Tag Archives: św. Mikołaj

Święty Mikołaj

Tego wieczoru przyszedł mróz. Ściął mgłę w srebrzystą szadź, niebo było rozgwieżdżone.  Wszyscy domownicy poszli spać.

W środku nocy Basię obudził jakiś stuk na balkonie. Okno obok jej łóżeczka wychodziło na balkon biegnący wzdłuż całego mieszkania. Wychodziło się na niego z salonu. Basia usłyszała ten niespodziewany dźwięk.

– Stasiu – wyszeptała – Stasiu! – dodała głośniej – słyszałeś?

Starszy brat poprawił się na swoim łóżku i cichutko zamruczał.

– Franio! Zbudź się! – krzyknęła i wstała z łóżka, by szarpnąć drugiego z braci za rękę.

Franek usiadł na łóżku zaspany, przetarł oczy i już chciał zacząć się złościć, ale wtedy usłyszeli wyraźny dźwięk dzwona dobiegający właśnie z balkonu.

– Co to? – spytał Franek

– Nie wiem, zapytajmy Stasia.

Bliźniaki sprawnie weszły na łóżko piętrowe Stasia i obudziły go. Następnie cała trójka wyjrzała przez okno i ujrzała na balkonie sanie świętego Mikołaja, a w nich Mikołaja – biskupa, oraz jego pomocnika Anioła, a przy nich renifery.

– O rany! To święty Mikołaj! – wykrzyknął Staś.

Dzieci pobiegły do dużego pokoju, Staś otworzył drzwi i cała trójka wyszła na balkon.

Kiedy Anioł zobaczył dzieciaki w piżamkach i boso na balkonie – podfrunął na swoich wielkich, lśniących skrzydłach i krzyknął:

– Do domu! Sio do domu! Mróz taki, a Wy boso na śniegu!

Dzieci obróciły się na pięcie i wpadły do pokoju, za nimi wielkimi krokami wszedł św. Mikołaj – w purpurowej szacie biskupa, ze złotymi haftami, w biskupiej mitrze na głowie, a w ręce trzymał pastorał.

– Ale mróz! – powiedział Mikołaj wchodząc – możemy się zagrzać?

Basia skinęła głową bez słowa, a Franek chwycił świętego Mikołaja za rękę i wprowadził do środka.

– Jak zwykle drogi Mikołaju, jak zwykle! Co roku się dziwisz, że tak zimno, a to przecież grudzień – odparł Anioł.

Staś pobiegł do kuchni, nalał mleka do dwóch kubków, zagrzał mleko w kuchence mikrofalowej, wsypał do niego kakao instant. Franek ostrożnie wziął jeden z kubków i zaniósł świętemu Mikołajowi, Basia szybko porwała drugi i podała Aniołowi. Staś jeszcze sięgnął do puszki z ciastkami, które upiekli kilka dni wcześniej razem z mamą i podał na niską ławę ciasteczka. Kiedy Anioł z Mikołajem zagrzali się nieco, Anioł powiedział:

– Ten wstrętny Diabeł! Co roku to samo! Przeszkadza jak umie, miesza nam prezenty, wieje wiatrem w oczy.

– Znów jesteśmy spóźnieni  i w dodatku zgubiliśmy gdzieś prezenty dla was – dodał święty Mikołaj ze smutkiem.

Kiedy dzieci to usłyszały wyraźnie posmutniały. Buzia Franka ułożyła się w podkówkę, Basia zwiesiła główkę, w oczach Stasia zaświeciły się łezki rozczarowania.

– Nie szkodzi – powiedział Franio, ale w jego głosie nie było słychać przekonania.

– Przecież to nie prezenty są najważniejsze – dodał Staś próbując powstrzymać łzy.

Basia odwróciła główkę bez słowa.

Anioł powiedział, że nie zdążą rozwieźć prezentów do wszystkich dzieci, które tej nocy czekają na odwiedziny świętego Mikołaja.

– Przydaliby się nam pomocnicy – dodał.

Dzieci postanowiły więc, że one pomogą św. Mikołajowi i Aniołowi. Pobiegli po kurtki, czapki i rękawiczki, założyli buty i wsiedli do sań.

