Tag Archives: smok

Bajka o szewczyku

Miałam okazję wybrać się z dziećmi na spektakl w reżyserii Krzysztof Falkowskiego do teatru Groteska w Krakowie.
Przedstawienie pod tytułem „BAJKA O SZEWCZYKU, CO SMOKA WAWELSKIEGO POKONAŁ. A MIESZKAŃCY KOPIEC CHCIELI MU USYPAĆ” było oparte na znanej legendzie o Smoku Wawelskim.
Był sobie wędrowny szewczyk, który na polecenie króla zawitał pod przesławny krakowski gród.
I była sobie rycząca bestia pożerająca owce i bydło – smok.
Kiedy szewczyk przybył do Krakowa, spotkał przekupkę, która udzieliła mu informacji – o tym, gdzie mieszka król, o smoku i o królewnie.
Tymczasem u króla zjawił się ryczący, głodny i groźny smok. Zażądał barana i zagroził, że jeśli jego żądanie nie zostanie spełnione – pożre królewnę. Król obiecał smokowi, że dostarczy mu owieczkę, choć nie miał pojęcia, skąd miałby ją wziąć. Postanowił zamiast owieczki wysłać trzech dzielnych rycerzy, których zadaniem było pozbycie się smoka.
Nie udało im się to zadanie, ale zdołali uciec :)
Tymczasem szewczyk wpadł na pomysł, by zastosować podstęp.
Wziął skórę barana, napełnił ją siarką, zszył zgrabnie i postawił na 4 patykach zamiast nóg. Uformował też oczywiście głowę, ogonek, przytwierdził rogi.
Smok dał się nabrać – pożarł barana z apetytem.
I zaraz siarka zaczęła go palić od środka. Pobiegł nad Wisłę i zaczął pić i pić i pić aż… pękł.
Król dał szewczykowi królewnę za żonę. Zaproponował też pół królestwa, ale szewczyk za nie podziękował.

Przedstawienie było kukiełkowe. Scenografię zaprojektowaną przez Krzysztofa Falkowskiego i Magdalenę Siejko stanowiła zaczarowana skrzynia – z drzwiczkami, okienkami, zmieniającymi się dekoracjami.
Interaktywna forma angażowała małych widzów. Dzieci wraz z aktorem Rafałem Szumskim tworzyły historię. Śmiały się w głos. Odpowiadały smokowi na pytanie, gdzie są rycerze – część dzieci krzyczała, że nie ma rycerzy nie chcąc zdradzić ich kryjówki, część zgodnie z prawdą krzyczała, że owszem, rycerze są! Byliśmy też świadkami tworzenia rekwizytu na naszych oczach – aktor opowiadając historię ulepił baranka, który przywiódł smoka do zguby.
Wówczas też mieliśmy okazję dowiedzieć się, skąd baranki mają ogonki :)
Opowiedzenie tej historii było tylko częścią spektaklu – drugą część stanowiły ciekawe warsztaty teatralne wraz z kilkoma etiudami teatralnymi w różnych technikach. Cud, miód!

Plakat spektaklu – Teatr Groteska

Serdecznie polecam!



Spacer i inspiracje

Staś, Basia i Franek wracali z przedszkola przez las. Franek zobaczył smoka, Basia powiedziała, że smok płacze, Staś wytłumaczył nam, że spadające płatki śniegu to jego łzy, a płacze dlatego, że zgubił mamę.

Basia chciała przed smokiem uciekać, ale po opowieści starszego brata uznała, że trzeba mu pomóc.

Staś koniecznie chciał pomóc mu znaleźć mamę. Ale dodał, że nie obiecuje, że się uda.

Franek zasnął w sankach, a Basia nagle stwierdziła, że „ojej, zgubiliśmy smoka”.

Nagle dał się słyszeć ryk smoczycy…

ładnie im pracuje wyobraźnia, prawda?

Chyba muszę z tego stworzyć opowieść :)

Pozdrawiam serdecznie :)



Baśń o Królowej Śniegu

100_2236s

Pewnej nocy spadł śnieg. Następnego dnia rano balkon, samochody na dole, a nawet drzewa w lasku – były pokryte mięciutką, białą pierzynką. Dzieci szybko zjadły śniadanie, włożyły swoje narciarskie kombinezony, porwały ślizgi – „jabłuszka” i pobiegły na sanki. Pobliska górka przyciągała dzieciaki z całego osiedla – była więc porządnie wyślizgana. Tak bardzo, że wejście na sam szczyt było już niezłą zabawą, bo każdy zjeżdżał na butach w dół. Kiedy w końcu udało się wdrapać Stasiowi i usiadł na swoim niebieskim ślizgu, zawołał do Basi i Franka:

– Teraz zjadę na moim ciałolocie[1]! Ziu!

