Tag Archives: szczeniak

Wróżka figlarka

Czary wróżki figlarki

Pewnego razu na parapecie okna w dziecięcym pokoju przycupnęła mała wróżka. Wróżka figlarka., która swoimi czarami często robiła różne małe psotki i kawały.

To był wieczór, mamusia szeptała dzieciom bajeczki przed snem. Na koniec ucałowała każde dziecko.

– Śpij słodko moja córeczko – szepnęła mamusia do uszka dziewczynce leżącej w łóżku.

– Nie jestem córeczką!  – zaprotestowała dziewczynka – Jestem psem! – odpowiedziała i zawarczała, jak szczeniak.

Wróżka uśmiechnęła się do siebie, machnęła różdżką i cichutko wypowiedziała magiczne zaklęcie.

Rankiem mamusia weszła do pokoju dzieci. Zobaczyła dwóch synków śpiących w swoich łóżeczkach. Jeden leżał skulony, zakryty kołderką po czubek głowy, a drugiemu bose stopy wystawały spod kołderki. Ten chłopiec otworzył oczka, zamrugał i uśmiechnął się do mamy, następnie odwrócił się na bok i powiedział:

– Jeszcze śpię.

Mamusia zajrzała do łóżka dziewczynki, ale nie było tam jej córeczki – na jej miejscu spał mały szczeniaczek.

– O rany! – krzyknęła mamusia zaskoczona.

Szczeniaczek otworzył oczka, ziewnął i wyciągnął łapki przeciągając się.

Kiedy chłopcy wstali i ubrali się, mama zapięła szczeniaczkowi smycz i wszyscy razem poszli do przedszkola. Potem mama ucałowała każdego synka, a szczeniaczka wsadziła do wiklinowego koszyczka i wsiadła z nim do autobusu. Monotonna jazda i szum silnika szybko uśpiły psiaka, który smacznie spał w koszyku na miękkim kocyku. Spało mu się tak dobrze, że zaczął pochrapywać cichutko.

szczeniak
ilustracja: Staś 6 lat

Szczeniak wkrótce się obudził i próbował wyjść z koszyczka.  Kiedy mamusia ze szczeniakiem wróciła do domu, biegał po całym mieszkaniu i zaczepiał Shilę.

Wieczorem tatuś czytał chłopcom bajkę, a szczeniaczka położył w łóżeczku ich siostry. Początkowo mały psiak ciągle się kręcił, wychodził spod kołderki, biegał za piłką rzucaną mu przez chłopców. Wkrótce jednak zarówno chłopcy, jak i psiak zrobili się senni.

Kiedy tatuś zamykał drzwi, powiedział:

– Dobrej nocy chłopaki! I szczeniaczku.

A jeden z chłopców odpowiedział mu:

– Nie jestem chłopakiem! Jestem superbohaterem! Supermanem!

I zgadnijcie co się stało! Wróżka znów usłyszała słowa chłopca i postanowiła znów zrobić podobny figielek.

A wcześniejszy czar małej  figlarnej wróżki trwał tylko jeden dzień i rano w łóżeczku znów spała mała dziewczynka, która była bardzo zadowolona, że poprzedniego dnia była szczeniaczkiem.

Rano do pokoju dzieci zajrzała mamusia. Bardzo się ucieszyła widząc znów swoją córeczkę w łóżku.

-Mamo! Wiesz? Byłam wczoraj szczeniaczkiem, wsadziłaś mnie do koszyczka. To był cudowny dzień – opowiadała dziewczynka.

Mama uśmiechnęła się, odgarnęła kosmyk włosów z twarzy dziewczynki i przytuliła ją mocno

– Tak, kochanie. Byłaś takim pociesznym szczeniaczkiem, ale cieszę się, że znów jesteś dziewczynką.

Potem mama ściągnęła kołdrę z jednego chłopca. Jednak w drugim łóżku nie było jej synka!

– Gdzie jesteś? – zapytała.

– Tutaj – rozległo się spod sufitu.

Mama podniosła wzrok – pod sufitem tuż przy lampie latał chłopak z czerwoną peleryną.

– To Superman! – krzyknęło chórem rodzeństwo , które rozpoznało superbohatera.

– No dobra! – mama klasnęła w dłonie – Superman jest już gotowy, ale teraz wy się ubierajcie i pędzimy do przedszkola.

Kiedy wszyscy byli już gotowi, poszli do przedszkola swoją zwykłą, codzienną drogą przez las.