Renifery smagnięte batem świętego Mikołaja uniosły się w górę ciągnąc za sobą sanie wypełnione podarkami dla grzecznych i mniej grzecznych dzieci. Roziskrzone od mrozu niebo pełnie mrugających gwiazdek – zdawało się być na wyciągnięcie ręki. Renifery ciągnące sanie wypuszczały z pysków kłęby pary, która szybko stawała się mroźną i migoczącą mgiełką. Całe miasto pogrążone było we śnie, niemal wszędzie były zgaszone światła. Pod nimi przejechała jedna taksówka, gdzieś dalej z przystanku ruszył autobus nocny. Było cicho.

Święty Mikołaj przyleciał nad dom Julki i Antka i powiedział, że jest już zmęczony ciągłym schodzeniem i wchodzeniem do sań. Rzeczywiście, młody to on już nie był – o jego wieku świadczyła bowiem długa, siwa broda. Staś dziarsko zeskoczył więc z sań na dach domu, przytrzymał Basię, która poszła w jego ślady i pomógł zejść Frankowi, Anioł podał im prezenty, a dzieci zaniosły je do kuchni i położyły na stole.

Znów wsiedli do sań i udali się do kolejnych dzieci. Następnym przystankiem był balkon u Igora.

I kiedy Staś już miał wsunąć prezent przez uchylone drzwi pojawił się koło niego czarny, kudłaty i śmierdzący siarką Diabeł:

– Zobacz! Zobacz co tu jest! To świetna zabawka, prawdziwy Buzz Astral! Tobie ten stary dziad – Diabeł wskazał w tym miejscu na świętego Mikołaja siedzącego wygodnie w saniach – nie przyniósł żadnego prezentu. Weź sobie tę zabawkę.

Staś zawahał się. Wtedy Franek zdecydowanym ruchem położył prezent przeznaczony dla chłopca w pokoju, pociągnął brata za rękę i Diabeł wiedział, że przegrał.

Potem polecieli do Adeli. Basia chciała położyć prezent dla Adeli i jej siostry – różowe kucyki pony, ale przebiegły Diabeł zbliżył się do dziewczynki i powiedział:

– Takie ładne koniki, lubisz je? Ładne? A Tobie Mikołaj nie przyniósł prezentu. Weź sobie, weź.

Basia odepchnęła Diabła i szybko wrzuciła podarunki, ale potem jeszcze oglądała się za siebie.

U Wiktora Diabeł kusił Frania, namawiał go, by chłopiec wziął dla siebie samochodziki, ale i Franek dzielnie oparł się pokusie.

Tej nocy dzieci latały więc z Mikołajem nad całym miastem i odwiedzały potajemnie koleżanki, kolegów i nieznane im dzieci i zostawiały im podarunki. A za nimi leciał Diabeł i próbował ich złapać. Chciał też podkraść się do sań i ukraść choć kilka prezentów z wielkiego stosu, ale Basia palnęła go z całej siły pastorałem. Wszędzie podrzucali prezenty – zabawki, słodycze, ubrania, albo książeczki i gry.

Potem święty Mikołaj odwiózł saniami dzieci do domu, bardzo im podziękował za pomoc i powiedział, że musi lecieć jeszcze do innych miast i miasteczek, na szczęście część dzieci będzie oczekiwało na niego dopiero 24 grudnia, a niektóre 25 grudnia, więc spokojnie zdąży.

A Anioł powiedział, że zobaczy się z nimi w Wigilię. Mrugnął zawadiacko i machnął wielkimi skrzydłami.

Św. Mikołaj z Aniołem polecieli do Martynki i Tymka w Brzeźnicy. A potem jeszcze w stronę Bielska-Białej do Amelki i Maksia, Michała, Oliwki i wszystkich innych dzieci, nie zapomniał o Gabrysi i jej koleżankach i kolegach w Warszawie i wielu innych dzieciach na całym świecie.

Rano Staś, Basia i Franek znaleźli…. lalkę dzidziusia, grę planszową Toy Story oraz autka. Zgadnijcie od kogo?

A mama zdziwiła się widząc w kuchni na blacie otwarte pudełko z kakao, dwa brudne kubki i okruszki z ciastek na ławie.

– Ho ho, co tu się działo w nocy?

– Mamo, pomagaliśmy przez całą noc świętemu Mikołajowi!

 

Był u Was święty Mikołaj? Co przyniósł?

Czy może czekacie na jego odwiedziny w Wigilię?

U nas pod choinkę prezenty przynosi Aniołek, a św. Mikołaj w okolicach 6 grudnia.



Święty Mikołaj – biskup Miry

św.Mikołaj Biskup
źródło: http://www.katedra.kalisz.pl/images/sw_mikolaj1.jpg

To było dawno temu, ale to nie baśń.

