Tag Archives: wakacje

Idziemy na wycieczkę – piosenka

słowa: Dorota Gellner, muzyka: Adam Skorupka

Idziemy na wycieczkę, Brat, siostra no i ja

Ja plecak mam na plecach, na smyczy ciągnę psa

Nasz Tata niesie brata,  a Mama wózek pcha

W tym wózku siedzi siostra i szczerzy zęby dwa

Ref: 

Wesoła wycieczka, już nogi bolą nas

Brat krzyczy i ryczy, zagłusza siostry wrzask

Wesoła wycieczka, już uszy puchną nam

Wesoła wycieczka, wesoła mówię wam!

Idziemy na wycieczkę, brat, siostra no i ja

Pies plecak nieść pomaga, a Tata wózek pcha

W tym wózku brat i siostra – wrzeszczące brzdące dwa

A mama idzie sama, zupełnie tak, jak ja

Ref: 

Wesoła wycieczka, już nogi bolą nas

Brat krzyczy i ryczy, zagłusza siostry wrzask

Wesoła wycieczka, już uszy puchną nam

Wesoła wycieczka, wesoła mówię wam!

Idziemy na wycieczkę, idziemy sobie w świat

Ja niosę pusty plecak, bo pies nam wszystko zjadł

Nasz Tata niesie brata i siostrę dźwiga też

Popycha wózek mama, a w wózku siedzi pies

Ref: 

Wesoła wycieczka, już nogi bolą nas

Brat krzyczy i ryczy, zagłusza siostry wrzask

Wesoła wycieczka, już uszy puchną nam

Wesoła wycieczka, wesoła mówię wam!

 

Od dwóch tygodni śpiewam tę piosenkę.

kto napisał słowa? Gdyby ktoś wiedział, to proszę o kontakt ;) Dzięki, już wiem :)

Zastanawiam się, czy pani Dorota widziała nas na wycieczce, bo to całkiem o nas!

No, z jednym małym wyjątkiem – Shila nie zjada nam (póki co) zawartości plecaka.

Ale chciałaby, chciała. Co do tego nie mam wątpliwości!!!

Uwielbiam tę piosenkę!



Baśń o Smoczycy Celestynie

Na początku lipca zmrok zapadał bardzo późno. Kiedy w końcu dzieci wylądowały w łóżkach, wysłuchały bajek opowiadanych przez mamę („Dodaj trochę niebezpieczeństwa!”, „inną, opowiedz jeszcze inną”) nadal nie mogły zasnąć. W końcu Staś wyszedł z łóżka, zaraz w jego ślady poszła jego młodsza siostra Basia. Jej brat bliźniak – Franek szybko do nich dołączył. Chwilę przyglądali się rozgwieżdżonemu niebu i wymyślali własne gwiazdozbiory:

– O, tamte gwiazdki układają się w wielką górę diamentów! – piszczała Basia.

– Nie widzę, ale widzę rydwan! Widzisz ten rydwan tam? – wskazywał Staś.

– A tam głowa byka! To na pewno gwiazdozbiór byka – dodał Franek.

Niestety część nieba znajdowała się po drugiej stronie domu. Dlatego dzieci postanowiły wyjść do ogrodu.

– Ale cicho, pamiętajcie. Skradamy się jak ninja – upominał młodsze rodzeństwo Staś.

Dzieci cichutko zeszły na dół po schodach, otworzyły drzwi i boso wyszły na trawę. Teraz widziały całe niebo, na którym aż roiło się od gwiazd. Nagle zobaczyły nad sobą dziwne stworzenie. Była to smoczyca – granatowa, jak nocne niebo, z błyszczącymi gwiazdkami na gładkich łuskach. Wylądowała na trawniku między domem, a bzem, nie dostrzegła dzieci.  Franek ostrożnie zbliżył się do niej, Basia chowała się za Stasiem, który z właściwą sobie rezerwą pozostawał w cieniu modrzewia. Franek jednak podszedł bliżej i przedstawił siebie, oraz swoje rodzeństwo.

– Witaj, jestem Celestyna – smoczyca również się przedstawiła.

– Piękne imię – powiedział Staś i również podszedł do niezwykłego gościa.

Basia chcąc nie chcąc musiała udać się za nim, ponieważ tylko za jego plecami czuła się bezpiecznie. Nie przeszkadzało jej to rzucać uważnych spojrzeń w kierunku Celestyny. A była ona naprawdę urodziwa. Miała wielkie, głębokie, błyszczące oczy ocienione pięknymi, długimi rzęsami. Jednak jej spojrzenie było smutne.