Parę dni temu była wichura, która powaliła kilka drzew. Jedno z nich zwaliło się na ścieżkę. Zwykle wszyscy wspinali się na leżący pień i przechodzili górą. Tym razem jednak Superman bez trudu podniósł zwalony pień i przerzucił trochę dalej. Można było przejść ścieżką.

Kiedy wyszli z lasu na ulicę, zobaczyli że jeden samochód zaparkował na chodniku w taki sposób, że uniemożliwił przejście z wózkiem. Akurat jakaś mama pchała wózek z dzieckiem i kiedy dojechała do tego miejsca musiała zejść na ulicę. Na szczęście Superman podleciał, podniósł samochód i ustawił go w taki sposób, żeby nie tarasował przejścia.

superman
ilustracja: Staś 6 lat

– Och, dziękuję ci – powiedziała pani z wózkiem.

– Proszę – odparł Superman z uśmiechem – w końcu jestem najsilniejszym superbohaterem.

Do przedszkola było już blisko, już było widać ogród, huśtawki i budynek. Wtedy właśnie drugi z chłopców zorientował się, że nie ma autka.

– Mamusiu! Nie mam Zygzaka! O nie, ja chcę Zygzaka!

– Kochanie, przykro mi. Już nie mamy czasu, żeby się wracać po zabawkę. Jutro weźmiesz, dobrze? – próbowała tłumaczyć mama.

– Mamusiu, ale ja chcę! Zygzaka! Zygzaka – chłopiec zaczął płakać.

Wtedy Superman pobiegł błyskawicznie do domu i bardzo szybko wrócił z autkiem.

– O rany! Jak szybko pobiegłeś!  – zdziwił się chłopczyk, a na jego buzi znów pojawił się uśmiech.

– Tak, bo jestem Supermanem i umiem szybko biegać!  -odpowiedział Superman.

Potem cały dzień w przedszkolu minął wesoło, kiedy Superman wykorzystywał swoje moce w zabawie z innymi dziećmi. Podnosił regały, gdy coś pod nie wpadło, albo latał pod sufitem.

Wieczorem powiedział:

– To było świetne! Mój ulubiony dzień!

A potem dzieci i Superman położyły się do swoich łóżek. Mamusia przeczytała bajkę, a kiedy pocałowała każdego przed snem – drugi chłopiec westchnął:

– Też chciałbym jakąś przygodę. Ja to chciałbym być samochodem wyścigowym!

– Może i twoje życzenie się spełni? – mamusia uśmiechnęła się i nakryła chłopczyka kołderką.

Kiedy rano mamo weszła do pokoju dzieci, była już lekko podekscytowana – kogo tym razem znajdzie w dziecięcych łóżeczkach. Nie było szczeniaczka, ani Supermana. Za to w jednym z łóżek leżało nieduże, zielone auto wyścigowe.

Autko zaświeciło światłami, jakby mrugało oczkami. Uśmiechnęło się. Nie była to pełnowymiarowa wyścigówka, ale zabawka.

Drugi chłopiec zabrał zabawkę ze sobą do przedszkola. Dzieciaki były zachwycone, ponieważ autko bawiło się z nimi, śpiewało piosenki i znało imiona kolegów i koleżanek.

Kiedy wszystkie dzieci  wyszły do ogrodu i zostawiły zabawki w sali, samochody urządziły sobie wyścigi na dywanie. Sędzią był miś, a klocki ustawiły się w tory i słupki do slalomów. W pewnym momencie zabawki usłyszały kroki pani woźnej, szybko więc schowały się do pudełek, pojemników i na półki, żeby pani woźna nie zobaczyła ich harców. Tylko małe zielone autko wyścigowe nie miało pojęcia, że musi wrócić na półkę i zostało na dywanie.

-O, ktoś zostawił zabawkę na środku – powiedziała pani woźna kiedy zajrzała do sali. Podniosła autko i odłożyła na półkę obok innych samochodzików.

– Uff, mało brakowało – powiedziało niebieskie autko.

-Dlaczego? – zapytała zielona wyścigówka

– To ty nie wiesz, że zabawki nie mogą się bawić, kiedy dorośli na nas patrzą?

– I nie można robić bałaganu – dodała żółta koparka.

– Nie wiem, to pierwszy raz, kiedy jestem zabawką – powiedział ze skruchą zielony samochodzik.

A potem dzieci wróciły z ogrodu, pobiegły do półek, zdjęły zabawki i autka znów popędziły w wyścigach i rajdach.

Rankiem w łóżkach mama znalazła dziewczynkę i dwóch chłopców. Wróżka figlarka odleciała i innym dzieciom i ich rodzicom robiła swoje czarodziejskie figle.