100_2124

Chłopiec ruszył w dół zbocza, nabrał prędkości, nagle zachwiał się i przewrócił wpadając w zaspę. Rodzeństwo zaczęło się śmiać, nabrało animuszu i ruszyło z nowym zapałem w górę. Staś wygrzebał się ze śniegu, otrzepał go z twarzy i nie było widać, by specjalnie przejął się wypadkiem – w jego oczach skrzyła się radość, a policzki zarumieniły się.

Druga zjechała Basia, ale niemal w tym samym miejscu, co Staś wpadła w zaspę. Chciała być trochę obrażona, ale tak naprawdę i ją jej własna przygoda rozśmieszyła, więc wygrzebała się ze śmiechem i pobiegła znów w górę trzymając swoje różowe, plastikowe „jabłuszko”.

Franek wyciągnął naukę z przygód Stasia i Basi, postanowił więc zjechać nieco inną trasą, i choć nie nabrał takiej prędkości, jak tamci – dojechał cało na sam dół.

Dzieci zjeżdżały raz za razem, śmiały się głośno, rywalizowały ze sobą. Czas mijał im szybko.

 

W pewnym momencie z nieba zaczęły sfruwać małe, delikatne płatki śniegu, a nad górką zjawiły się przedziwne, białe sanie. W środku siedziała piękna kobieta ubrana w białą futrzaną czapkę, na której skrzył się srebrzysty diadem, jakby z lodu. Była to jedna z najważniejszych zimowych wróżek śnieżnych  – Królowa Śniegu.

– Popatrz Stasiu – Basia wskazała bratu niezwykłe sanie.

– O nie! Jesteś złą Królową Śniegu, porwałaś małego Kaja!  – wykrzyknął chłopiec i schylił się, by zrobić śnieżkę, którą następnie rzucił w kierunku sań – czytałem z mamą baśń Andersena o tobie!

Dzieci zaczęły obrzucać sanie i wróżkę śnieżkami.

– Nie, ja jestem dobrą Królową Śniegu, z innej baśni – wróżka uśmiechnęła się do chłopca – ale widzę, że Tobie nie brak odwagi i waleczności.

– Nie, nie brak! Jestem bardzo odważny i bardzo waleczny – odparł chłopiec i dumnie wypiął pierś, oraz nieznacznie uniósł się na palcach, by wydawać się wyższym.

– Czy w takim razie mogłabym prosić cię o pomoc?

– No nie wiem – zawahał się Staś – powiedz, o co chodzi?

W tym momencie dzieci poczuły ciepły podmuch południowego wiatru.

– O! Zbliża się – wyszeptała wyraźnie wystraszona Królowa.

Płatki śniegu zawirowały wokół niej, ale skinęła nieznacznie ręką i znów śnieżynki zaczęły delikatnie spływać na ziemię, zupełnie naturalnie.

– Co się zbliża? – zapytała Basia przechylając główkę na bok.

– Na górze Żar ma swą siedzibę smok, który chce mnie pokonać. Moi zwiadowcy donieśli mi, że obudził się i wyszedł ze swej jamy. Jest bardzo groźny, zieje na moich lodowych rycerzy ogniem i w momencie zmienia ich w krople wody. Mnie też mógłby rozpuścić, stopić.  Gdyby mu się to udało – nie byłoby śniegu. Chcielibyście zimę bez śniegu?

– Nie! – krzyknęły dzieci chórem.

– Pokonamy go – powiedział Staś z przekonaniem.

Wtedy królowa skinęła ręką i przed dziećmi zawirowały wielkie, mięciutkie śnieżynki w kształcie gwiazdek. Każda była inna, każda była tak duża, jak poduszki rodziców. Basia wskoczyła na śnieżynkę, a ta uniosła się powoli w górę i delikatnie się zakołysała.

– Ale super!

Staś i Franek poszli w ślady siostry. Śnieżne płatki wirowały delikatnie i unosiły się wraz z dziećmi nad czubki drzew. Dzieci podleciały na nich do dachu najbliższego budynku i oderwały po długim i spiczastym soplu.

– Mam szpadę! – krzyknął Staś i machnął soplem.

– Ja też mam szpadę! – powiedział Franek naśladując brata.

