpieczeństwa. Wszyscy lubili słuchać baśni, które opowiadała kręcąc się po izbie. A nie przestawała opowiadać o krasnoludkach, elfach i przygodach zwierzątek, nawet kiedy robiła miksturę dla króla. Kiedy wreszcie skończyła przygotowywać lekarstwo podała je dzieciom, ale przestrzegła je przed złośliwą czarownicą, która ciągle chce jej  robić na złość:

– Próbuje wykradać moje eliksiry i mikstury, rzuca czary na posłańców, pewnie i wam będzie próbowała odebrać tę buteleczkę, albo jakoś was zmylić. Bądźcie czujni i uważajcie na siebie.

Dzieci ruszyły w drogę powrotną, ale droga wyglądała inaczej. Nie mogły odnaleźć charakterystycznych miejsc, zaczęły błądzić. W pewnym momencie Staś potknął się o korzeń, którego wcale nie widział, wywrócił się, fiknął koziołka i wypuścił z rąk buteleczkę od wróżki leśnej. Fruuu! Lekarstwo poszybowało i wpadło w gęste paprocie. Franek usłyszał czyjś złośliwy śmiech, ale krzyk Stasia zagłuszył ten dźwięk. Dzieci zaczęły szukać eliksiru, Franek zanurkował w paprocie i z triumfem wyszedł trzymając w ręce lekarstwo. Wtedy zza jeżyn wyszła mała, pomarszczona i brzydka wiedźma, która chciała wyrwać chłopcu eliksir. Basia rzuciła w nią szyszką, wiedźma zachwiała się i upadła, a Staś chwycił Franka i Basię za ręce i zaczęli biec przed siebie. Szybko wybiegli z lasu, okazało się, że byli tuż przy łące, na której mieszkał chory król i elfy łąkowe. Małe elfy zaraz otoczyły dzieci i zaprowadziły je do siedziby króla. Król miał piękny kwiecisty pałac na środku łąki, który dla niewtajemniczonych wyglądał, jak niepozorny krzak głogu.

Kiedy chory król wypił lekarstwo przygotowane przez Ulę Babcię-Leśną, poczuł się lepiej i elfy urządziły wielkie święto radości i tańca. Stara bajarka usiadła Stasiowi na ramieniu, otoczyły ją elfy, a ona opowiadała piękne baśnie o wróżkach i elfach – i jak dodawała – sama była świadkiem tych przygód.