Bal karnawałowy

stroje karnawałowe

Jak to bywa w karnawale – wyprawiano cudne bale

Bal maskowy, przebierance – do muzyki różne tańce:

Gangnam style, cha-cha, walc i makarena

Staś tańczy z Adelą, a z Basią – Milena

 

Przepraszam za częstochowskie rymy :)

 

Kiedy w przedszkolu zapowiedziano bal karnawałowy – dzieciaki ucieszyły się bardzo. Od dawna bowiem Staś miał upatrzony kostium Spidermana. Podziwiał w nim starszego kuzyna i marzył, aż sam do niego dorośnie. Nareszcie nadszedł ten moment i kostium leżał, jak ulał.

spiderman

 

Mama musiała znaleźć jeszcze odpowiednie kostiumy dla bliźniaków i dla siebie. Wygrzebała halloweenowy strój nietoperza i przymierzyła Frankowi.

batman

 

– O Batman! Będziemy superbohaterami – ekscytował się Staś.

Jednak dla Basi mama nie miała kostiumu. W sklepach było mnóstwo strojów elfów, wróżek i księżniczek. Tak słodkich, że aż bolały zęby.

– Kiedy byłam małą dziewczynką – marzyłam o takich właśnie tiulowych, różowych sukieneczkach – wzdychała mama – nie mam jednak pewności, czy ten mały chochlik będzie zachwycony – dodawała, wiedząc, że Basia nie lubi sukienek.

A Basia chodziła po domu na czworakach i szczekała.

– No jasne!

W ten sposób kwestia przebrania Basieńki również została rozwiązana.  To oczywiste, że dziewczynka najlepiej będzie się czuła w przebraniu szczeniaka, z narysowanym psim pyszczkiem, z uszkami i ogonkiem.

– A ty za kogo się przebierzesz mamusiu? – spytały dzieci, gdy mama zrobiła im przymiarkę kostiumów.

– Za Zorro – odpowiedziała mama i machnęła wyimaginowaną szpadą.

Zrobiła przymiarkę swojego stroju złożonego z czarnych legginsów, czarnej bluzki i czarnego kapelusza z szerokim rondem. Dorysowała sobie hiszpański wąsik.

– Świetne – zaśmiał się tata.

– No to kim jesteś? – zapytał Staś przyglądając się mamie sceptycznie

– Jestem Zorro! Sprytny lis. Zorro to po hiszpańsku lis.

– Masz jakieś super moce?

– Tak, świetnie władam szpadą! Bronię słabych i uciśnionych! – zaczęła mama, następnie usiadła na podłodze i opowiedziała dzieciom historię Zorro.

Dawno temu, za górami, za lasami, w dalekiej Kalifornii było sobie przepiękne miasteczko. A w nim panował gubernator, wraz ze złym i chciwym komendantem. Niedługo jednak w miasteczku pojawił się zamaskowany młody mężczyzna, który stawał w obronie uciśnionych, rozprawiał się z nadużyciami i był pogromcą złych. Ponieważ był sprytny, jak lis – nazywali go Zorro – co oznacza po hiszpańsku lisa. Mężczyzną tym był Diego de la Vega, syn bogatego szlachcica, który powrócił z nauki w Hiszpanii, by dowiedzieć się, że jego ukochane miasteczko nie przypomina już miejsca, które opuścił jako dziecko. Oburzony niesprawiedliwością, postanowił walczyć po stronie uciśnionych. Jednak  by móc swobodnie działać na rzecz swych sąsiadów musiał przywdziać maskę. Pomagał mu niemy wierny sługa i wspaniały koń – Tornado. Najważniejszym oponentem i wrogiem Zorro był komendant Monastario rządny władzy, pieniędzy i zdeterminowany by znaleźć, pokonać i poznać tożsamość spędzającego mu sen z powiek tajemniczego Zorro.

Podczas gdy młodzieniec Diego de la Vega uważany był za bawidamka i fajtłapę, owszem miłego, ale nie budzącego podejrzeń, Zorro budził podziw i wdzięczność ubogich mieszkańców, którzy uważali go za odważnego i niepokonanego.

– Ja chcę być Zorro! – wykrzyknął Staś.

– Przecież chciałeś być Spidermanem.

– Tak, ale teraz podoba mi się Zorro! Był superbohaterem! Walczył ze złem!

– Och, kochanie, Spiderman też walczył ze złem.