Następnie dzieci obniżyły lot, zeskoczyły ze śnieżynek na polanę pokrytą śnieżnym puchem, ulepiły sporo śnieżek, a potem uzbrojone w śnieżną amunicję i lodowe szpady ponownie uniosły się w górę na latających gwiazdkach.

Wtedy znów poczuły na twarzach ciepły podmuch, a zza budynku nadlatywał smok ziejący ogniem.

Zaraz też w jego kierunku poleciała wielka wirująca chmara płatków śniegu. Jednak smok tylko chuchnął w ich kierunku swym gorącym oddechem i płatki śniegu zmieniły się w ogromne krople, które ciężko opadły na ziemię.

– Do boju! – krzyknął Staś i podniósł rękę uzbrojoną w ostry sopel lodu.

Królowa wydała rozkaz i zaraz też lodowaty podmuch wiatru z przeciwnej strony przywiał mnóstwo mniejszych i większych śnieżynek, zrobiła się prawdziwa zamieć śnieżna, płatków śniegu przybywało, zrobiło się ciemno i lodowato.

Dzieci popędziły na swych latających płatkach w stronę smoka, zaatakowały go twardymi kulkami. Z pomocą ruszyła im ogromna armia śnieżnych rycerzy. Walka była zacięta i wiele odważnych płatków śniegu stopiło się od gorącego oddechu smoka. Jednak chłopcy nie bali się wcale, odważnie zbliżyli się do smoka z dwóch stron, podczas gdy Basia wraz z lodowymi rycerzami odwracała uwagę gadziny. W tym momencie chłopcy równocześnie zaatakowali smoka lodowymi szpadami i smok jęknął głucho i opadł z sił. Wtedy zbliżyli się lodowi rycerze, skuli go łańcuchem i zabrali.

– Och, dziękuję wam – powiedziała Królowa Śniegu – uratowaliście mnie i moje drogie płatki śniegu. Obiecuję wam, że ta zima będzie biała.

– Będziemy mogli ulepić bałwana! – klasnęła w dłonie Basia

– I igloo – dodał Staś

– I pojeździmy na nartach! I obrzucimy mamę śnieżkami! I tatę też! I pieska! – cieszyły się dzieci.

Królowa podarowała im latające płatki śniegu wielkie jak poduchy i powiedziała, że mogą na nich latać aż do wiosny.

 

Jak tam zima u Was?

Jakie zabawy na śniegu lubicie?

A może czekacie już na wiosnę?



[1] Ślizg nazywany też pupolotem, dla Stasia „ciałolot”, ponieważ wozi całe ciało :)



Baśń o Smoczycy Celestynie

Na początku lipca zmrok zapadał bardzo późno. Kiedy w końcu dzieci wylądowały w łóżkach, wysłuchały bajek opowiadanych przez mamę („Dodaj trochę niebezpieczeństwa!”, „inną, opowiedz jeszcze inną”) nadal nie mogły zasnąć. W końcu Staś wyszedł z łóżka, zaraz w jego ślady poszła jego młodsza siostra Basia. Jej brat bliźniak – Franek szybko do nich dołączył. Chwilę przyglądali się rozgwieżdżonemu niebu i wymyślali własne gwiazdozbiory:

– O, tamte gwiazdki układają się w wielką górę diamentów! – piszczała Basia.

– Nie widzę, ale widzę rydwan! Widzisz ten rydwan tam? – wskazywał Staś.

– A tam głowa byka! To na pewno gwiazdozbiór byka – dodał Franek.

Niestety część nieba znajdowała się po drugiej stronie domu. Dlatego dzieci postanowiły wyjść do ogrodu.

– Ale cicho, pamiętajcie. Skradamy się jak ninja – upominał młodsze rodzeństwo Staś.

Dzieci cichutko zeszły na dół po schodach, otworzyły drzwi i boso wyszły na trawę. Teraz widziały całe niebo, na którym aż roiło się od gwiazd. Nagle zobaczyły nad sobą dziwne stworzenie. Była to smoczyca – granatowa, jak nocne niebo, z błyszczącymi gwiazdkami na gładkich łuskach. Wylądowała na trawniku między domem, a bzem, nie dostrzegła dzieci.  Franek ostrożnie zbliżył się do niej, Basia chowała się za Stasiem, który z właściwą sobie rezerwą pozostawał w cieniu modrzewia. Franek jednak podszedł bliżej i przedstawił siebie, oraz swoje rodzeństwo.

– Witaj, jestem Celestyna – smoczyca również się przedstawiła.

– Piękne imię – powiedział Staś i również podszedł do niezwykłego gościa.