W mieście Patara żyło pewne bogate małżeństwo. Bardzo chcieli mieć dzieci, ale czas płynął, a dziecka wciąż nie było. Jednak nie tracili nadziei modląc się każdego dnia o upragnione dziecko. W końcu Bóg spełnił ich gorącą prośbę i wkrótce żona urodziła chłopca, któremu dali na imię Mikołaj.

Chłopiec rósł zdrowo otoczony miłością, rodzice wychowywali go w wierze chrześcijańskiej, opowiadali o życiu Jezusa.

Pewnego razu Mikołaj poszedł na spacer i zabrał ze sobą jedzenie. Postanowił bowiem zrobić sobie piknik. Kiedy dotarł na skraj lasu i zgłodniał porządnie postanowił w końcu zjeść. Zobaczył wtedy dwóch małych chłopców siedzących przed biedną chatką. Dzieci były smutne i głodne. Mikołaj postanowił poczęstować dzieci swoim jedzeniem, ale dzieciaki uciekły wystraszone bojąc się zaufać obcemu bogaczowi.

Mikołaj był coraz bardziej głodny, ale jego dobre serce wzięło górę i postanowił po prostu podrzucić jedzenie. Tymczasem chłopcy wyglądali ukradkiem przez małe okienko i kiedy nabrali pewności, że obcy odszedł – znów wyszli z chaty. Na rozłożonej przed progiem chuście leżał świeżutki chleb i ser – zostawione specjalnie dla nich.

– Zobacz! – powiedział starszy z braci – to chyba jakiś anioł nam zostawił. Zjadaj – powiedział podając młodszemu kromkę chleba.

A Mikołaj ukrył się w pobliskich zaroślach i przyglądał się chłopcom. Sam odczuwał coraz większy głód, ale i ogromną radość, że jego drobny podarunek sprawił dzieciom prawdziwą radość.

Od tego czasu biedni ludzie opowiadali o aniele, który przynosi jedzenie dzieciakom. Jednak nikt go nie widział.

Mikołaj wyrósł na mądrego młodzieńca . Postanowił służyć Bogu i ludziom.

Jego rodzice zmarli, Mikołaj udał się więc do swojego wuja. Sprzedał niemal cały majątek i rozdał potrzebującym w swoim mieście, zostawił sobie tylko tyle, by móc odbyć podróż. Udał się do Miry, gdzie jego wuj był biskupem. Nie było wtedy telefonów, więc nie mógł ani poinformować o swoim przyjeździe, ani dowiedzieć się, co się stało.

Tymczasem wuj Mikołaja również zmarł. Po dniach smutku i żałoby mieszkańcy chcieli wybrać nowego biskupa, ale jakoś nie mogli dojść do porozumienia. Ustalono więc oddać się Bożej Opatrzności w tej kwestii. Najstarszy z zebranych powiedział:

– Niech biskupem zostanie ten, kto jutro pierwszy wejdzie do świątyni.

Kiedy rano przedstawiciele wspólnoty udali się do kościoła, zastali tam modlącego się Mikołaja.

– Kim jesteś panie? – zapytał jeden z nich.

– Jestem Mikołaj, przyjechałem do mojego wuja, ale okazało się, że on nie żyje, tak jak moi rodzice – odpowiedział Mikołaj ze smutkiem.

– Młodzieńcze, Pan wskazał nam ciebie jako biskupa Miry.

Przyjął tę wielką godność i zaszczyt, ale i wielką odpowiedzialność. A mieszkańcy pokochali go za pracowitość, wrażliwość i skromność. Nikt jednak nie przypuszczał, że będzie on sprawcą także wielu innych rzeczy.

Biskup Mikołaj pamiętał jaką radość sprawiało dzieciom, kiedy znajdywały jedzenie podrzucane im przez niego i pamiętał, jak sam wspaniale się czuł robiąc te drobne, dobre uczynki. Dowiedział się o pewnym szlachcicu, który bardzo zubożał. Nie miał już pieniędzy na jedzenie dla swych córek, tym bardziej nie mógł dać im posagu. Postanowił więc wygnać je na ulicę.

Dziewczęta kładły się spać w ostatnią noc w domu. Pod oknem ustawiły swoje buciki. Nie chciały odchodzić z domu, ogarnął je smutek. Jednak rano odkryły, że buciki wypełnione są złotymi monetami. Kiedy ojciec wszedł do pokoju dziewcząt najmłodsza zawołała:

– Tato! Chyba anioł się nad nami ulitował!