– Tak piękne, jak ty – powiedział Franek – wyglądasz na przestraszoną i smutną.

– Przepraszam, nie zauważyłam was. Nie powinnam była tu lądować, nikt nie może mnie zobaczyć. To mogłoby sprowadzić na was niebezpieczeństwo.

I opowiedziała o tym, że ucieka się przed okrutnym władcą smoków i szuka bezpiecznej kryjówki. Dzieci pobiegły w stronę stodoły i otworzyły wielkie drzwi, zaprosiły Celestynę do środka. W tym momencie nad domem przeleciał Gromosław – burzowy władca letniego nieba.

– To on! – pisnęła wystraszona Celestyna – to on! Szuka mnie! Chce mnie wydać za mąż za swego syna – leniwego i tchórzliwego Pokrakę.

– Ciiii – uspokajała ją Basia, która już przełamała swój początkowy strach – tu cię nie znajdzie.

Gromosław przelatywał nad całą doliną, widać było, że jest wściekły, bo rzucał piorunami i ryczał. Zrobiło się ciemno i strasznie.

Następnego ranka, zaraz po śniadaniu Staś, Basia i Franek pobiegli do swojej nowej znajomej. Celestyna powiedziała, że zgodnie z prawem smoków, jeśli uda jej się pozostać w ukryciu przez trzy noce – będzie wolna, a Gromosław nie będzie mógł nic zrobić.

Tymczasem burzowy władca letniego nieba nieustannie latał w pobliżu domu, zawracał w stronę lasu i znów nadlatywał, a wraz z nim nadciągały ciężkie deszczowe chmury i zaczął kropić deszcz.

– Ocho, chyba będzie burza – powiedział tata – muszę schować kosiarkę.

Kiedy otworzył drzwi do stodoły stanął – delikatnie mówiąc – mocno zdziwiony:

– Co to za gadzina! Wynoś się stąd, ale już! Co to za jaszczur tu siedzi! Przesuń się trochę, muszę tu wjechać kosiarką.

Podczas gdy tak wykrzykiwał, nad domem przelatywał Gromosław. Zdziwiły go te wrzaski, więc zniżył lot. Tymczasem tata próbował wyciągnąć smoczycę za ogon, zapierał się piętami i ciągnął. Wtedy nadbiegły dzieci.

– Tatusiu, zostaw ją – to Celestyna – zaczęła Basia.

– Nasza przyjaciółka – dodał Staś.

– Potrzebuje schronienia – uzupełnił Franio i czule pogłaskał wystraszoną smoczycę.

– Ten gad to wasza przyjaciółka? – zdziwił się tatuś, a potem przyjrzał się Celestynie.

I on dostrzegł jej piękno, oraz smutek i strach w jej spojrzeniu.

– No fajnych macie przyjaciół, dość niezwykłych.

– Może tu zostać? Jeszcze tylko dwie noce?

– Bo ją straszny Gromosław chce siłą wydać za tchórzliwego Pokrakę.

– No dobrze, niech zostanie – zgodził się tata – ale musisz się troszkę przesunąć, żebym mógł schować kosiarkę –zwrócił się do Celestyny.

I smoczyca została w stodole. Dzieci codziennie spędzały dużo czasu z przyjaciółką – podczas gdy na zewnątrz wciąż latał Gromosław i ciągle przewalały się burzowe chmury. Staś czytał jej bajki, Basia robiła jej makijaż kosmetykami mamusi, Franio ją rozśmieszał. Wiecie, co lubią jeść smoki nocnego nieba? Celestyna lubiła gwiezdny pył, ale żadne z trójki rodzeństwa nie mogło go zdobyć, więc przynosili jej cukier, twarożek oraz śmietankę. Po trzech nocach Celestyna mogła bezpiecznie opuścić schronienie w stodole i udać się w swoje strony. Jednak każdego wieczoru podczas tych wakacji przylatywała do dzieci, zabierała je na nocne loty ponad lasem i przynosiła im gwiezdny pył. A sama prosiła o cukier, który bardzo jej posmakował.