Basia chcąc nie chcąc musiała udać się za nim, ponieważ tylko za jego plecami czuła się bezpiecznie. Nie przeszkadzało jej to rzucać uważnych spojrzeń w kierunku Celestyny. A była ona naprawdę urodziwa. Miała wielkie, głębokie, błyszczące oczy ocienione pięknymi, długimi rzęsami. Jednak jej spojrzenie było smutne.

– Tak piękne, jak ty – powiedział Franek – wyglądasz na przestraszoną i smutną.

– Przepraszam, nie zauważyłam was. Nie powinnam była tu lądować, nikt nie może mnie zobaczyć. To mogłoby sprowadzić na was niebezpieczeństwo.

I opowiedziała o tym, że ucieka się przed okrutnym władcą smoków i szuka bezpiecznej kryjówki. Dzieci pobiegły w stronę stodoły i otworzyły wielkie drzwi, zaprosiły Celestynę do środka. W tym momencie nad domem przeleciał Gromosław – burzowy władca letniego nieba.

– To on! – pisnęła wystraszona Celestyna – to on! Szuka mnie! Chce mnie wydać za mąż za swego syna – leniwego i tchórzliwego Pokrakę.

– Ciiii – uspokajała ją Basia, która już przełamała swój początkowy strach – tu cię nie znajdzie.

Gromosław przelatywał nad całą doliną, widać było, że jest wściekły, bo rzucał piorunami i ryczał. Zrobiło się ciemno i strasznie.

Następnego ranka, zaraz po śniadaniu Staś, Basia i Franek pobiegli do swojej nowej znajomej. Celestyna powiedziała, że zgodnie z prawem smoków, jeśli uda jej się pozostać w ukryciu przez trzy noce – będzie wolna, a Gromosław nie będzie mógł nic zrobić.

Tymczasem burzowy władca letniego nieba nieustannie latał w pobliżu domu, zawracał w stronę lasu i znów nadlatywał, a wraz z nim nadciągały ciężkie deszczowe chmury i zaczął kropić deszcz.

– Ocho, chyba będzie burza – powiedział tata – muszę schować kosiarkę.

Kiedy otworzył drzwi do stodoły stanął – delikatnie mówiąc – mocno zdziwiony:

– Co to za gadzina! Wynoś się stąd, ale już! Co to za jaszczur tu siedzi! Przesuń się trochę, muszę tu wjechać kosiarką.

Podczas gdy tak wykrzykiwał, nad domem przelatywał Gromosław. Zdziwiły go te wrzaski, więc zniżył lot. Tymczasem tata próbował wyciągnąć smoczycę za ogon, zapierał się piętami i ciągnął. Wtedy nadbiegły dzieci.

– Tatusiu, zostaw ją – to Celestyna – zaczęła Basia.

– Nasza przyjaciółka – dodał Staś.

– Potrzebuje schronienia – uzupełnił Franio i czule pogłaskał wystraszoną smoczycę.

– Ten gad to wasza przyjaciółka? – zdziwił się tatuś, a potem przyjrzał się Celestynie.

I on dostrzegł jej piękno, oraz smutek i strach w jej spojrzeniu.

– No fajnych macie przyjaciół, dość niezwykłych.

– Może tu zostać? Jeszcze tylko dwie noce?

– Bo ją straszny Gromosław chce siłą wydać za tchórzliwego Pokrakę.

– No dobrze, niech zostanie – zgodził się tata – ale musisz się troszkę przesunąć, żebym mógł schować kosiarkę –zwrócił się do Celestyny.

I smoczyca została w stodole. Dzieci codziennie spędzały dużo czasu z przyjaciółką – podczas gdy na zewnątrz wciąż latał Gromosław i ciągle przewalały się burzowe chmury. Staś czytał jej bajki, Basia robiła jej makijaż kosmetykami mamusi, Franio ją rozśmieszał. Wiecie, co lubią jeść smoki nocnego nieba? Celestyna lubiła gwiezdny pył, ale żadne z trójki rodzeństwa nie mogło go zdobyć, więc przynosili jej cukier, twarożek oraz śmietankę. Po trzech nocach Celestyna mogła bezpiecznie opuścić schronienie w stodole i udać się w swoje strony. Jednak każdego wieczoru podczas tych wakacji przylatywała do dzieci, zabierała je na nocne loty ponad lasem i przynosiła im gwiezdny pył. A sama prosiła o cukier, który bardzo jej posmakował.

 

celestyna
Celestyna rys. Asia Jasińska


Next page →