Staś był jeszcze trochę naburmuszony, potem jednak poprawił się mu humor, założył kapelusz, chwycił patyk i biegał wymachując nim i krzycząc, że jest dzielnym Zorro!

Następnego dnia mama również założyła swój kapelusz i chciała wyjść z domu.

– A gdzie masz wąsy? – zapytała Basia zdziwiona

 

100_2049

Czy planujecie wyjście na jakiś bal karnawałowy?

Czy macie już pomysły na stroje i przebrania? 

A może pamiętacie, kim chcieliście być w dzieciństwie? O jakich przebraniach marzyliście?



Andrzejki

Mama roztopiła wosk, a Staś przygotował na ławie w dużym pokoju miskę z chłodną wodą.  Lali wosk przez dziurkę od klucza. Powiem Wam szczerze, że mama naszukała się klucza z otworem, bo większość miała tak małe dziurki, że nie nadawały się do wróżby. Znalazła więc odpowiedni klucz. Żałowała trochę, że nie ma takiego starego klucza, jakiego sama używała, kiedy była dzieckiem.  Ten był zupełnie zwyczajny. Z wyglądu, bo okazało się… ale słuchajcie!

Lali więc po kolei wosk przez dziurkę od zwyczajnego klucza. Pierwsza lała Basia, bo była najmłodsza (urodziła się minutę po Franku, pierwszym z bliźniąt). Na wodzie ułożył się kształt przypominający szczeniaka.

– Mam pieska! To piesek mamusiu! Lubię pieski – cieszyła się dziewczynka.

Następnie przyszła kolej na Frania, któremu lany wosk ułożył się w przemiłego kociaka.

– Ja mam kota! To mój kot! – pokrzykiwał Franio tańcząc wokół ławy.

Nareszcie doczekał się i najstarszy z rodzeństwa Staś. Jego kształt był dość dziwny, ale chłopiec bez trudu rozpoznał w nim tajnego agenta.

Jeszcze tylko mama polała odrobinę wosku, który ułożył się w wyraźną sylwetkę konia.

– O rany! To koń! Mam konia! – ucieszyła się i klasnęła w dłonie.

Najdziwniejsze jednak było to, że wszystkie te figurki położone na ławę ożyły i zaczęły po niej biegać. Choć nadal były woskowe – poruszały się. Jednak fakt, że były woskowe i nienaturalnej wielkości bardzo złościł tajnego agenta. Obraził się i nie chciał się bawić. Kotek natomiast łasił się do Frania, szczeniak wciąż zaczepiał Basię, a konik galopował po ławie i rżał radośnie. Wtedy mama uśmiechnęła się zagadkowo i poszła do sypialni, skąd wróciła z tajemniczym flakonikiem. Psiknęła i flakonik uwolnił delikatną mgiełkę magicznego specyfiku. Kotek prychnął i szybko stał się zwyczajnym kociakiem, szczeniak również przestał być woskową figurą, ale zamienił się w prawdziwego pieska. I koń oczywiście też – normalny, pełnowymiarowy koń stał teraz na środku pokoju i potrząsał grzywą. W końcu i tajny agent zmienił się w najprawdziwszego tajnego agenta – miał czarne okulary i płaszcz z wysoko postawionym kołnierzem.

Zaraz też zaczął pokazywać Stasiowi różne specjalistyczne sprzęty i gadżety przydatne w wykonywaniu powierzonych mu tajnych misji. Pokazał też chłopcu kilka niezłych sztuczek z obezwładnianiem przeciwnika. Basia rzucała pieskowi piłeczkę i bardzo ją śmieszyło, kiedy biegał za nią z radością i przynosił wciąż od nowa. Franio zabawiał kotka kłębkiem włóczki, z której mama chciała robić szydełkowe aniołki na choinkę. A mama – czule głaskała konia po chrapach, klepała po szyi i karmiła marchewkami.

Kiedy tata wrócił z pracy i zobaczył to wszystko – stanął i dosłownie zdębiał.  Wtedy mama opowiedziała mu, skąd to wszystko się wzięło i zaproponowała, by polał wosk i dla siebie.

– Spróbuj kochanie, ciekawe, co tobie wyjdzie – namawiała.

Tata wziął klucz, stopił jeszcze trochę wosku i wlał do miski. Każdy coś dostrzegł w wyłaniającym się kształcie, ale tata nic nie widział.

– I co? Zwykła plama – powiedział i wyjął zastygły wosk z miski.

I wtedy zobaczył – drewniany dom pod lasem.

 

Wróżyliście dziś?

Jakie zabawy andrzejkowe znacie?

Co wyszło?