 

celestyna
Celestyna rys. Asia Jasińska


Syrena

Wakacje na Chorwacji były fajne. Można było zrywać figi prosto z drzew, biec po stromym zboczu w stronę morza, nosić wodę w wiaderku i polewać kamienie. Dzieciom podobał się także pies sąsiadów – śliczna Ruby, która z radością się z nimi witała. Ich własny pies – Cerber – został w domu.
Kiedy pewnego popołudnia Staś założył maskę i zanurkował – na dnie zobaczył muszlę. Szkła okularów powiększały obraz i muszla wyglądała na bardzo okazałą. Nie bez trudu udało mu się w końcu zejść na dno i wyłowić skarb. Muszla była bladoróżowa i gładka.
– Zobaczcie co znalazłem – zawołał z triumfem, a Basia i Franek podbiegli do niego. Basia zaczęła wyrywać mu muszlę z rąk, ale Staś powiedział:
– Po kolei. Proszę Basiu – podał jej muszlę – zobacz, a potem daj też Franiowi, dobrze?
Basia skinęła głową. Uważnie przyjrzała się muszli.
– Moja będzie, dobrze? Ma taki różowy kolor.
– Dziewczyński – dodał Franek. – Pokaż!
Basia podała bratu muszlę, Franek obejrzał ją, zajrzał do środka, wsadził palec, próbował odkryć coś więcej, w końcu dmuchnął do środka. Muszla zagrała. Cichutko. Ale dźwięk ten porwany przez podmuch wiatru poniósł się po zatoce. Ruby leżąca na sąsiednim pomoście podniosła uszy. Woda w naturalnym baseniku pomiędzy skałkami zapluskała i wynurzyła się z niej syrena.
– Witajcie – przywitała się z dziećmi – o, znaleźliście moją muszlę.
– To twoja muszla? – spytała Basia – bardzo piękna! Ma taki różowy kolor, mój ulubiony.
– Chcesz, możesz ją zatrzymać. To prezent – odpowiedziała jej syrenka z uśmiechem
Zaraz też popatrzyła na chłopców i zobaczyła ich rozczarowanie, że Basia została tak wyróżniona. Staś udawał, że nic wielkiego się nie stało, ale przecież to on wyłowił muszlę. On mógłby zdecydować, że muszla będzie wspólna, albo mógł ją oddać siostrze.
– Wam też coś przyniosę – zaproponowała syrenka i zniknęła w wodzie.
Kiedy syrena nurkowała gdzieś w głębinach, dzieci wyszły z wody i na kamiennym pomoście prowadziły ożywioną dyskusję na temat nowej znajomej.
Niedługo później syrenka wypłynęła na powierzchnię i pomachała dzieciom. Staś, Basia i Franek założyli swoje dmuchane kółka i weszli z powrotem do wody. Woda była ciepła, ale przyjemnie chłodziła podczas upału.
– To dla ciebie – rzekła syrenka podając Frankowi kawałek koralowca – a to dla ciebie – zwróciła się do Stasia podając mu stary kompas.
Dzieci pobiegły schować swoje skarby w wiaderkach na brzegu, zaraz wróciły do wody i zaczęły bawić się z nową znajomą. Chlapali na siebie nawzajem słoną wodą, która przecudnie mieniła się w bezlitosnym słońcu, syrenka ciągnęła ich za kółka dmuchane, wirowali razem w wodzie, śmiali się głośno. W pewnym momencie tata zawołał ich i każdemu dał kawałek soczystego, pachnącego melona.
– Daj mi jeszcze jeden kawałek – poprosił Staś – to dla syreny.
Tatuś uśmiechnął się i podał mu jeszcze jeden kawałek, a Staś zaniósł go syrence.
– Mmmm! Pycha! Co to jest? Nigdy czegoś takiego nie jadłam – zachwycała się syrena
– To melon – odpowiedziała Basia
– Czekaj, przyniesiemy ci jeszcze coś! – zaproponował Franek i pobiegł do rodziców po inne owoce.
Basia pobiegła zaraz za nim. Po chwili wrócili niosąc figi, banana, gruszki i kawałek arbuza. Syrenka próbowała wszystkich owoców.
– Wszystko świetne. Takie soczyste i słodkie. Coś niesamowitego. Najbardziej smakuje mi melon – powiedziała w końcu.
Dzieci bawiły się razem z syrenką do obiadu. Rodzice byli nawet zdziwieni, że nikt nie marudzi i nie ciągnie ich już z plaży, mama czytała w cieniu parasola, co jakiś czas wstawała i robiła zdjęcia jachtom, mewom i jeżowcom. Tata opalał się leżąc z zamkniętymi oczami. W końcu jednak rodzice zawołali dzieci i poszli na obiad.
Po południu znów wrócili na pomost na plaży. Basia wyjęła muszlę i dmuchnęła w nią delikatnie i po chwili w płytkiej zatoczce znów pojawiła się ich nowa towarzyszka zabaw.