A ojciec rozpłakał się ze wstydu, ponieważ wiedział, że źle postąpił. Ale i z radości, że Bóg posłał na ziemię anioła, by pomóc jego córkom.

Wieść o tym wydarzeniu szybko rozniosła się po Mirze, ale nie wszyscy chcieli w to uwierzyć. Tymczasem ciągle ktoś odnajdywał zostawione podarki – trochę jedzenia, przedmioty potrzebne ubogim, ubrania.

Jedna mała dziewczynka wiele słyszała o tej nieziemskiej istocie, która pomaga ubogim. Sama modliła się do tego anioła w kościele. Jej modlitwę usłyszał biskup Mikołaj:

– O co tak gorąco się modlisz?

– Och, to taki drobiazg, nie wiem, czy mogę zawracać tym głowę, ale chciałabym mieć chociaż małą zabawkę. Nigdy takiej nie miałam – odparła.

Mikołaj kiwnął głową i uśmiechnął się do niej.

Wieczorem dziewczynka położyła się spać, przed snem marząc o tym, by ujrzeć anioła, który przyniesie jej lalkę. Zerwała się w środku nocy, ponieważ obudził ją jakiś szmer. Ujrzała, że coś wpadło do środka przez okno. Ponieważ bardzo pragnęła ujrzeć anioła – podbiegła do okna i dostrzegła szybko oddalającą się postać w płaszczu i kapturze. Zsunęła się z okna na ziemię i boso pobiegła za tajemniczą osobą. Kiedy niemal doganiała postać, znaleźli się przed kościołem, drzwi się uchyliły i tajemnicza osoba zniknęła w środku. Dziewczynka jednak zobaczyła na ziemi guzik. Podniosła go i postanowiła zachować jako pamiątkę po spotkaniu z aniołem.

Następnego dnia udała się do kościoła, by w tym zacisznym miejscu podziękować Bogu za otrzymany od niego podarunek. Miała ze sobą swoją nową lalkę i guzik anioła. Mijał ją właśnie biskup Mikołaj, który uśmiechnął się do niej. A ona dostrzegła brak guzika przy jego szacie.

– Ojejku, biskupie! Ja mam Twój guzik! – krzyknęła podekscytowana – to ty jesteś….

– Sza! Nie mów nikomu, to będzie nasza tajemnica – przerwał jej biskup Mikołaj.

Dziewczynka skinęła głową i dotrzymała słowa przez wiele lat.

Po wielu latach swojej działalności tak publicznej, jak i skrytej (jako cichy darczyńca i opiekun ubogich) biskup Mikołaj zmarł. Ponieważ do papieża docierały świadectwa jego świętości, musiał wysłać swoich sędziów, by zbadali tę sprawę. Na spotkanie z nimi przybyło mnóstwo ludzi, którzy opowiadali o dobrym sercu biskupa Mikołaja, o jego skromności i dobroci. Przybyli także żeglarze, którzy zapewniali, że wstawiennictwo Mikołaja, jego modlitwa uratowały ich w czasie sztormu.

Także dziewczynka, która była już teraz dorosłą kobietą opowiedziała o tym, że w Mirze często pojawiał się anioł pomagający biedakom. Potwierdził to zgromadzony tłum. Kobieta dodała, że ona widziała tego anioła.

– To był biskup Mikołaj – powiedziała –on był tym aniołem, to on ukradkiem pomagał biednym. I on przyniósł mi lalkę – jedyną zabawkę, jaką miałam w życiu.

Zapadła cisza, a po chwili dało się słyszeć głosy biedaków, którzy potwierdzali słowa dziewczyny i dodawali swoje opowieści.

– U nas był anioł!

–  I u nas!

– U nas także był.

– I u mnie też – krzyknął mały chłopiec – u mnie też był anioł Mikołaj.

Nikt nie miał wątpliwości, że Mikołaj był człowiekiem świętym.

I  – jak wiemy – nadal lubi pojawiać się na ziemi i w tajemnicy przynosić prezenty. Minęło setki lat, a szóstego grudnia, w rocznicę jego śmierci, dzieci i dorośli znajdują drobne upominki, które sprawiają im radość.

 

To właśnie ten Święty przynosił mi i mojemu bratu prezenty w dzieciństwie. 

Przynosi je również moim dzieciom. Chociaż często posługuje się swoim merkantylnym pomocnikiem ;)

A jutro…. baśń o świętym Mikołaju :) zapraszam :)