– Jesteście nareszcie. Strasznie się nudziłam i czekałam na was pluskając się z delfinami przy tamtej wyspie.
Tata napompował im niewielki ponton i dzieci wsiadły do niego, a syrenka holowała je na głębszą wodę. Tam zanurkowała i powróciła z przepiękną muszlą perłopława z perłą w środku. Mimo, iż było już późne popołudnie upał dawał się we znaki. Staś powoli i ostrożnie wszedł do wody i poprawił okularki do pływania. Woda miała idealną temperaturę i przyjemnie chłodziła. Basia poprawiła swoje kółko i wskoczyła do wody. Zaśmiała się radośnie i zawołała Franka. On jednak nie chciał, trochę się bał. Syrena i Basia przekonywały go chwilę. W końcu Franek wskoczył do wody, zanurzył się głęboko, a kiedy wypłynął śmiał się głośno i parskał. Wydawało się, że słona woda w ogóle mu nie przeszkadza. Zaczął kopać nogami i opłynął ponton dookoła.
Syrena wydała z siebie jakiś dziwny, wibrujący dźwięk i za chwilę do dzieci podpłynęły cztery małe delfinki. Kawałek dalej pływał większy delfin, ale nie zbliżał się do nich.
– To moi przyjaciele – powiedziała syrenka wskazując na delfiny – a tam pływa ich mama – wskazała dorosłego delfina nieopodal
Młode delfinki były skore do zabawy i do figli, zaraz też znalazły wspólny język z dziećmi.
Od tej pory każdego dnia dzieci większość czasu spędzały na zabawach z delfinami, lub na długich rozmowach z syrenką, która siadała na skałach i z wielkim zaciekawieniem słuchała opowieści o przedszkolu, śniegu, sankach, świętach Bożego Narodzenia. Jej opowieści z morskich głębin były równie fascynujące dla rodzeństwa.
Pewnego upalnego dnia dzieci, jak zwykle wzięły swój ponton, założyły rękawki do pływania i koła ratunkowe i wraz z syrenką wypłynęły na środek zatoczki. Kiedy wesoło i z werwą pływały na grzbietach delfinków, karmiły je rybkami i ciastkami, powierzchnia wody zaczęła falować. Zerwał się mocny wiatr, fale stawały się coraz większe . Jedna z nich porwała ponton i zaniosła go na małą skałę wystającą z wody. Skałę tę upodobały sobie również jeżowce. Pontonik rzucony przez falę wpadł na jeżowce, których ostre kolce przebiły zabawkę (tak, niestety była to tylko chińska zabawka) i z pontonu szybko wyleciało powietrze. Tymczasem fale stawały się coraz mocniejsze i żadnemu z dzieci nie było łatwo utrzymać się na wodzie. Zaczynały być zmęczone, coraz szybciej opadały z sił. Staś podpłynął do Franka, chwycił jego koło i próbował pociągnąć za sobą w stronę brzegu, ale potężna fala zalała ich obu. Chłopcy jednak szybko wypłynęli na powierzchnię. Staś spróbował podpłynąć do siostry, ale kiedy był tuż obok, już miał wyciągnąć rękę – kolejna fala porwała ją i odsunęła kilka metrów dalej.
– Szybko! Płyńcie do mnie! Basiu, daj rękę, Franio! – wołał Staś
Syrenka gwizdnęła i delfinki podpłynęły do dzieci. Basia chwyciła płetwę delfinka:
– Dzięki! Pomóż, ja nie umiem – powiedziała do niego, a delfinek popłynął z nią w stronę Stasia.
Franio też mocno chwycił delfinka i wdrapał się na jego grzbiet, dzięki jego pomocy podpłynął do rodzeństwa. Dzieci chwyciły się za ręce, ale kolejna fala znów je rozdzieliła. I z każdą napływającą falą byli coraz dalej od brzegu. Ale delfinki wiedziały już co robić. Każdy pilnował jednego z dzieci. Syrenka chwyciła Basię i Franka, Staś złapał Franka i próbowali razem płynąć w stronę brzegu. Walka z falami była długa, ale dzięki temu, że obecność delfinów dawała im poczucie bezpieczeństwa – płynęli z zapałem i bez strachu. Mała syrenka machała ogonem ciągnąc za sobą całą trójkę. W końcu dzieci wyszły na brzeg.
– Mamo, fala zabrała nam ponton, który przebił się o jeżowce i nie mogliśmy wrócić – relacjonował Staś.
– Ale delfinki nam pomogły – dodała Basia.
– I syrenka – uzupełnił Franek.
– To fantastycznie, że macie takich przyjaciół – ucieszył się tata.
A mama podbiegła do brzegu i krzyknęła w stronę morza
– Dziękuję Wam! Syrenko, delfinki, dziękuję!